×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
poniedziałek, 29 listopad 2010 15:53

Od Redakcji

Napisane przez

Koniec roku to czas na podsumowania. Dla Polski ten rok był nie najlepszy, jeśli nie fatalny. Niezależnie od politycznych sympatii trzeba zgodzić się, że katastrofa pod Smoleńskiem to najbardziej tragiczny tego rodzaju wypadek w dziejach polskiej państwowości w ostatnim półwieczu, a nawet w całym stuleciu. Jej konsekwencją jest monopolizacja władzy przez jedną partię przy powolnym rozkładzie opozycji, która, odwołując się do mitologii narodowych tragedii, bezskutecznie próbowała przekuć klęskę na sukces. W rezultacie dyskusja o kwestiach najistotniejszych, a więc o gospodarczej i geopolitycznej sytuacji kraju, zeszła na drugi plan, zresztą ku zadowoleniu partii rządzącej. Władza, która bezpośrednio bądź pośrednio kontroluje już w zasadzie wszystkie ważne media, może więc do woli uprawiać indoktrynację, podczas gdy słabnąca opozycja wyczerpuje się w personalnych sporach i martyrologicznych gestach. Kryzys zbliża się wszakże wielkimi krokami i nie pomoże tu ani gierkowska propaganda sukcesu, ani kreatywna księgowość. Zarówno w kraju, jak i za granicą jasne jest, że Polska to finansowa i gospodarcza wydmuszka, która pęknie przy najlżejszym wstrząsie na globalnych rynkach. Zresztą owe rynki już zaczynają się trząść. Po krachu Grecji w kolejce czekają kolejne państwa, które dzięki pocałunkowi śmierci unijnych ?dotacji? wpadły w spiralę radosnych inwestycji i potwornych długów. Irlandia i Portugalia, dopiero co opiewane jako prężnie rozwijające się rejony Eurokołchozu, mają szansę podzielić losy Argentyny. Wstrząsy dają się odczuć także poza granicami Europy, przebiegając przez Stany Zjednoczone, nie tylko w rejonie Kalifornii. Dopiero co Rezerwa Federalna wytworzyła z powietrza 600 miliardów dolarów, a okazuje się, że to i tak za mało, żeby rozruszać obumierającą gospodarkę niemrawego kolosa. Jednocześnie kraje Azji, wiedząc, czym grozi ten wysyp pustego pieniądza, powoli dojrzewają do tego, aby zrezygnować z dolara jako waluty rezerw. Chiny i Indie na gwałt wykupują złoto, którego cena osiąga astronomiczne sumy, wbrew sloganom powtarzanym od dekad przez rozmaitych profesorów ekonomii o złocie jako barbarzyńskim relikcie. Barbarzyński czy nie ? ludzie mają większe zaufanie do tego reliktu, niż do papierków bez pokrycia i tworzonych z powietrza impulsów elektronicznych.

Jeśli spojrzeć na tę sytuację z oddali, można dojść do wniosku, że w przepowiedniach końca świata w roku 2012 coś jednak jest, choć przyczyną globalnej katastrofy prawdopodobnie nie będą żadne nadzwyczajne kosmiczne wydarzenia, lecz zwykła ludzka pycha, chciwość i głupota. Cóż zatem robić w takiej sytuacji, tkwiąc w sercu świata, dla którego dekalogiem stało się siedem grzechów głównych? Być może czas znów, jak co roku, zatrzymać się i zwrócić wzrok ku ubogiej szopce w zapadłej mieścinie, wypełnionej przez licho odzianych ludzi skupionych na bezbronnym, nowo narodzonym dziecku. W chwili, kiedy świat wydaje się wypadać z orbit, najprostsze rozwiązania okazują się najskuteczniejsze. Być może nadzieja nie pozwoli nam zgnuśnieć w zniechęceniu ? to przecież dopiero początek.

 

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia

i lepszego Nowego Roku

życzą naszym Czytelnikom Redakcja i Wydawca

Czytany 3107 razy

Więcej w tej kategorii: Ostatnie takie Święta? »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.