środa, 03 listopad 2010 11:41

W polskość zapatrzenie

Napisane przez

Czy polskość ma dzisiaj sens? Czy Polacy to jeszcze członkowie wspólnoty etnicznej rozumianej jako ciąg pokoleń sięgający daleko w przeszłość, czy są już tylko „elementem ludzkim”, formującym wyzbytą z narodowej tożsamości społeczność, zamieszkującą obszar Unii Europejskiej rozciągnięty między ujściem Świny a szczytem Rozsypańca?

 

Jeśli pisklę orła zamknąć w klatce z kurczętami, niewiele czasu upłynie, a zacznie zachowywać się jak one. Dorósłszy, nawet jeśli rozłoży skrzydła, to przecież nie po to, by pofrunąć ku słońcu. Taki orzeł będzie dreptał jak kura. Nigdy nie zapoluje, ponieważ usatysfakcjonuje go dziobanie rzucanego mu ziarna. On nawet będzie myślał jak drób, nie po królewsku.

Oto alegoryczne oblicze polskości, Anno Domini 2010. Bez wątpienia: spora część nadwiślańskiej populacji zachowuje się na podobieństwo owych kur. Stąd zasadne pytanie: czy Polsce można przywrócić poczucie wielkości? Niekłamaną niepodległość? Albo inaczej: czy w Polakach zostało wystarczająco dużo pokładów polskości, by wyzbywszy się kurzego zadowolenia z podsuwanego ziarna, pomyśleli o realnych i nadal dostępnych przestrzeniach wolności? Wreszcie: czy Polacy mają dostatecznie twarde „cojones”, by skoczyć do gardeł swym prześladowcom i ich potomkom? Ludziom, którzy przez dziesięciolecia nas niewolili, a i dziś – pod sztandarami zapomnienia o przeszłości – nadal gwałcą i Polskę, i polskość?

Tęsknota za ukorzenieniem

Człowiek jest niepowtarzalnie pojedynczy, a mimo to pozostaje częścią większej całości i w normalnych warunkach ochoczo poddaje się tęsknocie za kulturowym ukorzenieniem. Problem w tym, że współczesna Rzeczpospolita to twór ufundowany na, najkrócej rzecz ujmując, zapomnieniu o przyzwoitości. Oznacza to narastającą, dziką obojętność na prawdę, sprawiedliwość oraz uczciwość. To tolerancja dla kłamstwa, przeradzająca się w kłamstwa akceptację. Kłamstwa tryumfującego bodaj w każdej sferze naszego życia. Co gorsze, owa akceptacja skutkuje nieustannym plugawieniem pojęcia „patriotyzm”.

W katastrofie lotniczej zginęło dowództwo polskich sił zbrojnych wraz z prezydentem i kilkudziesięcioma osobami rozumiejącymi polską rację stanu odmiennie niż nasi sąsiedzi z zachodu i wschodu – a Polacy dowiadują się, że zdaniem polskiego rządu nie odpowiada za to ani premier, ani minister obrony narodowej, ani szefowie służb bezpośrednio odpowiedzialnych za bezpieczeństwo głowy państwa. Ot, katastrofy lotnicze chodzą po ludziach i im prędzej przejdziemy nad tym do porządku dziennego, tym lepiej. Śledztwo wyjaśni okoliczności. Wiadomo wszak, że Kreml co i rusz rodzi całe zastępy znakomitych śledczych.

Czytany 2032 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.