×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
poniedziałek, 01 marzec 2010 19:29

Od Redakcji

Napisane przez
Wedle przeprowadzonych przed kilkoma miesiącami badań połowa wykształconych ludzi w Polsce jest przekonana, że Galileusz spłonął na stosie. O czym to świadczy? Z pewnością o powszechnej ignorancji. Można podejrzewać, że duża część z tych ?wykształconych? osób jest święcie przekonana, że Seneka to grecka filozofka, a były szef ONZ nazywa się Onan Kofan. To wszakże nie powinno nas dziwić, gdyż wraz ze wzrostem liczby wykształconych osób nieuchronnie musi obniżać się poziom wykształcenia. Widać to zresztą po rynku pracy, gdzie do pełnienia najprostszej nawet funkcji wymaga się wyższego wykształcenia. Jeszcze parę lat takiej polityki edukacyjnej, a od kasjerek w supermarketach wymagać się będzie doktoratów z kulturoznawstwa.
 
Świadczy to jednak również o sile indoktrynacji. Dziesiątki lat wmawiania ludziom, że Kościół i religia są głównymi wrogami nauki, zrobiło swoje i dziś przeciętny człowiek równie głęboko wierzy w ten zabobon, jak jego przodkowie wierzyli, że czarny kot przynosi nieszczęście. Fakty jednak mówią coś zgoła przeciwnego. Nie tylko Galileusz nie spłonął na stosie, ani nawet nie siedział w więzieniu, ale przede wszystkim Kościół i chrześcijaństwo nie były wrogie nauce: to właśnie one ją umożliwiły. Teza ta jest oczywista, jednak dla wielu wciąż trudna do przyjęcia. Nie można jednak spierać się z rzeczywistością. Współczesna nauka i technika, którą zaakceptował cały świat, jest dziełem chrześcijańskiego Zachodu. Nie powstała ani na Bliskim Wschodzie, ani w Azji, ani tym bardziej w Afryce. Jej twórcami byli bądź duchowni, jak choćby Kopernik, bądź też ludzie głęboko wierzący, jak Kepler, Newton czy nawet Einstein. Należy przy tym dodać, że obecna w kulturze Zachodu antychrześcijańska tradycja, której dziełem są między innymi wielkie rewolucje, była w stanie produkować jedynie pseudonaukę w rodzaju marksizmu bądź łysenkizmu, dziś zaś może zaproponować co najwyżej popkulturowy ersatz religii, jakim jest New Age.
 
Jednocześnie Kościół gwarantował, że nauka nie stanie się złotym cielcem, przypominając cały czas o ograniczoności ludzkiej wiedzy i celach wyższych, aniżeli tylko doczesne panowanie nad materialną przyrodą. Tam gdzie chrześcijaństwo słabło, rodził się scjentystyczny kult nauki i techniki jako środków ludzkiego samozbawienia, którego doskonałą alegorię przedstawiła Mary Shelley w powieści Frankenstein. Zapominając o marności swojego życia, człowiek zaczyna wierzyć, że dzięki nauce może stać się bogiem ? w istocie jednak staczał się ku zwierzęcości. Dwudziestowieczne totalitaryzmy, łączące przekonanie, że byt kształtuje świadomość, ze wspartą na nauce inżynierią społeczną, są tego dobitnym przykładem. Również obecna wiara w zbawczą moc nauki i roszczenia uczonych do pełnienia funkcji świeckich kapłanów, orzekających, co dobre, a co złe, mogą skończyć się kolejnym wariantem nowego lepszego świata. Jeśli zatem z tej perspektywy spojrzymy na proces Galileusza, zrozumiemy, że był to konflikt między prometejską pychą człowieka, który chce odgrywać rolę Boga, a pokorą wobec rzeczywistości przekraczającej ludzką wyobraźnię.
Czytany 2368 razy

Więcej w tej kategorii: KRÓTKO »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.