poniedziałek, 29 listopad 2010 15:48

Ostatnie takie Święta?

Napisane przez

Opinie o schyłku chrześcijaństwa można usłyszeć z różnych stron. Głoszą je jego przeciwnicy, nie ukrywając zadowolenia z tego, że jeden z filarów represyjnej, ich zdaniem, tradycji kruszy się. Usłyszeć też można je z ust zatroskanych obrońców, dla których kres chrześcijaństwa jest równoznaczny z końcem cywilizacji zachodniej.

 

Czy te diagnozy są zasadne, a jeśli tak, jakie są przyczyny zmierzchu chrześcijaństwa? Na pierwsze pytanie można odpowiedzieć twierdząco. Zarówno religia chrześcijańska, jak też zrodzona z niej kultura i moralność znajdują się w wielu rejonach Zachodu w odwrocie. Nie jest to zjawisko nowe: narasta przynajmniej od czasów oświecenia i rewolucji francuskiej, a być może nawet od początków nowożytności i towarzyszących jej rewolucji naukowej i reformacji.

O ile świat średniowiecza można było nazywać światem chrześcijańskim, gdyż podstawowe idee i wartości zawarte w przesłaniu Chrystusa kształtowały wówczas wszystkie sfery życia – od polityki po filozofię, od moralności po sztukę, od rozrywki po prawo – o tyle świat współczesny jest światem, w którym dominujące idee mają niechrześcijański bądź antychrześcijański rodowód. Dzisiejsza rzeczywistość opanowana jest przez świeckie mitologie – demokrację, ewolucjonizm, egalitaryzm, mity postępu i praw człowieka, hedonizm i utylitaryzm. Większość z nich nie da się pogodzić z zasadniczymi postulatami chrześcijańskiej wizji człowieka i świata, a wiele jest z nią wprost sprzecznych. Kiedy przychodzi konieczność wyboru między jednym systemem wartości a drugim, współczesny człowiek Zachodu wybiera dominujące mitologie, chrześcijaństwo akceptując jedynie wtedy, kiedy umie się ono do nich dostosować.

Skoro więc chrześcijaństwo nie jest w stanie wpłynąć na główny nurt życia, co więcej, skoro musi płynąć wraz z nim, aby przetrwać, świadczy to o jego słabości. A słabość tę można uważać za objaw obumierania, przynajmniej na poziomie instytucjonalnym. Oczywiście, nie musi to oznaczać schyłku samej religii – być może stanie się ona duchowo mocniejsza z chwilą, gdy chrześcijanie, jak na początku, stanowić będą elitarną a nawet prześladowaną mniejszość. Niemniej jednak może oznaczać to powolne słabnięcie jej wpływu na losy świata.

Jakie są tego przyczyny? Można wskazać co najmniej na dwie zasadnicze: zewnętrzne, tkwiące w samym świecie, i wewnętrzne, wynikające ze stanu chrześcijańskich instytucji. Przyczyny zewnętrzne leżą w obcych bądź wrogich nauce Chrystusa, a zwłaszcza Kościołowi katolickiemu, ideologiach i nurtach, takich jak komunizm, nazizm, socjalizm i wszelkie formy wojującego ateizmu wspierane totalitarną polityką. Trzeba jednak pamiętać, że w obecnej chwili, kiedy totalitarne ideologie znajdują się na marginesie życia, równie wielkim, jeśli nie większym zagrożeniem, są nurty, które pod hasłami powszechnej równości, wolności i braterstwa krzewią idee świeckiego humanizmu. W dzisiejszym świecie to właśnie ów humanizm, wspierany wiarą w naukę, postęp i technokratycznie rozumianą politykę, jest największym wrogiem chrześcijańskiego świata. Odwołuje się on bowiem do głoszonej najpierw przez heretyckie sekty, następnie zaś rozwijanej przez wolnomularstwo i intelektualną lewicę, prometejskiej wizji człowieka jako niemal boga, jako istoty zdolnej zapewnić sobie zbawienie dzięki racjonalnej nauce i planowej polityce. Cywilizacja przekonana o własnej boskości przestaje potrzebować religii – nie tylko chrześcijańskiej, ale jakiejkolwiek – jednak ta pycha prędzej czy później doprowadza do upadku. Znamy tę sytuację z dziejów.

(...)

Czytany 3720 razy
Więcej w tej kategorii: « Od Redakcji Kościół - sugar free! »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.