Tomasz Rowiński

Tomasz Rowiński

Historyk idei, redaktor pisma ?Christianitas?

poniedziałek, 10 lipiec 2017 21:32

Nowy dystrybutyzm przeciw korporacjom

Korporacje nie są efektem nieuchronnego procesu kumulacji kapitału. Nic takiego nie istnieje, ponieważ ekonomia nie jest teorią małego lub średniego zasięgu z zakresu nauk ścisłych. Z kolei teorie o dużym zasięgu są znacznie bardziej „niezdeterminowane”, niż się powszechnie zdaje. Korporacje zaś to owoc pewnej specyficznej ścieżki zmiany, na jaką weszła kultura zachodnia, kwestionując sensowność cywilizacji chrześcijańskiej. Oczywiście, mamy też korporacje na Dalekim Wschodzie, gdzie niezwykle skutecznie wpasowały się one np. w wysoki kontekst kultury japońskiej, ale nie powinno to dziwić. Korporacje stanowią efekt specyficznej „autorytaryzacji” mentalności obecnej w różnych kulturach. W kulturze europejskiej proces ten dokonywał się najpierw w czasach kryzysu Christianitas, a potem umocnił razem z pogłębianiem procesu instrumentalizacji rozumu i człowieka, a co za tym idzie – dehumanizacji i mechanizacji stosunków społecznych. Niezależnie jednak od miejsca kultura korporacyjna przynosi dramatyczną dezintegrację społeczeństw. Indywidualizm staje się swoistym społecznym autyzmem czy solipsyzmem. W przywołanej Japonii z dekady na dekadę ubywa milionów obywateli, ponieważ nie rodzą się nowi, kobiety i mężczyźni nie wiążą się ze sobą, za to pracują bez wytchnienia. W Europie sytuacja nie jest wiele lepsza, choć ma inny kontekst.

Rozważając sytuację światowej polityki już po zaprzysiężeniu nowego prezydenta Stanów Zjednoczonych, możemy z pewnego dystansu – bez emocji dominujących w kampanii wyborczej – pytać o kształt nowej sytuacji. Choć wciąż pozostaniemy przy tych próbach opisu z licznymi niewiadomymi, nie będzie przesadą powiedzieć, że Stany Zjednoczone, po raz pierwszy od kiedy są największa siłą polityczną i militarną na świecie, mają prezydenta tak kontrowersyjnego. Mocarstwo to stoi obecnie u progu ważnych zmian geostrategicznych, a może nawet i wobec pewnej marginalizacji idącej ze strony rosnących w siłę Chin. Równie dobrze można prognozować, że Chiny wcale nie zdołają wytrącić światowej władzy z rąk Donalda Trumpa ani nawet jego kolejnych następców, z pewnością jednak już udało im się przesunąć światowy biegun geopolitycznej siły ciążenia z Atlantyku i zachodniej Eurazji na Zachodni Pacyfik. Jak w tych sprawach wielkich tego świata wygląda dzisiaj sytuacja Polski? Jakie jest stanowisko cywilizacyjne nowego lokatora Białego Domu, czy nowoczesność będzie coraz bardziej stanowczo osłabiała ludzką godność, czy proces ten zostanie powstrzymany? Czy – w tym kontekście – Trump reprezentuje jakiś rodzaj amerykańskiego chrześcijaństwa, skoro uznawany jest za kandydata konserwatywnego? Odpowiedzi nie będą tu jednoznaczne, ale warto pokusić się o ich formowanie.

Perspektywa zwycięstwa zjednoczonej prawicy w podwójnych wyborach roku 2015 wywołała zdecydowany ruch w świecie opinii. Ten ruch i jego efekty okazały się czymś innym, niż mogliśmy się spodziewać. Zamiast ostatecznie rytualnej porażki sił skupionych wokół Jarosława Kaczyńskiego i Pawła Kukiza oglądaliśmy nie tylko mobilizację twardego elektoratu konserwatywnego i katolickiego, ale także bardziej zasadnicze przesunięcia czy pęknięcia w deklaracjach poparcia; szły one w poprzek utartym ścieżkom wyborczych uzasadnień.

Rozmaici ludzie lewicy społecznej, ale też światopoglądowej deklarowali oddanie głosu na centroprawicę. Nawet jeśli zachowywali pewien dystans wobec tego obozu jako całości ideowej. Ten jednak wydaje się czymś zwykłym, rozmaite bowiem „dystanse” występują wśród polityków i wyborców samej prawicy.

Równocześnie w obozie władzy, który ostatecznie przegrał, dało się dostrzec jakiś rodzaj popłochu charakteryzującego ludzi, którzy już nie widzą dla siebie pomocy, ponieważ niezależnie od wysiłków marketingowych zmiana klimatu wydmuchuje ich poza rewir rządów. Wydaje się, że w Polsce zaszła zmiana myślenia i oczekiwań, która okazała się społecznie bardziej znacząca niż postulaty przywilejów dla środowisk LGBT czy „dworu”, jaki uformował się przez lata rządów Platformy Obywatelskiej i objął dość znaczne kręgi społeczne.

Teraz, gdy jesteśmy widzami czasem gorszących obrazków z codzienności nowej władzy i nowej opozycji, dobrze jest pamiętać o uzasadnieniach, które stały się dominujące w debacie publicznej w zeszłym roku. Równocześnie możemy się zastanawiać, czy zeszłoroczna jesień nie przyniosła jakichś zmian wyłaniających się z bitewnego kurzu, czy też może powtarzamy szlak zawiedzionych nadziei dobrze znany z minionych lat III RP.

Pokolenia rozczarowanych

Nie wątpię, że społeczna zmiana jednak zaszła – jest to zmiana pokoleniowa, jest to też zmiana wywołana wypaleniem się dotychczasowego projektu politycznego, jakim było państwo polskie po roku 1989. To rozczarowanie stanem polskiego życia ma też głębszy wymiar, niż np. miało to miejsce po aferze Rywina, ponieważ teraz dotyczy całokształtu stosunków polskich – wewnętrznych i zewnętrznych.

Z całą pewnością erozja rozpoczęła się już wtedy, przed kilkunastoma laty, gdy poseł Jan Rokita na spółkę z posłem Zbigniewem Ziobro rozpracował i ujawnił istniejące za demokratyczną dekoracją rzeczywiste zmagania o władzę nad Polską i polskimi duszami. Wielu z nas, dziś trzydziestoparolatków, przebudzenie polityczne tamtego czasu uważa za wydarzenie pokoleniowe. Razem z aferą Rywina doszło do przebudzenia samoświadomości politycznej wielu młodych Polaków. Nieuchronnie połączyło się to z nadziejami na oczyszczenie państwa, a w konsekwencji uzdrowienie polityki. Zakończyło się jednak rozczarowaniem. Takie oczekiwania pamiętam – nie chęć ucieczki od polityki, ale wręcz przeciwnie, uczynienie jej taką, by stała się miejscem sensownego zaangażowania. Zobaczyliśmy wtedy, że polityka dzieje się nie tam, gdzie powinna, a to, co znamy pod hasłem „demokracja”, nie jest reprezentacją obywatelskich racji, ale sentymentalną sielanką – przedstawieniem pt. „Wolna polska na pokaz obywateli”. Oczywiście wielu ze starszych pokoleń rozpoznawało ten stan iluzji wcześniej, ale młodszym trudno mówić coś sensownego o czasie sprzed uzyskania samoświadomości.

Zatem przynajmniej od roku 2003 mamy do czynienia z formowaniem się pokoleń rozczarowanych. Historycznie proces rozczarowania zaczął się u samego zarania nowej Rzeczypospolitej, jednak ani po „okrągłym stole”, ani po upadku rządu Jana Olszewskiego nie miał takiej skali jak po aferze Rywina, gdy doszło do zasadniczego przetasowania sceny politycznej.

(...)

sobota, 12 wrzesień 2015 14:02

Wokół kłamstwa

Dwa przykłady: kłamstwo i „wrzutka”

Temat manipulacji społecznych, kiedyś (choć nie raz i obecnie) owiany urokiem grozy i tajemnicy, wiązany ze służbami specjalnymi lub też stojącymi za kulisami wielkich mediów, demiurgami kontroli społecznej, dziś się w znacznej mierze strywializował. Można nawet powiedzieć, że znajomość technik manipulacji stała się częścią popkultury. Codzienny „kontent” internetowy – bardziej zapewne niż prasowy, a wielokrotnie bardziej niż „konserwatywne” i anachroniczne medium, jakim jest telewizja – dostarcza znaczną ilość doniesień o próbach manipulacji publicznością, których dokonują władze, koncerny medialne, przedstawiciele rozmaitych interesów. Przeważnie są to doniesienia o zwykłych, prawdziwych lub domniemanych kłamstwach ludzi ze świecznika przekazu głównego nurtu i ośrodków władzy. Chodzi, przede wszystkim o ludzi zajmujących stanowiska polityczne, o celebrytów, ale też „czwartą władzę” – trudną do określenia jako dziennikarze, którymi są nazywani, raczej o kreatorów opinii.

sobota, 12 wrzesień 2015 11:13

Islamizacja Europy

Wyjaśnianie i zaciemnianie

Hasło „islamizacji Europy” jest, z niewielkimi wahnięciami formy, od piętnastu czy może nawet dwudziestu lat na szczycie popularnych opinii należących do podręcznego zestawu diagnostycznego współczesnej kultury naszego kręgu cywilizacyjnego.

środa, 04 luty 2015 00:00

Liberalna kolonizacja

W konwencjonalnych przedstawieniach historii doktryn politycznych liberalizm prezentuje się jako efekt geniuszu takich myślicieli jak John Stuart Mill czy też jego ojciec, utylitarysta James Mill. Jeśli zaś chodzi o liberalizm ekonomiczny przywołuje się niejako automatycznie Adama Smitha, który przede wszystkim był moralistą i przedstawicielem nurtu, który określa się mianem szkockiego oświecenia. Można tu dorzucić jeszcze kilka innych nazwisk, jak Jeremy Bentham lub Benjamin Constant. W ten sposób otrzymujemy albo zwartą informację na temat twórczości poszczególnych wpływowych pisarzy, albo też syntetyczne ujęcie doktryny liberalnej, która wydaje się nie mieć swojej historii poza biografią garstki znakomitych umysłów.

piątek, 07 listopad 2014 00:00

Korzenie dżihadyzmu

Prezydent Rowhani przekonuje Zachód

By zobaczyć jak trudno jest nam pojąć świat współczesnego islamu i jak sam islam jest dla siebie niezrozumiały, odwołajmy się na wstępie do niedawnego wydarzenia. W końcu września prezydent Iranu Hasan Rowhani przemawiał podczas dorocznej sesji Organizacji Narodów Zjednoczonych. Kontekst tego przemówienia był dla wszystkich jasny.

piątek, 07 listopad 2014 00:00

Bliskowschodni wyż

Gdyby Polska miała taki przyrost demograficzny, jaki ma dzisiaj i w ostatnim dziesięcioleciu Strefa Gazy (przyrost ludności w latach 1950-2008 z 240 tys. do 1,5 mln), liczyłaby 156 mln mieszkańców, a nie słabnące 38 mln.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.