Agnieszka Piwar

Agnieszka Piwar

Był Anglikiem, ale śmiało można powiedzieć, że szczególnie umiłował właśnie nasz kraj. Gilbert Keith Chesterton, bo o nim mowa, bardzo cieszył się z faktu odzyskania przez Polskę Niepodległości. Ten słynny brytyjski pisarz odwiedził Polskę w 1927 roku. W księdze pamiątkowej polskiego PEN Clubu napisał wtedy: „Gdyby Polska nie narodziła się ponownie, umarłyby wszystkie chrześcijańskie narody”. Po sobie pozostawił klucz do drzwi, za którymi kryje się wolność. Czy Polacy zechcą je w końcu otworzyć?

czwartek, 13 grudzień 2018 11:22

Polska a Bliski Wschód

Z Przemysławem Skrzypkiem, prezesem Polsko-Arabskiego Klubu Społeczno-Gospodarczego (PAKSG), wywiad rozmawia Agnieszka Piwar

czwartek, 13 grudzień 2018 11:00

O niepodległości i Hezbollahu

Spotykamy się w przededniu obchodów setnej rocznicy odzyskania przez Polskę Niepodległości. Czy jako przedstawiciel polskiego parlamentu może Pan z czystym sumieniem potwierdzić, że Polska jest dziś niepodległym państwem?

środa, 09 maj 2018 21:24

Co w żydowskiej duszy gra?

O tym zdarzeniu opowiedziałam zaledwie kilku zaufanym osobom. Nigdy wcześniej nie podzieliłam się tym publicznie. Zapytają Państwo – jak to możliwe, że mając dostęp do łam publicystycznych przez tyle lat milczałam na temat tej wstrząsającej historii? Być może podświadomie uwierzyłam mojemu żydowskiemu rozmówcy, antybohaterowi dzisiejszej opowieści. Szyderczym tonem zapewniał, że i tak nikt mi nie uwierzy. Nie miał on wtedy pojęcia, że rozmawia z przyszłą dziennikarką.

czwartek, 25 styczeń 2018 08:39

Azja to przyszłość

Rozmowa z Grzegorzem Modlibowskim, pomysłodawcą i współorganizatorem konferencji „Jaka Polska w wieku Azji?”

Agnieszka Piwar: 14 października 2017 roku na Politechnice Warszawskiej odbyła się nietypowa konferencja. Nietypowa, bo dotyczyła przyszłości naszego państwa, ale nie uczestniczyli w niej przedstawiciele elity rządzącej ani nawet opozycji. Czy rozmawianie o ważnych dla Polski sprawach bez udziału polityków ma sens?

Rozmowa z Biesłanem Terekbajewem, generalnym producentem Kompanii Filmowej Czeczenfilm

Panie Biesłanie, oprócz pracy w Czeczenfilm pełni pan wiele innych funkcji. Proszę opowiedzieć, czym się pan zajmuje?

– Oprócz tego, że jestem generalnym producentem Kompanii Filmowej Czeczenfilm, przewodniczę Fundacji Wsparcia Rozwoju Kina Kaukazu Północnego, jestem członkiem Stowarzyszenia Filmowców Federacji Rosyjskiej i dyrektorem generalnym Północnokaukaskiej Kompanii Filmowej. Pracuję jako reżyser, producent oraz aktor, gram w filmach, rozwijam kino czeczeńskie i północnokaukaskie. Marzę o tym, aby cały świat zobaczył, jak piękny jest Północny Kaukaz, jak wspaniali, mądrzy i dobrzy ludzie tu mieszkają oraz by coraz szersze rzesze ludzi poznały nasze niepowtarzalne obyczaje.

Z Janem Wojciechem Kubaniem, przedsiębiorcą, menadżerem, wolnościowcem, prezesem Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego, rozmawia Agnieszka Piwar.

 

Górzysty kraj, niewielkich rozmiarów, bez dostępu do morza. A jednak Szwajcarom się udało. Od kilku pokoleń nieprzerwanie są jedną z najbogatszych gospodarek świata. Na tle innych europejskich państw wyróżnia ich system, w którym to nie politycy czy urzędnicy albo – mniej lub bardziej – idiotyczne przepisy, lecz sami Szwajcarzy decydują o sobie. Jak to wygląda w praktyce?

Rzeczywiście, to nie rząd szwajcarski, tylko obywatele podejmują najważniejsze decyzje w kraju. U Szwajcarów funkcjonuje zasada subsydiarności, czyli spuszczania całej władzy w dół – im bardziej, tym lepiej. Mieszkańcy Konfederacji Szwajcarskiej są nieufni wobec populistycznych haseł polityków i łatwych rozwiązań, dlatego biorą odpowiedzialność za swoje otoczenie i rządzą się sami. Robią to za pomocą demokracji bezpośredniej, której najważniejszym narzędziem są referenda. Odbywają się one zarówno na szczeblu ogólnokrajowym, jaki i w poszczególnych kantonach, czyli odpowiednikach naszych województw oraz w gminach.

Jak z perspektywy korespondenta nadającego z samego centrum konfliktu na Ukrainie, ocenia pan to, co serwują media w Polsce na temat tych wydarzeń?
– Chciałoby się odpowiedzieć, że krytycznie, ale to za mało. „Relacje” mediów w Polsce w większości są dosłownymi tłumaczeniami ukraińskich komunikatów, bezrefleksyjne, stronnicze, aż do bólu. Za przykład skrajności może posłużyć materiał „Faktu” o tym, że Rosja zdetonowała w Doniecku głowicę nuklearną. Zasadniczo od kiedy ukraińskie władze ogłosiły prowadzenie tzw. „Operacji Antyterrorystycznej”, mieszkańcom Donbasu odebrano wszystko: prawo do własnego zdania, samostanowienia, a nawet do godności. Naiwnym życzeniem w obecnej sytuacji jest, aby media wykorzystały swoje zasoby i informowały o wydarzeniach po tej stronie frontu chociaż w połowie tak intensywnie, jak powielają komunikaty Ukraińskiej Służby Bezpieczeństwa.

Co pani czuła, kiedy wybuchł przewrót, którego symbolem stał się Majdan w Kijowie?
– Przede wszystkim żal mi było tych dzieci, tych studentów, którzy zostali tak brutalnie potraktowani przez władze. Doskonale ich rozumiałam, bo niepodpisanie przez Janukowycza wtedy umowy stowarzyszeniowej kojarzyło im się niewątpliwie z odsunięciem marzeń o normalnym życiu w państwie prawa, o dobrobycie, bo z tym się kojarzy na Ukrainie Europa, na kolejne lata, jak nie dziesięciolecia. Natomiast faktycznie po kolejnych dniach, tygodniach, miesiącach eskalacji wydarzeń zaczęłam się bać, zaczęłam przeczuwać konflikt. Pamiętam przecież, co się działo w roku 2004. Teraz, w latach 2013-2014 nie miałam złudzeń co do obecnych władz, Janukowycz to nie był Kuczma. Zresztą bardzo dobrze znałam charakter tej osoby, jego sposób działania, który wykształcił sobie na Donbasie. Jego „konsekwencję” rodem z kryminalnego korupcyjnego świata donieckiego lat 90., na której opierał tyle razy swoje kampanie wyborcze.

Jaka jest pana historia?
– Urodziłem się i wychowałem w Donbasie, w mieście Krasnyj Łucz w obwodzie ługańskim. Obecnie mam 46 lat. Z wykształcenia jestem politologiem i ekonomistą. Przed wybuchem wojny przez 15 lat mieszkałem i pracowałem w Kijowie. Miałem dziennikarską akredytację przy parlamencie Ukrainy. Rozmawiałem z posłami i pisałem artykuły analityczne.
Kiedy wybuchła wojna w Donbasie, przeniosłem się wraz z rodziną do Ługańska, gdzie byłem kuratorem w środkach masowego przekazu, w armii południowego wschodu, w armii powstańców. Jako wolontariusz wojenny pomagałem, dostarczając produkty potrzebne do przetrwania. Woziłem z Rosji lekarstwa dla rannych mieszkańców Donbasu oraz żywność dla osób starszych i dzieci, w tym sierot. Pomagałem także wywozić ciężko ranne dzieci do Federacji Rosyjskiej. W Donbasie przebywałem praktycznie cały rok 2014. Przeżyliśmy między innymi ługańską blokadę na produkty żywnościowe, kiedy nie było co jeść.

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.