×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
środa, 31 marzec 2010 12:20

Wolność w epoce awarii systemowej

Napisane przez

Rozmowa z Grzegorzem Braunem, reżyserem filmowym, scenarzystą i publicystą, autorem i współautorem głośnych filmów dokumentalnych, takich jak Towarzysz Generał, Plusy dodatnie, plusy ujemne, TW Bolek, Marsz wyzwolicieli, Defilada zwycięzców.

Jak rozumie Pan zasadę wolności słowa?

Jakoś nigdy nie odczuwałem potrzeby jej definiowania. Wygląda na to, że jest to coś, co odczuwam organicznie, ale czego nie poddawałem procesowi intelektualizacji. Jeśli jednak miałbym to zrobić, zaznaczyłbym, że w ogóle wolność jest chrześcijańskim wynalazkiem ? podkreślam tu słowo ?wynalazek?. Jeśli nawet ktoś jest osobistym wrogiem Pana Boga i jeśli nawet nie kocha Kościoła, to warto, żeby zauważył, że chrześcijaństwo w wymiarze świeckim, czysto praktycznym dało nam szereg wielkich zdobyczy cywilizacyjnych ? a wśród nich właśnie wolność. Takiego pomysłu, jak wolność osobista człowieka, jednostki, jak indywidualizm ? tego nie uświadczymy nigdzie poza sferą cywilizacji ukształtowanej na gruncie katolickiego personalizmu. To się wiąże z genialnym rozwiązaniem samego Zbawiciela, polegającym na oddzieleniu tego, co cesarskie, od tego, co Boskie. Żadna inna cywilizacja takiego czegoś nie proponuje ? nie daje takiej moralnej polisy ubezpieczającej od kaprysów władzy. Z tego zaś bierze się wszystko to, co płodne i potencjalnie wolnościowe w cywilizacji chrześcijańskiej, europejskiej, cywilizacji białego człowieka. Tak więc wolność słowa wywodzi się z tej tradycji.

Przy tym muszę dodać, że nie podobają mi się takie wyróżnienia rodzajów wolności, podobnie, jak nie podoba mi się wyodrębnianie ?praw człowieka i obywatela?, ?praw dziecka? itp. Przypomina to odróżnianie ?sprawiedliwości społecznej? od zwykłej sprawiedliwości, która ma się do niej mniej więcej tak, jak krzesło elektryczne do zwykłego krzesła (co chętnie powtarzam za ? Januszem Korwin-Mikkem).

 

Gdybyśmy jednak przyjęli takie określenie, jak wolność słowa, to jak Pan ją rozumie: czy powinna ona być nieograniczona?

Wolność słowa jest związana z wolną wolą, z tą zaś możemy robić różny użytek. Wolnym słowem można również zabić czy skrzywdzić człowieka. Jednak swoboda wypowiedzi powinna być nieograniczona w tym sensie, że nie  ma potrzeby tworzyć specjalnych praw, które by wolności słowa dotyczyły. Wystarczy trzymać się praw wywodzących się z zachodniej tradycji i prawa rzymskiego. Mam wrażenie, że wszelkie uszczegółowienia w tych kwestiach są pomysłami typowymi dla socjalistów, którzy chcą poszerzyć wachlarz szczegółowych praw i wolności gwarantowanych przez państwo po to, aby nas pozbawić tych najbardziej elementarnych, od których wszystko zależy. Kiedy państwo może coś dać, może też odebrać. Im więcej tych rozmaitych wolności znajduje się w ofercie publicznej, tym bardziej pewne staje się, że tej jednej jedynej wolności na pewno nam nie chcą oddać, a jest to wolność zawiadywania własnym portfelem.

 

Czy zatem wolność słowa powinna mieć granice?

Oczywiście. Kwestia w tym, kto ? poza wolnym sumieniem, poza poczuciem przyzwoitości ?  ma je ustalać. Czy może przypadkiem jakaś speckomisja rządowa? Uważam, że bardzo niebezpiecznie jest zapraszać władzę do naszej rozmowy, aby decydowała, co wolno, a czego nie wolno powiedzieć. Ryzykownie jest włączać jakąkolwiek instancję państwową do swobodnej wymiany, jaką prowadzi dwoje ludzi ? i dotyczy to zarówno wymiany towarów, jak i myśli. Jeżeli ktoś ma ochotę siedzieć i mnie słuchać albo odwrotnie, oznacza to, że coś sobie nawzajem dajemy, jakieś informacje, jakąś wiedzę. Jeżeli zaprosimy do naszego stołu tę instancję kontrolną, to powstaje pytanie, kto tym cenzorem ma być. Moim zdaniem jednak nie ma potrzeby takiego specjalnego cenzora tworzyć i wywoływać tego dżinna z butelki, kiedy bowiem się to raz zrobi, to już potem trudno to ograniczyć. Jeśli się komuś nie spodoba, co mówię ? niechaj ma pełną swobodę obsmarowania mnie choćby i na tych samych łamach. Jeśli kogoś obrażam ? niechaj mnie pozywa przed sąd. Żadne specjalne instancje ani nadzwyczajne prawa nie są tu potrzebne. Kłopot oczywiście z tymi sądami? To inny kluczowy problem, który, obawiam się, przed powrotem Króla nie znajdzie pomyślnego rozwiązania.

W każdym razie jestem przeciw jakiejkolwiek cenzurze instytucjonalnej ? problem w tym, że jej brak bynajmniej nie oznacza, że cenzura w ogóle zniknęła.

 

(...)

Czytany 2103 razy

Więcej w tej kategorii: « Sukces mimo wszystko Krótko »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.