×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
poniedziałek, 25 styczeń 2010 22:29

Prognozy, proroctwa, fantazje

Napisał
Jaka jest różnica między prognozą a proroctwem? Potocznie uważa się, że prognoza jest czymś wiarygodnym, opartym na jakichś podstawach, natomiast proroctwa to czyste fantazje, których trafność jest jedynie przypadkowa.


Nie do końca. Proroctwa bowiem, podobnie jak prognozy, oparte są na solidnych ? w mniemaniu ich autorów ? podstawach, różnica zaś polega na tym, że w wypadku prognoz podstawy te są naturalne, a więc zdroworozsądkowe bądź naukowe, czyli dostępne teoretycznie każdemu, w wypadku proroctw zaś ? nadnaturalne, niecodzienne i wyjątkowe, a tym samym dostępne tylko wybranym.

Choć więc zarówno prognozy, jak i proroctwa są przepowiedniami, a więc pewnymi sądami o zdarzeniach przyszłych, to jednak zasadniczo różnią się genezą. Można tu zapytać: czy owa różnica wpływa na samą treść przepowiedni? Jeśli na przykład ktoś powie, że w 2010 roku nastąpi globalny kryzys finansowy, gdyż tak wynika ze szczegółowych analiz sytuacji gospodarczej i rozmaitych trendów, inny zaś stwierdzi to samo, mówiąc, iż wiedzę swoją opiera na mistycznej wizji czy zawdzięcza boskiemu oświeceniu, to gdy ów kryzys rzeczywiście nastąpi, każdy z nich ostatecznie będzie miał rację. A jeśli do kryzysu nie dojdzie, obie przepowiednie będą nic niewarte.

Uważa się wszakże, iż naukowe pomyłki, choćby metodyczne i systematyczne, mogą być tolerowane. Błędy wytyka się raczej prorokom, wobec prognostyków stosując taryfę ulgową. Dlaczego? Prawdopodobnie dlatego, że mimo wszystko wciąż, gdzieś podskórnie darzy się większym zaufaniem nadnaturalną opatrzność niż empiryczną naukę, i o ile tej ostatniej pozwala się na błędy, uważając je za coś normalnego, o tyle w wypadku tej pierwszej takiej pobłażliwości nie ma. Dlatego też mówimy ?fałszywy prorok?, a nie ?fałszywy prognostyk?. Prognostycy mają prawo się mylić ? prorocy nie.

Nikt jednak nie potrzebuje ani fałszywych proroctw, ani błędnych prognoz. Dlatego też w obu wypadkach wypracowano rozmaite strategie unikania odpowiedzialności, dzięki którym prognozy i proroctwa wypowiada się w formie uniemożliwiającej popełnienie błędu. Można to robić na różne sposoby: formułować przepowiednie w postaci obejmujących całe spektrum możliwych wydarzeń alternatyw (jutro będzie upał albo nie będzie; w 2010 na giełdach można oczekiwać hossy, ewentualnie bessy, kocha ? nie kocha), przedstawiać je w formie skrajnie ogólnej (w 2010 czekają nas wahania kursów walut) lub mętnej (w najbliższych latach dojdzie do wielu mniej lub bardziej głębokich zmian przekształcających w jawny, acz niedostrzegalny sposób rozmaite stosunki społeczne) albo tajemniczej (wygasły niegdyś ogień zapłonie na szczycie kamiennej wieży, a upokorzony władca odzyska swe dziedzictwo). Tego rodzaju sztuczek jest mnóstwo i stanowią one niezbędne narzędzia zarówno twórców gazetowych horoskopów, jak i giełdowych analityków. Różnica tkwi jedynie w języku, za pomocą którego czaruje się publiczność.

Gdyby konsekwentnie korzystano ze wszystkich tych sposobów asekuracji, wszelkie prognozy i proroctwa byłyby zawsze równie prawdziwe i zarazem równie bezużyteczne ? cóż bowiem człowiekowi z pewnej wiedzy o tym, że spotka go szczęście lub nie, że kursy walut będą zwyżkować bądź spadać. Jednakże nie wszystkie przepowiednie formułowane są w tak odpornej na weryfikację formie, a dzieje się tak ze względu na to, że spora część prognostyków i proroków za pomocą swoich twierdzeń dotyczących jutra chce wpłynąć na to, co dzieje się dzisiaj. W tym celu zaś muszą odwoływać się do konkretów. Tak postępował prorok Izajasz, tak też postępują dzisiejsi prorocy, którzy zamiast apokaliptyczną bestią o siedmiu paszczach straszą ociepleniem klimatu. Przekaz wszakże jest ten sam: zmieńcie swoje postępowanie, bo jak nie, to pożałujecie. Różnica polega na tym, że o ile za Izajaszem stał gniew Boży, o tyle za dzisiejszymi prorokami stoi co najwyżej scjentystyczny animizm, odwołujący się do sił przyrody, bądź historycystyczna wiara w prawa dziejowe.

Ze względu na owe próby przekształcania tego, co jest, za pomocą opowieści o tym, co rzekomo będzie, ostatnie dekady obfitują w przepowiednie, których komizm widoczny jest często już po kilkunastu latach. I nie chodzi tu bynajmniej o wciąż przesuwane daty końca świata, którymi przywódcy sekt zwodzą swoich członków, ale o przepowiednie prezentowane jako wynik naukowych dociekań.

Niestrudzonym dostawcą futurologicznych bzdur jest, jak wiadomo, Klub Rzymski, organizacja samozwańczych mędrców przedstawiających co jakiś czas natchnione raporty, które pod jednym względem są niemal stuprocentowo pewne: nigdy się nie spełniają. Przedstawiony w 1972 roku pierwszy raport Granice wzrostu był od razu strzałem z grubej rury i wieścił, że do 1995 roku wyczerpią się globalne zasoby surowców naturalnych (od 1981 roku miało już nie być złota, od 1985 srebra i rtęci, od 1990 cynku, a od 1994 miedzi). Kolejne raporty Klubu były równie katastroficzne i pesymistyczne, natomiast samych ich twórców, mimo tego chorobliwego oderwania od faktów, nie opuszczał optymizm.

Innym samozwańczym Wernyhorą był przez długi czas Paul Ehrlich, który w wydanej w latach 60. Bombie populacyjnej przewidywał, że u progu XXI wieku ludzkość będzie liczyć 15 miliardów ludzi. Nawet pisarze s-f byli pod tym względem ostrożniejsi. Inny prorok demografii, Lester Brown, uznał w latach 70., że wkrótce populacja ziemska nie będzie w stanie się wyżywić. W rzeczywistości, mimo wzrostu liczby ludności na świecie, jednocześnie wzrosła produkcja żywności (o 20% od lat 60.). Fałszywymi proroctwami okazały się także twierdzenia głoszone w latach 80., że ceny żywności wzrosną w ciągu dwóch dekad nawet o 100%. Faktycznie ? spadły o 55%.

(...)
Czytany 2538 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.