Andrzej Szcześniak

Andrzej Szcześniak

środa, 12 wrzesień 2018 20:11

Aluminiowy oligarcha na deskach

Czasy łagodnego hegemona minęły. Prezydent Trump stosuje wobec przeciwników i konkurentów środki masowego rażenia z arsenałów wojny gospodarczej, wykorzystując potęgę dolara i gospodarki. Doskonałym przykładem są sankcje nałożone na rosyjskich potentatów biznesu, pokazujące jakie realne mechanizmy działają światowej polityki i biznesu.

Aluminiowy cios Trumpa ­­

 

6 kwietnia prezydent Trump nałożył sankcje na siedmiu potężnych rosyjskich potentatów gospodarczych (rutynowo w mediach nazywanych oligarchami) oraz wielu urzędników i polityków. Najciekawszym z nich jest przypadek Olega Deripaski – z 12 przedsiębiorstw objętych tą rundą sankcji aż 8 to jego własność. Od zarejestrowanych na Wyspach Dziewiczych wehikułów finansowych, przez notowaną na giełdzie londyńskiej Grupę EN+ (w której skład wchodzi Rusal, gigant branży aluminium, perła w koronie imperium Deripaski), producenta samochodów Gaz po koncern żywnościowy AgroHolding z Kubania.

6 kwietnia prezydent Trump nałożył sankcje na siedmiu potężnych rosyjskich potentatów gospodarczych (rutynowo w mediach nazywanych oligarchami) oraz wielu urzędników i polityków.

 

Restrykcje, które go dotknęły, są znacznie ostrzejsze niż „jedynie” osobiste sankcje wobec Aleksieja Millera, szefa Gazpromu, nie uderzające bezpośrednio w interesy gazowego kolosa. Już wcześniej wpisywano na czarne listy setki Rosjan – polityków, urzędników i przedsiębiorstw, zakazując im wjazdu do Stanów czy zajmując majątek. Próbowano w ten sposób zmienić rosyjską politykę, by Moskwa grała według reguł Zachodu, by uznała kontrolę Zachodu nad całą Ukrainą, oddała jej Krym i wycofała się z Syrii. Ale tymi środkami nie osiągnięto nic, więc sięgnięto po twardsze narzędzia – uderzono wprost, i to boleśnie, w interesy gospodarcze Rosji. Przypadek Olega Deripaski, opisany poniżej, wyjątkowo klarownie ilustruje działanie mechanizmów współczesnej wojny gospodarczej.

Sankcje Departamentu Skarbu (amerykański odpowiednik ministerstwa finansów) zakazały amerykańskim obywatelom i przedsiębiorstwom jakichkolwiek kontaktów z przedsiębiorstwami Olega Deripaski. Poprzez to uniemożliwiono dokonywanie transakcji w dolarach, odcinając jego przedsiębiorstwa od waluty światowego handlu. Płatności dolarowe muszą bowiem przejść clearing w bankach amerykańskich lub ich koncesjonowanych korespondentach, mających pozwolenie na operowanie rozliczeniami dolarowymi. To także skuteczna blokada dostępu do potężnych zasobów kapitału inwestycyjnego oraz systemu bankowego Ameryki. I praktycznie całego Zachodu – żadne międzynarodowe emisje obligacji czy akcji nie będą już możliwe, niezależnie czy w dolarach czy w euro. Amerykańskie zakazy dotyczą bowiem także obywateli innych krajów – każdego, kto „świadomie umożliwia znaczące transakcje” z objętymi sankcjami osobami i przedsiębiorstwami. Zadziwiające, taki krótki zapis, a cały świat drży, że dotkną go „sankcje wtórne”. Gdyby bowiem europejska czy azjatycka firma kupiła od Rusala choćby odrobinę aluminium, a potem trafiło ono do Stanów, musi się liczyć z groźnymi dla swego istnienia konsekwencjami.

Do tych twardych ciosów handlowych i finansowych dochodzą takie „drobiazgi” jak zajęcie aktywów w bankach czy własności i nieruchomości w Stanach. Prywatne samoloty aluminiowego rosyjskiego potentata nie będą mogły swobodnie latać po świecie, będąc narażone na zajęcie przez komornika, natychmiast sprowadzono je więc do Moskwy, a potem sprzedano. Także londyńskie nieruchomości przy ekskluzywnej Belgrave Square, warte 50 milionów funtów szterlingów, są kredytowane przez Credit Suisse. Takie pożyczki mogą być wypowiedziane ze względu na „siłę wyższą”, a nieruchomość stracona.

Na koniec rzucono na żer tabloidom i mediom podejrzenia o związki ze światem przestępczym, pranie brudnych pieniędzy, grożenie a nawet zlecenia zabójstwa konkurentów. Powołano się po prostu na krążące w mediach oskarżenia. To coś dla „ciemnego ludu”, żeby nie dochodził, o co naprawdę chodzi.

Rusal i Rosja

 

Rusal to globalny potentat aluminiowy, posiadający 6% światowego rynku, dostarczającego prawie 4 miliony ton. Jego obroty wynoszą 10 miliardów dolarów, a zyski operacyjne 2 miliardy. Zabezpiecza 10% z importowanych do Unii Europejskiej 10 milionów ton aluminium, ma 19% udziału w japońskim i 13% w koreańskim imporcie. Jednak jego pozycja jest jeszcze mocniejsza, jeśli pominąć specyficzny rynek chiński – wtedy Rusal okazuje się on największym dostawcą, mającym 13% rynku i wyprzedzającym takie potęgi jak brytyjski Rio Tinto (12%) czy amerykański Alcoa (8%).

Rusal to sprywatyzowany w latach 90-tych radziecki monopol aluminiowy. Bliski krąg biznesmenów wokół prezydenta Jelcyna przejął potężne zasoby surowców i całe gałęzie przemysłu. W przypadku Olega Deripaski nie bez znaczenia było małżeństwo z Poliną – wnuczką Borysa Jelcyna i córką szefa kremlowskiej administracji. W wieku 50 lat należy bowiem Deripaska do elit biznesu rosyjskiego, określanego jako „stare pieniądze”, zrobione właśnie za czasów Borysa Jelcyna. I pomimo posiadania wszystkich przywar rosyjskich oligarchów i ostentacyjnego okazywania bogactwa, zachowuje podstawową lojalność wobec Rosji i jej prezydenta. Choć nie ma z nim łatwego życia, gdyż Władymir Putin potrafi przeczołgać pokazowo magnatów biznesu, gdy ci nie wywiązują się z ze swoich społecznych zobowiązań.

Rusal to sprywatyzowany w latach 90-tych radziecki monopol aluminiowy. Bliski krąg biznesmenów wokół prezydenta Jelcyna przejął potężne zasoby surowców i całe gałęzie przemysłu. W przypadku Olega Deripaski nie bez znaczenia było małżeństwo z Poliną – wnuczką Borysa Jelcyna i córką szefa kremlowskiej administracji.

 

Gdy w 2009 r. Oleg Deripaska i jego wspólnicy miesiącami nie płacili pracownikom fabryki w Pikaliewie, co było tragedią dla całego miasta zbudowanego wokół aluminiowego kombinatu. Na miejsce protestu przyjechał Władymir Władymirowicz. W relacjonowanym przez telewizje spotkaniu z oligarchami, zarzucił im chciwość i powiedział, że jeśli nie podpiszą porozumienia, zakład i tak zostanie uruchomiony, nawet bez nich. Publicznie kazał Deripasce podpisać umowę, której ten chyba nawet nie czytał. Wywołał go jak uczniaka do tablicy, a na koniec kazał mu zwrócić pióro, które oligarcha przez roztargnienie zabrał ze sobą. Klasyczny Putin pokazujący, kto tu rządzi.

Pomimo tego Deripaska dostosował się do nowego prezydenta, zaakceptował fakt, że biznes już nie mógł wtrącać się do polityki (czego nie zrozumiał Michaił Chodorkowski). Był więc tolerowany przez Kreml, podobnie jak wielu miliarderów z poprzedniej epoki. Jednak nigdy nie należał do bliskiego kręgu „kolesi Putina” („Putin crony”, jak to określają Amerykanie). Nie uczestniczył w meczach hokejowych, nie był sparringpartnerem w judo ani kolegą z KGB.

Wystarczy pociągnąć za jeden sznurek

 

Efekty biznesowego tsunami, wywołanego jednym podpisem prezydenta USA, są zdumiewające. Rusza cały ciąg zdarzeń, które są jeszcze lepiej skoordynowane i skuteczne, niż jakiekolwiek ręczne sterowanie. Globalny system powiązań i uzależnienie wielkiego biznesu od polityki hegemona jest bowiem tak silny, że wystarczy pociągnięcie za jeden sznurek, a wszystkie oczekiwane działania następują jedno za drugim. A Waszyngton doskonale wie, jak za ten sznurek pociągnąć, gdyż robi to od dziesięcioleci i uczy się na błędach, doskonaląc swoje metody. Prowadzi przecież wojnę gospodarczą z innymi państwami od dziesięcioleci. Office of Foreign Assets Control (OFAC) – amerykański urząd kontroli inwestycji zagranicznych – działający w Departamencie Skarbu, ma długą listę światowych przedsiębiorstw objętych rozmaitymi sankcjami za niepodporządkowanie się regułom, stanowionym przez Waszyngton.

[...]

Andrzej Szczęśniak

 

27 czerwca 2018 r. był dniem klęski naszych aspiracji do dobrego imienia Polski. Nie bez racji żydowski polityk powiedział o nas, że najpierw „uchwalamy prawo, które ma przywrócić narodowi honor”, a później się wycofujemy „z podkulonym ogonem”. Dlaczego przegraliśmy? Bo rzuciliśmy rękawicę globalnej potędze. Bo nie uczymy się. Bo jesteśmy spętani wewnętrznie.

Na Ukrainie trwa proces niszczenia starego i budowania nowego państwa i narodu. W najnowszej historii to nic nowego, po II wojnie światowej Amerykanie budowali od nowa Japonię i Niemcy, po 1989 r. - Polskę i i środkową Europę, obecnie Irak i Afganistan. Przyjrzyjmy się kilku najważniejszym momentom tego procesu, gdyż warto rozumieć, co się dzieje w kraju, gdzie władzę przejmuje Zachód. Zachodzą w nim dwa procesy: podporządkowanie nowo zdobytego terytorium zachodnim regułom gry oraz opanowanie jego rynków i eksploatacja zasobów. W przypadku Ukrainy dochodzi jeszcze plan B – przygotowanie do wojny.

czwartek, 25 styczeń 2018 09:10

Uczmy się od Chin

Współczesne dzieje Polski i Chin rozpoczęły się tego samego dnia. 4 czerwca 1989 roku w Polsce odbyły się wybory kontraktowe, które otwierały opozycji drogę do władzy, a w Pekinie na Placu Tien’anmen (Niebiańskiego Spokoju) komuniści chińscy krwawo zdławili protesty prozachodnich studentów.

Na początku należy podkreślić że rządy Prawa i Sprawiedliwości są z pewnością lepsze dla Polski niż rządy Platformy Obywatelskiej. Wiele działań partii prezesa Kaczyńskiego poprawia naszą sytuację. Ale „lepsze” nie oznacza „dobre”. Odejście od złej polityki poprzedników to jeszcze nie wszystko. To najwyżej zahamowanie niszczących trendów, i to nie we wszystkich dziedzinach. Jeśli PiS nie włączy „dopalaczy” w drugiej połowie swoich rządów, będzie to strata kolejnej szansy na przywrócenie polskiej suwerenności. I będzie to Polskę wiele kosztować.

wtorek, 24 październik 2017 19:46

Korea i wojna nuklearna

Telewizje całego świata podsycają strach, bez końca pokazując wybuchy nuklearne, tory lotów rakiet na Japonią czy nawet nad Stanami Zjednoczonymi. Natężenie histerii przekracza granice topnienia metali, więc włączenie telewizora grozi zawałem. Przyjrzyjmy się spokojnie, co się dzieje.

wtorek, 24 październik 2017 18:46

Nieudane wyprawy po złote runo

Władze każdego dnia trąbią na temat sukcesów gospodarczych. Nic nowego, poprzednie uprawiały podobną propagandę. Jednak oprócz „wzrostu PKB”, rozdętego przez nadmierną konsumpcję na kredyt, istnieją lepsze wskaźniki zdrowia i prężności gospodarki. Przyjrzyjmy się choćby naszym inwestycjom zagranicznym, wyprawom w sektorze energetycznym. One lepiej pokazują, jak silne i konkurencyjne są polskie państwowe przedsiębiorstwa w międzynarodowej konkurencji

Międzynarodowe inwestycje to podstawa dzisiejszego ustroju gospodarczego. Przepływy finansowe decydują o podstawowym parametrze, odmienianym przez wszystkie przypadki przez polityków i telewizyjnych ekspertów, to wręcz podstawa oceniania, czy gospodarka „rośnie”. Nikt przy tym nie pyta się, czy ona się rozwija, czy wręcz przeciwnie – zwija i dostosowuje do globalnych reguł. W Polsce, gdzie panuje neokolonialny „rozwój zależny”, to ogromna różnica. Podobnie z inwestycjami w realnej gospodarce Z centrów świata, zajmując kolejne rynki, napływają koncerny dobrze wyposażone w kapitał, know-how i technologie. Pytanie, czy w przeciwnym kierunku mogą płynąć podobne strumienie? Prześledźmy to na przykładzie polskich firm sektora energetycznego. Zacznijmy od sztandarowego przykładu.

poniedziałek, 10 lipiec 2017 21:45

Karząca ręka Ameryki

Banki i korporacje można oskarżać o wiele skandali, oszustw, krzywd wyrządzonych społeczeństwom i państwom. Wszystko racja. Ale jest taki policjant, który potrafi im wypisać wysoki mandat i wyegzekwować go. Ten policjant żąda także, by pomagać mu łapać jego wrogów. Pytanie tylko, czy działa dla naszego dobra, czy dla swojego.

Gdy rządowi brakuje pieniędzy

Niczyja własność nie jest bezpieczna, gdy rządowi brakuje pieniędzy, a już szczególnie gdy jest to niemiłosiernie zadłużony rząd amerykański. Nic więc dziwnego, że ostatnio nakłada horrendalne kary i podporządkowuje sobie banki, instytucje finansowe i światowe koncerny. A ponieważ jest to globalny hegemon, daniny ściąga z całego świata.

W tym celu USA mają przygotowane liczne przepisy. Są wśród nich sprawy antymonopolowe, dominacji karteli na rynkach, które wzięły swój początek od uchwalenia Sherman Act w 1890 r. Korupcja jest także tym terenem, na którym odgrywają wiodącą rolę. Zakazują bowiem dawania łapówek swoim koncernom – już 40 lat temu uregulowała to ustawa o „korupcji za granicą” (U.S. Foreign Corrupt Practices Act of 1977 – FCPA). Jednak w wielu regionach świata taki zakaz uniemożliwia Amerykanom konkurowanie z tymi, którzy podchodzą do problemu mniej restrykcyjnie. Aby więc „zwiększyć konkurencyjność” swoich firm, Waszyngton wziął się za karanie także firm zagranicznych. Doszło do tego, że w 2016 roku spośród pięciu najmocniej ukaranych aż cztery pochodziły spoza USA. Oprócz amerykańskiej Och-Ziff Capital były tam firmy brazylijskie (Odebrecht i Embraer), izraelska (Teva Pharmaceutical) i holenderski Telekom VimpelCom.

Coraz większej wagi nabiera element polityczny – sankcje gospodarcze, które są podstawowym narzędziem dzisiejszych asymetrycznych wojen. Reguluje to stuletnia już ustawa „o handlu z wrogiem” (Trading With the Enemy Act of 1917).

W branży finansowej Waszyngton ma świetnie przygotowaną infrastrukturę prawną. Już prawie pół wieku temu, w 1970 r., wprowadzano przepisy o „praniu brudnych pieniędzy”, nakładające na instytucje finansowe nowe obowiązki, po wielu zmianach nazywane dzisiaj prawem „o tajemnicy bankowej i praniu brudnych pieniędzy” (U.S. Bank Secrecy Act/Anti-Money Laundering – BSA/AML). Dzisiejszej ostrości przepisom nadał „USA Patriot Act” z października 2001 r., gdy po zamachach wrześniowych 9/11 wprowadzono nowe narzędzia śledzenia przepływów pieniędzy, uzasadniając to walką z finansowaniem terroryzmu.

Do egzekucji tego prawa służy szeroki wachlarz instytucji. Urząd Nadzoru nad Walutą (Office of the Comptroller of the Currency – OCC) to biuro w Departamencie Skarbu, powołane już ponad półtora wieku temu (w 1863 roku), by nadzorować obrót dolarem. To ono nadzoruje banki, by wdrażały w życie wymagania dotyczące światowej kontroli obrotu walutą i „bardziej się starały”, realizując politykę amerykańskiego rządu.

Instytucji kontrolujących wielkie finanse jest oczywiście więcej: Biuro Nadzoru nad Zagranicznymi Aktywami w Departamencie Handlu (Office of Foreign Asset Control – OFAC), Departament Sprawiedliwości, Rezerwa Federalna (FED), różni prokuratorzy okręgowi oraz bardzo ważny w tej dziedzinie departament nadzoru finansowego Nowego Jorku (New York Department of Financial Services – DFS), z prowadzącym go postrachem bankierów – Benjaminem Lawskym. Są i inne: Komisja Papierów Wartościowych i Giełd (Securities and Exchange Commission – SEC) czy Ministerstwo Pracy (Department of Labor). Instytucje te dokładają się do sankcji nadzoru finansowego, żądając dodatkowych kar i restrykcji w sprawach takich banków jak Royal Bank of Scotland czy Credit Suisse.

Cele są chwalebne, jednak Waszyngton potrafi zarabiać na tej walce całkiem niezłe pieniądze. Dlatego największe znaczenie mają sprawy finansowe – przynoszą największe dochody, a jednocześnie najskuteczniej utrudniają życie wrogom Ameryki. Waszyngton ma wystarczającą siłę, może zmusić innych do podporządkowania się jego regułom gry. I nic dziwnego, że korzysta z tego, choć niepokojące jest to, że coraz intensywniej.

Dolar i banki jako narzędzie przymusu

Administracja amerykańska chce wiedzieć, jak płyną pieniądze. Szczególnie zainteresowana jest operacjami walutowymi, gdyż taka wiedza daje jej wgląd w gospodarcze i prywatne operacje finansowe całego świata korzystającego z dolara.

Narzucono więc na banki rygorystyczne wymogi, dotyczące np. identyfikacji osoby przeprowadzającej choćby wpłatę gotówki na konto, obarczając je obowiązkiem zidentyfikowania osób i instytucji obracających pieniędzmi. Banki muszą przeprowadzać ocenę ryzyka, na ile osoba czy firma jest zagrożeniem, na ile może być zaangażowana w przestępczą działalność. Jeśli podejrzewa takie ryzyko – oczywiście musi klienta prześwietlić i o wynikach zawiadomić amerykańskie instytucje rządowe. Banki sporządzają raporty z takich transakcji (Currency Transaction Reports – CTRs), a w przypadku „podejrzanej działalności” bank składa do nadzoru zawiadomienie o „jednorazowym podejrzanym akcie” (Single Suspicious Activity Reports – SARs).

W ten sposób banki muszą prowadzić cały system szpiegowania swoich klientów. I w pewnym momencie bank staje przed cienką czerwoną linią – czy działanie tego klienta jest „podejrzane” i trzeba na niego donieść? Bank ma na to 30 dni, więc jest czas na zastanawianie się. Taka decyzja jest trudna, a zaniedbanie czy niewłaściwa decyzja może nawet po latach grozić niewiarygodnie wysokimi karami.

Amerykańskie banki muszą umieszczać w sprawozdaniach dla rządu wszystkie operacje powyżej 10 tysięcy, niezależnie czy przeprowadzane w dolarach, czy w innych walutach, czy odbywały się w USA czy za granicą. Dane te są „niezwykle przydatne” dla różnych organów prawa, dzięki temu mają łatwy dostęp do większości operacji finansowych świata i z pewnością nie odmówią tego dostępu służbom wywiadu.

Przełomowy był rok 2014, kiedy władze amerykańskie zaostrzyły procedury, obejmując kontrolą i raportowaniem do nadzoru coraz szerszy zakres „ryzykownych operacji”. Regulator amerykański zażądał od banków „szczególnej kultury nadzoru”, grożąc że nawet zgodna z przepisami kontrola nie będzie wystarczająca, że musi być „prawdziwie efektywna” i wzmocniona przez „właściwe podejście”. Regulator co prawda uspokaja – „nie zakładamy, że popełni się zero błędów”, ale żąda oceny „każdego klienta indywidualnie”, a potem – doniesienia na niego, jeśli coś jest podejrzane.

Banki najchętniej zamykałyby takie podejrzane konta, jednak nadzór bankowy (OCC) nie chce takiego „prostego” rozwiązania, gdyż traci kontrolę nad interesującymi go operacjami. Zachęca więc banki, żeby wprowadzały nowe procedury oceny ryzyka, czyli głębiej prześwietlały klientów i inwigilowały ich zachowania. Rządowi USA takie działania są bardziej przydatne niż proste pozbywanie się ryzykownych klientów i operacji. Przecież mogą udać się tam, gdzie jego kontrola nie sięga, dlatego wykorzystuje każdą okazję, by zmusić korporacje i banki do wdrożenia swoich wymogów. Także połączenia i przejęcia firm, które wymagają zatwierdzenia przez agencje rządowe, są okazją by zażądać „podwyższenia kultury nadzoru”, gdyż bez tego nie otrzymają od Federal Deposit Insurance Corporation (FDIC) zgody na przejęcie czy łączenie spółek.

czwartek, 23 marzec 2017 23:16

Kontrrewolucja Orbána

Narzucony ustrój

Węgry, podobnie jak inne kraje Europy Środkowej, zostały przejęte przez zachodnie demokracje po upadku Związku Radzieckiego, gdy ten przegrał 45-letnią zimną wojnę. Zachód był zainteresowany nowymi rynkami zbytu, jak też młodą i wykształconą siłą roboczą. Aby na trwałe włączyć te tereny w struktury zachodniej „wspólnoty wartości i interesów”, poddał je procesowi podwójnej transformacji – demokratyzacji ustroju politycznego i liberalizacji gospodarki. Narzucono ostre reguły ustrojowe, opracowując na początku lat 90. model „kopenhaski” (przyjęty na szczycie unijnym w Kopenhadze w 1993 r.), do którego kontroli powołano Komisję Wenecką. Stworzono ustrój nieefektywny, wewnętrznie skonfliktowany, pozbawiający państwo kontroli nad fundamentalnymi narzędziami władzy, takimi jak kreacja pieniądza czy system sądowniczy.

czwartek, 23 marzec 2017 23:13

Turcja ? pożegnanie liberalnej demokracji

Turcja jest dobrym przykładem, by zrozumieć istotę najważniejszego dzisiaj trendu w światowej polityce – odwrotu od globalizacji i zwrócenia się ku suwerennym interesom narodowym. Zachód podporządkował sobie Turcję, narzucając jej swoje reguły gry i instytucje państwowe. Jednak charyzmatyczny przywódca Recep Erdo?an, w niezwykle skomplikowanej sytuacji geopolitycznej i wewnętrznej podejmuje wyzwanie i uwalnia państwo z tych więzów. Przyjrzyjmy się temu fascynującemu epizodowi tureckiej historii.

startPoprzedni artykuł12Następny artykułkoniec
Strona 1 z 2

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.