×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
piątek, 12 luty 2010 00:19

Fetysz demokracji

Napisane przez
Jesteśmy rządem republikańskim, prawdziwa wolność nigdy nie występuje w despotyzmie lub w skrajnej demokracji ? powiedział Alexander Hamilton. Dziś, gdy mówimy demokracja, myślimy Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Od wielu lat prezydenci kraju, którego konstytucja nie zawiera słowa demokracja, przekonują, że ?władza ludu? jest najlepszym z możliwych ustrojów. Ba, wielu z nich twierdzi, że jest ona jedynym możliwym ustrojem, który ma prawo egzystować. W jednym z odcinków mojej audycji ?Kontrowersyjny salon?, którą realizowałem w publicznym radiu, Stanisław Michalkiewicz powiedział, że W dzisiejszym świecie okazuje się, że demokracja wszystko może usprawiedliwić. Dowodem tych słów niech będzie rewolucja francuska i jej egalitarny totalitaryzm. Czy mamy dziś do czynienia z fetyszem demokracji, który przesłania nam absurdy tego systemu?


USA=demokracja?
Condoleezza Rice powiedziała: Musimy być cierpliwi. Nasza własna historia powinna uzmysławiać nam, że wcielanie w życie demokratycznych zasad jest niekończącym się zadaniem. Ekipa Georga W. Busha jest idealnym przykładem krzyżowców demokracji, którzy zrobili z rządów hien nad osłami ? jak nazywał demokrację Arystoteles, bożka, w którego nie można nie wierzyć.

Mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę z tego, że idee Ojców Założycieli nie miały wiele wspólnego z tym, co prezentowali w XX wieku zarówno ci wybitni bądź kierujący się szlachetnymi intencjami prezydenci, jak Ronald Reagan czy (z wieloma zastrzeżeniami) Richard Nixon, jak też, tym bardziej, lewicowi mędrkowie w stylu Jimmiego Cartera, Billa Clintona czy nieszczęsnego Baracka Husseina Obamy. Ich (Ojców Założycieli) podstawową intencją, zasadniczo spełnioną w oryginalnym tekście konstytucji, było nadanie ?wolnej republice? ustroju harmonizującego pierwiastek quasi-monarchiczny (w instytucji prezydenta) z arystokratycznym (Senat jako reprezentacja ?naturalnej? arystokracji) i umiarkowanie demokratycznym (Izba Reprezentantów), z kluczową w architektonice tego ustroju rolą Sądu Najwyższego jako strażnika bezosobowych Rządów Prawa (?nomokracji?). Ustrój taki miał zabezpieczać republikę przed jej zdegenerowaniem się w tyranię, oligarchię lub właśnie w demokrację, identyfikowaną z ochlokracją? ? pisze prof. Jacek Bartyzel w klasycznym już dziele ?Demokracja?.

Wypowiedzi Ojców Założycieli na temat ludu jako motłochu byłyby dziś zapewne szybko spacyfikowane przez ?tolerancyjną? demokrację. Za ?faszystę? czy innego reakcjonistę i wroga ludu uznany byłby probrytyjski sympatyk monarchii Alexander Hamilton, który powiedział: Prawdziwa wolność nigdy nie występuje w despotyzmie lub w skrajnej demokracji. W piśmie założonym przez Hamiltona ?The Federalist? James Madison napisał, że: Demokracje, gdziekolwiek się pojawiły, były spektaklami zawirowań i sporów, gdziekolwiek były, odkrywano ich sprzeczność z osobistym bezpieczeństwem lub prawem własności. Były w zasadzie tak krótkie jak ich życie, tak jak były gwałtowne ich śmierci. Warto przytoczyć natomiast arcyciekawą i znamienną wypowiedź najbardziej liberalnego z Ojców Założycieli Thomasa Jeffersona, który przekonywał, że republikę czekałby upadek, gdyby prawo głosu dostała kanalia z zaułków wielkich miast. Jefferson jest również autorem stwierdzenia, że: Demokracja to nic innego jak rządy motłochu, w których pięćdziesiąt jeden procent ludzi może odebrać prawa pozostałym czterdziestu dziewięciu procentom.



Należy pamiętać, że Founding Fathers nie wyobrażali sobie prawa głosu bez cenzusów majątkowych. Jedynym wierzącym, w pewnym stopniu, w mądrość ludu był trzeci prezydent USA Jefferson, który miał pomysł (od którego zdystansował się przed śmiercią), by głosować mogli tylko posiadacze ziemscy. Jednak postulował, by wcześniej rozdać ziemię wszystkim obywatelom. Charles i Mary Beard piszą wręcz, że Ojcowie Założyciele USA nienawidzili demokracji bardziej niż grzechu pierworodnego. W dziełach zebranych Thomasa Jeffersona słowo ?demokratyczny? pojawia się tylko raz (w jednym z prywatnych listów), do historii zaś przeszedł słynny okrzyk Alexandra Hamiltona, skierowany do Waszyngtona: ?Naród, Sir, jest wielką bestią!?. Pierwszym amerykańskim prezydentem, który określił sam siebie demokratą, był dopiero wybrany w 1828 roku Andrew Jackson ? pisze węgierski publicysta Gergelyi Hegyi we ?Frondzie?. Przypisywanie liberalnej demokracji źródła w amerykańskiej rewolucji jest jednym z przejawów fetyszu tego systemu. Skoro odbieramy Ojców Założycieli jako wielkich bohaterów, którzy założyli kraj oparty na wolności i chrześcijańskich zasadach, to każe nam się myśleć, że musieli być oni demokratami.

(?)
Czytany 2299 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.