×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
piątek, 12 luty 2010 00:18

Demokracja po unijnemu

Napisał
Nie od dzisiaj wiadomo, że organy Unii Europejskiej powołują się na bożka demokracji tylko w przypadku, gdy jest to dla nich korzystne. Kiedy demokratyczny wybór jest inny niż wola uniourzędników, wtedy Eurosojuz zapomina o woli ludu i wymyśla alternatywne scenariusze. Tak zresztą jest nie tylko w Eurokołchozie.


Z tzw. traktatem lizbońskim związana jest cała seria ignorowania przez Unię Europejską decyzji czysto demokratycznych. Najpierw, kiedy w 2005 roku tzw. Konstytucja Europejska została odrzucona w referendach we Francji i Holandii, eurobiurokracja szybko otrząsnęła się z demokratycznej, choć nieprawomyślnej decyzji Francuzów i Holendrów i wkrótce Nicolas Sarkozy, wtedy minister spraw wewnętrznych Francji, zaproponował, by z konstytucji wybrać przepisy niewzbudzające kontrowersji i szybko przyjąć tak zmieniony dokument. W ten sposób powstał tzw. traktat lizboński, z którym, jak się później okazało, Eurosojuz również miał sporo kłopotów, mimo że jedynym krajem, który miał go zatwierdzić poprzez referendum była Irlandia. Bowiem władze 26 krajów członkowskich zdecydowały, by traktatu nie poddawać pod ogólnonarodowe referenda, gdyż mogłyby być z tym problemy, jak z unijną konstytucją. W rezultacie w czerwcu 2008 roku odbyło się w Irlandii referendum, które ku rozpaczy uniourzędasów zostało przegrane przez zwolenników szerszej uniointegracji (47 proc. do 53 proc.). Początkowo uniodemokraci zaklinali się, że należy legitymizować wybór Irlandczyków, ale wkrótce zaczęły się pojawiać głosy o konieczności powtórzenia referendum na Zielonej Wyspie. Tak też zrobiono i to bardzo szybko. Drugie referendum zostało poprzedzone nachalną propagandą za pieniądze uniopodatników, a odbyło się już w październiku 2009 roku. Traktat lizboński został zatwierdzony. Później już nie było słychać głosów, że referendum trzeba przeprowadzić po raz trzeci, bo tym razem decyzja była po myśli Brukseli. Pojawił się za to inny problem, który nazywał się Wacław Klaus – czeski prezydent ociągał się z zatwierdzeniem dokumentu.

Pisałem już o tym na tych łamach w listopadzie 2009 roku, kiedy unijne elity coraz mocniej i coraz bezczelniej naciskały na czeskiego prezydenta, aby podpisał traktat lizboński, tak jakby nie miał on demokratycznego mandatu do sprawowania swojej funkcji. Francuscy i niemieccy dyplomaci, oburzeni postawą prezydenta Klausa, zaproponowali impeachment lub zmianę czeskiej konstytucji tak, by odebrać prezydentowi prawo weta. Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, ostrzegł, że jeśli Klaus nie przestanie „stawiać przeszkód” na drodze do wejścia w życie traktatu lizbońskiego, to Czechy stracą stanowiska w Komisji. Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, skrytykował czeskiego prezydenta za niepodpisanie traktatu i zapowiedział, że jeśli tego wkrótce nie zrobi, to odbije się to reperkusjami. Z kolei Alena Gajduszkova, wiceprzewodnicząca czeskiego Senatu, zaproponowała odebranie Klausowi wynikających z czeskiej konstytucji uprawnień ratyfikacyjnych, gdyby ten ociągał się z podpisaniem traktatu lizbońskiego. W końcu pod naporem uniourzędników, którzy w większości nie są, co ciekawe, wybierani w sposób demokratyczny, czeski prezydent, będąc jedynym na placu boju, podpisał dokument. Nagle wszyscy przestali mieć do niego jakiekolwiek pretensje.

Jednak traktat lizboński to nie był pierwszy raz, gdy uniourzędnicy zachowywali się w ten sposób, jednocześnie obłudnie wychwalając demokrację pod niebiosa. Mianowicie w wyniku wyborów parlamentarnych w 2000 roku drugą siłą polityczną w Austrii stała się, oskarżana przez uniobiurokratów o faszyzm, Austriacka Partia Wolnościowa Jörga Haidera. Kiedy weszła ona z konserwatywną Austriacką Partią Ludową do koalicyjnego rządu Wolfganga Schüssela, Unia Europejska zastosowała wobec Austrii sankcje. 14 ówczesnych członków Eurokołchozu zamroziło na osiem miesięcy stosunki z tym krajem. Wszyscy pamiętamy nachalną propagandą, także w polskich mediach, by bojkotować Austrię i nie jechać w tamtejsze Alpy na narty.

(…)
Czytany 1890 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.