poniedziałek, 29 listopad 2010 15:43

Kościół - sugar free!

Napisane przez

Zbliżające się święta Bożego Narodzenia zmuszają nas w mniejszym lub większym stopniu do tego, by odwiedzić hipermarkety lub większe sklepy, w celu dokonania zakupów. Przechadzając się między półkami z żywnością, można zauważyć jak z roku na rok coraz bardziej troszczą się o nasze zdrowie producenci żywności. Przy każdym znanym produkcie pojawia się tzw. wersja light, odchudzona i pozbawiona kalorii. Mamy cukierki bez kalorii, piwo bezalkoholowe, czekoladę bez cukru, wszelakie napoje sugar free, wędliny i mleko bez tłuszczu.

 

W walce o konsumenta producenci prześcigają się w dbałości o to, by produkt nie tylko smakował, ale przede wszystkim był zdrowy, dlatego też eliminuje się z żywności składniki, które mogą być dla konsumenta szkodliwe – w obliczu rosnącej populacji ludzi otyłych, wrogiem naszego zdrowia są przede wszystkim kalorie. Moda na żywność sugar free jako znak postępu została rozciągnięta poza segment żywienia. Mamy wychowanie bez przemocy, mamy łatwe umieranie w zastosowaniu eutanazji, mamy niemal każdą przyjemność na wyciągnięcie ręki, aby trudy życia zostały należycie odchudzone. Niestety, wersja sugar free została rozciągnięta także na religię. Rosnąca komercjalizacja katolicyzmu, jego dostosowanie do aktualnie panującej mody, rozmaite rozkładanie akcentów teologicznych ma na celu uczynić katolicyzm łatwiej przyswajalny dla organizmu społecznego. Wyeliminowanie wersji „ciężkiej, trudnej i mało uciesznej” prowadzi do powstania substytutu – religii bez kalorii.

Puste piekło

Rozwinięte społeczeństwa w miarę zaspokajania elementarnych potrzeb zdają się stronić od niewygodnych pytań, koncentrując swą uwagę na coraz efektywniejszym korzystaniu z dobrodziejstw wysoko rozwiniętej kultury. Tego rodzaju tendencja, szeroko zaadaptowana przez modę, coraz częściej daje się dostrzec w kwestiach religijnych. Katolicyzm odchudzony w wersji light stroni raczej od publicznej dyskusji o egzorcyzmach – bo po co szatanem straszyć dzieci, zaprzątać głowę sielsko żyjącej społeczności i wygłupiać się z wizją potępienia. Mówi się raczej o miłosierdziu Bożym, bezgranicznej i bezwarunkowej miłości, roztaczając wizję pustego piekła (rozumianego raczej w sensie metafory niż realnego miejsca). Hołubiony przez media ks. prof. Hryniewicz pokazywany jest jako przykład „nowego wymiaru teologii”, w którym prezentuje się nową wersję życia bez szkodliwych przesądów, takich jak wiara w to, że piekło może być wypełnione potępionymi. Wiara w te „staroświeckie gusła”, wedle ks. profesora, świadczyłyby o porażce Boga i dlatego piekło musi być – wedle niego – puste. Albowiem zapełnione piekło zgrzyta medialnie z wizją człowieka wyzwolonego i wolnego.

Pomijanie niewygodnych prawd jest niczym innym, jak próbą uczynienia z Kościoła modnej i nadążającej za duchem czasów nowoczesnej organizacji. Tonuje się w mediach publiczne wystąpienia księży, którzy przypominają o grzechu pierworodnym i jego konsekwencjach dla nas wszystkich, o grzechu śmiertelnym, którego skutkiem jest piekło, o potrzebie i wartości postu. Nawet Episkopat, widząc nową wizję katolicyzmu bez kalorii, znosi jako pozostałości feudalne post w Wigilię, gdyż należy skupić się raczej na uwydatnieniu przyjemnych i radosnych chwil „białych świąt”, bo niemodnie jakoś wyglądają bogate prezenty pod choinką i postnie nakryty stół wigilijny.

Należy zatem w wersji odchudzonej katolicyzmu nauczać w duchu świeckiego humanizmu stawiającego człowieka jako jednostkę bezwarunkowo kochaną przez Boga, a więc na pewno i zbawioną. Ta sielska wizja życia religijnego light nie dopuszcza biblijnego gniewu Bożego, sprawiedliwości i odpowiedzialności, wyklucza także tradycyjne elementy nauczania. Katolicyzm w wersji light nie postrzega Mszy Świętej jako ofiary przebłagalnej, woli ją raczej widzieć w optyce radosnego spotkania, zgromadzenia wiernych i uczty. Podobną wizję forsuje w przypadku adoracji Najświętszego Sakramentu ks. prof. Ryszard P. McBrien, profesor teologii katolickiej, traktując ją jako zbędną i nic niewnoszącą do naszego życia, na dodatek nudną (show most go on! – po mszy pontyfikalnej Benedykta XVI bezpośrednie transmisje zostały wytrącone z rytmu relacji telewizyjnej – właśnie przez kilkunastominutową adorację po komunii świętej, podczas której reporterzy nie wiedzieli, co mówić i komentować, co pokazywać: monstrancję? Twarz papieża? Ziewającego Kwaśniewskiego?).

Ks McBrien proponuje nową wizję katolicyzmu light: Abstrahując od osobistego poparcia papieża Benedykta XVI dla praktyki adoracji eucharystycznej i sporadycznych przypadków przywracania tejże w archidiecezji bostońskiej i gdzie indziej, trudno jest dziś wypowiadać się o niej pozytywnie. W dzisiejszych czasach, gdy większość katolików potrafi czytać, a nawet jest dobrze wykształconych, gdy Msza jest w języku potocznym, a jej obrzędy są stosunkowo łatwe do zrozumienia i nadążania za nimi, praktycznie nie ma potrzeby nieistotnego kultu eucharystycznego. Msza sama w sobie zaspokaja wszelkie potrzeby sakramentalne i duchowe katolika. Adoracja eucharystyczna czy to wieczysta, czy nie, to doktrynalny, teologiczny i duchowy krok wstecz, a nie naprzód.

Jak widać, droga proponowana przez ks. profesora jest świetlistym szlakiem w przyszłość naszej wiary i nie będzie mu tam bruździł papież Niemiec jakimiś nieżyciowymi radami i zachętą do adoracji.

Komunia na rękę

Zresztą nie trzeba zaglądać za ocean, by spostrzec, w jakim poważaniu mają niektórzy księża rady papieskie co do godności Eucharystii. Podczas gdy Ojciec Święty przypomina, że najgodniejszy sposób przyjmowania Komunii Świętej to przyjęcie jej na kolanach, u nas sosnowieccy kurialiści na swojej stronie internetowej mądrością ks. Krzysztofa Gajewskiego udzielają takich pouczeń swym wiernym: Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że pozycja klęcząca jest spuścizną po epoce feudalizmu. Lepiej zatem zrezygnować z wszelkich relacji poddaństwa, bo to męczące i na dodatek niebezpieczne. Wersja religijna light, wybierając z dziedzictwa teologicznego pasujące cytaty w stylu augustyńskiej maksymy „kochaj i rób, co chcesz”, wskazuje raczej na przywileje bycia katolikiem, całkowicie pomijając jego powinności i obowiązki. Ewangelizację i wskazywanie na konsekwencje płynące z notorycznego negowania nauczania Magisterium Kościoła zwolennicy religii bez kalorii nazywają mową nienawiści i próbą zastraszania (vide spór o stosowanie metod zapłodnienia in vitro i przypomnienie Kodeksu Prawa Kanonicznego wykluczające ze struktur Kościoła tych, którzy za nic mają nauczanie Pasterzy).

(...)

Czytany 3102 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.