×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
czwartek, 01 lipiec 2010 20:43

Od Redakcji

Napisane przez

Czytelnicy sięgający po ten numer zapewne znać już będą wyniki wyborów prezydenckich w Polsce, dzięki czemu będą mogli odpowiedzieć sobie na jedno z dwóch pytań: Co dla Polski oznacza prezydentura Komorowskiego? Co dla Polski oznacza prezydentura Kaczyńskiego? Jednak, nawet nie znając wyniku wyborów, można zadać bardziej ogólne pytanie: czy prezydentura któregokolwiek z dwóch głównych kandydatów może doprowadzić do tego, że podstawowe kłopoty, z jakimi borykają się obywatele III RP oraz samo państwo, zostaną rozwiązane czy choćby poprawnie zdiagnozowane? A problemy te są elementarne: w przypadku obywateli chodzi o nadmierne obciążenia podatkowe w różnej postaci, niemiłosiernie skomplikowane i rozrośnięte przepisy, coraz większą ingerencję państwa w życie prywatne, a przede wszystkim brak wolności, nie tylko ekonomicznej, ale również tej dotyczącej tak elementarnych rzeczy, jak ochrona zdrowia czy edukacja. Jeśli zaś chodzi o państwo, wystarczy wskazać tu gigantyczny dług publiczny, rozrośnięty i szalenie kosztowny aparat biurokratyczny, postępującą oligarchizację, a przede wszystkim utratę suwerenności państwowej. Czy walczący ze sobą kandydaci byliby w stanie to zmienić? Odpowiedź, niestety, brzmi: nie. Dlaczego nie? Albowiem z ich punktu widzenia większość z tych spraw w ogóle nie wymaga zmiany. I trudno ich za to winić, gdyż spoglądają oni z punktu widzenia interesów demokratycznej klasy politycznej, a ta ma w zasadzie jeden cel: utrzymać się przy władzy. Oczywiście można oczekiwać jakichś kosmetycznych zmian, a tym bardziej głośnych deklaracji, jednak w gruncie jest niemal pewne, że niezależnie od wyniku wyborów, kurs, który wzięła Polska w 1989 roku ? a który zaplanowano już wcześniej ? będzie w podstawowych zarysach kontynuowany. Hałaśliwa dyskusja dotycząca służby zdrowia,  której efektem była powszechna deklaracja wszystkich ważnych sił politycznych w kraju, że absolutnie nie zgadzają się na przekazanie kwestii dbania o swoje zdrowie w ręce obywateli, pozwala domniemywać, że i w innych kwestiach panuje niczym nie zmącony konsensus. Zresztą, realistycznie rzecz oceniając, nawet gdyby któryś z kandydatów miał rzeczywiste chęci zmian, to i tak nie byłby w stanie tego zrobić ? z bardzo prostego powodu. Polska, za zgodą obu skonfliktowanych dziś sił politycznych, od 12 listopada ubiegłego roku stała się częścią europejskiego supermocarstwa, które, choć dotknięte kryzysem, wciąż ma siłę egzekwować posłuszeństwo do swoich prowincji. I dlatego też wszelkie zapewnienia o zmianach są patykiem na wodzie pisane: nie będzie zmian, choćby nasi politycy bardzo ich chcieli ? a że nie chcą, to ostatecznie zamyka problem i pozwala nam przestać czepiać się naiwnych nadziei. Wtakiej sytuacji jedyne, co pozostaje, to nieco lepiej przyjrzeć się nowemu lepszemu światu, w którym upływa nasze życie, a zwłaszcza jego projektantom. Jedno wielkie państwo europejskie nie jest bowiem wymysłem nowym, lecz raczej współczesnym sposobem urzeczywistniania starej idei rządu światowego czy też nowego, globalnego porządku. A że pomysły takie nie zrodziły się w głowach Lenina, Hitlera czy Stalina, lecz w umysłach poczciwych starszych panów w fartuszkach, odprawiających od wieków w ukryciu dziwaczne misteria z kielnią i cyrklem, dlatego też proponujemy odetchnąć od skali lokalnej i przyjrzeć się temu, jak traktuje się rzeczywistość w skali globalnej. A nikt tego nie umie robić lepiej, niż sekretni bracia ? masoni.

Czytany 1773 razy

Więcej w tej kategorii: Twierdza antykościoła »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.