×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
poniedziałek, 25 styczeń 2010 22:42

2010: Pigmeizacja Unii

Napisane przez
Kiedy Neil Farage nazwał osoby powołane na eksponowane stanowiska w Unii Europejskiej ?politycznymi Pigmejami?, nie chodziło mu, oczywiście, ani o ich wzrost, ani o kolor skóry, ani o inne cechy anatomiczne. Co prawda, Herman van Rompuy i Catherine Ashton nie należą do indywiduów o powalającej powierzchowności, a postawieni obok siebie mogliby trafić bez trudu do jakiegoś Freakshow jako żywa ilustracja ubocznych skutków chowu wsobnego, jednak daleko im do małych, zwinnych Murzynków hasających beztrosko po lasach Afryki Środkowej.


Pigmejowatość czołowych polityków i urzędników UE tkwi raczej w ich sposobie funkcjonowania, który można określić jako połączenie koczowniczego trybu życia ze zbieractwem. Nie mają w sobie nic z wizjonerów i wodzów w rodzaju Adenauera czy de Gaulle?a, brak im inteligencji Thatcher, determinacji Kohla czy choćby sprytu Mitteranda. Są karłami, które nawet nie stoją na ramionach olbrzymów, lecz raczej dziobią porzucone po ich uczcie resztki. Jednak to oni stanowią przyszłość zjednoczonej Europy, są jej najdoskonalszym płodem, który poprowadzi ją dalej. Dokąd? Tego nie wie nikt, a tym bardziej oni sami. Ale to na ich filcowych, żadną myślą nie zmąconych obliczach wypisane zostało przez los proste hasło: No Future!

Farage celnie wypunktował podstawowe cechy rządzących nami Pigmejów na przykładzie baronessy Ashton. Nigdy nie miała normalnej pracy, nikt jej nigdy do niczego nie wybrał, nikt jej nie zna, a zarabia mniej więcej tyle, co prezydent USA. Jest wytworem ery postdemokratycznej, a dokładnie emanacją biurokracji, która niczym kosmiczna maź z filmu Blob (znanego w Polsce pod tytułem Gluty z kosmosu) pochłania kolejne obszary naszego życia.

Jeśli przyjrzymy się uważnie, cechy te ma większość funkcjonariuszy unijnych, a także większość polityków działających w ramach hybrydy określanej ironicznie liberalną demokracją. Nigdy nie pracowali tak, jak zwykli ludzie, gdyż po prostu niczego nie potrafią ? nie mają, jak to się mówi, żadnego fachu w ręku. Od zawsze byli działaczami albo kierownikami ? dokładnie tak, jak w dialogu z peerelowskiej komedii: Kim jest pani mąż? Oh, mój mąż z zawodu jest dyrektorem. Fakt, że cytaty z filmów z głębokiego PRL stanowią najlepszą ilustrację obecnej Unii, sam w sobie jest znaczący.

Oprócz tego, że nigdy normalnie nie pracowali, to na dodatek funkcje, które sprawowali, nigdy nie podlegały ocenie i rozliczeniu. Pięli się w górę dzięki znajomościom, nijakości czy nawet umysłowej ociężałości, będącej dla ich przełożonych gwarancją dyspozycyjności. Jak powiada Farage ? powstali z niczego i są niczym, a także, należałoby dodać, dążą do nicości, choć pobierają za to wysokie apanaże.

Jednak to właśnie powinno budzić nadzieję. Dlatego też pragnę postawić mocną tezę: nominacja Hermana van Rompuy?a i baronessy Catherine Ashton może okazać się przełomem, który w przyszłości odnotowywać będą podręczniki historii jako początek końca Unii Europejskiej. Albowiem do tego momentu cały ten utopijny projekt budowania europejskiego molocha opierał się na pewnej wizji, podtrzymywanej przez mniej lub bardziej zdolnych agitatorów. Odmalowywali oni na użytek mas lśniące landszafty przyszłości, w której zjednoczone narody Europy tańczą niczym gwiazdki w kółeczku, szczebiocząc Odę do radości. Oczywiście, najpierw należało dokonać pewnych poświęceń, jak choćby poddać swoje życie drobiazgowej kontroli unijnych instytucji, których projekt zaczerpnięto wprost z książek Orwella, jednak później już miała być sama słodycz.

(...)

Czytany 2105 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.