wtorek, 31 sierpień 2010 23:52

Koniec PiS

Napisane przez

Profesor Selim Chazbijewicz powiedział w wywiadzie dla portalu Fronda, że wygrana Komorowskiego w wyborach prezydenckich oznacza 10 lat nieformalnej dyktatury Tuska. Pomylił się tylko w jednej rzeczy. Otóż to nie sama wygrana Komorowskiego zapewniła Platformie Obywatelskiej niepodzielną władzę przez następną dekadę. Za to, że będziemy mieli aksamitną dyktaturę jednej partii politycznej, która już opanowała Sejm, Senat, media państwowe, IPN, NBP i wiele innych instytucji państwowych, możemy być wdzięczni Jarosławowi Kaczyńskiemu i jego polityce po wyborach prezydenckich.

 

Obecne zachowanie prezesa PiS nie jest jednak do końca zaskakujące. Proszę sobie przypomnieć, jak Kaczyński ?odbudowywał? poparcie dla swojej formacji w roku 2007, zarzucając dziennikarzom pracę dla niemieckich mediów czy nazywając internautów wielbicielami porno i piwka. Elektoratu PiS-owi nie przysporzyła również ciągła zmiana wizerunku, przejawiająca się w kampanii ?trzech aniołków?, która nagle została zmieniona na kampanię ?pecetowskich diabełków?. To właśnie po przegranych przez PiS wyborach poparcie dla tej formacji zaczęło drastycznie spadać. Dopiero katastrofa w Smoleńsku spowodowała, jak się okazało chwilowe, poszybowanie słupków poparcia w górę. Jednak dziś Jarosław Kaczyński zrobił rzecz gorszą. Rację ma Paweł Lisicki, który trzeźwo zauważył, że Kaczyński pokazał swoim obecnym zachowaniem, że grał w kampanii wyborczej i jego oponenci mieli rację wytykając mu robienie teatrzyku. Tekst naczelnego ?RZ? był bardzo potrzebnym i wyważonym głosem, który powinien wstrząsnąć prezesem. Kaczyński wolał jednak w żałosny sposób zarzucać naczelnemu Lisickiemu, że ten jest po stronie PO, gdyż się od niej wystarczająco silnie nie odciął. Trudno o lepszy przykład partyjnego myślenia, który od kilku lat wisi nad polską przestrzenią publiczną, jak przygotowujący się do uderzenia w WTC samolot pilotowany przez terrorystów.

Demokracja, niestety, polega na tym, że politycy muszą oszukiwać, żeby zostać wybrani przez lud. Jednak nie można w ciągu zaledwie kilku dni zmieniać swojej linii politycznej w taki sposób, żeby wyborcy zdali sobie sprawę, że są nabijani w butelkę. Rozumiem słowa obrońców obecnego zachowania prezesa Kaczyńskiego, którzy twierdzą, że wolą prawdziwą twarz swojego idola. Jednak ?prosty lud? ? jak mawiał klasyk, nie widzi niuansów politycznych i, mówiąc kolokwialnie, nie lubi, jak robi się z niego frajera. Prezes Kaczyński, który tak walczył, pod wpływem swojego wrażliwego socjalnie tragicznie zmarłego brata, o ten lud, powinien o tym dobrze wiedzieć. W ciągu kilku tygodni lider PiS zdołał całkowicie roztrwonić kapitał, jaki zebrał w wyborach prezydenckich. Przede wszystkim za sprawą udanej prowokacji michnikowszczyzny i jej prezydenta. Zapowiedź usunięcia krzyża, rzucona w pierwszych słowach pierwszego wywiadu po zwycięstwie, była oczywistą, cyniczną zagrywką obliczoną na wykreowanie takich właśnie emocji, jakie wywołano ? słusznie zauważył Rafał Ziemkiewicz. Donald Tusk i Bronisław Komorowski musieli przebierać nogami ze szczęścia na widok pokazywanych przez TVN wariatów (wybranych z tłumu modlących się spokojnie wiernych), krzyczących o masonerii i gestapo. Zastanawia mnie tylko, dlaczego zawsze logiczny do bólu Kaczyński dał się wpuścić w tę pułapkę. Wiadomo było przecież, że przyjazne ?liberałom? media zrobią wszystko, by ośmieszyć elektorat PiS-u. Bezkrytyczni wyznawcy PiS od lata jak mantrę powtarzają tezę, że media są winne spadkowi poparcia dla tej partii. To jest trochę naciągana teza. Kaczyński od początku lat 90. (z bardzo krótkimi przerwami) był w mediach przedstawiany jako obrzydliwy, knujący, wstrętny, ze wszystkimi pokłócony kurdupel. Jednak w 2005 roku wygrał wybory. Zaryzykuję nawet tezę, że Jarosław Kaczyński doskonale korzystał na tym, że jest wyraźnie niesprawiedliwie atakowany przez media, uwiarygodniało to go bowiem w oczach prostego człowieka, który najczęściej przestawał popierać polityka w momencie gdy ten dochodził do władzy. Atakowany Kaczyński przedstawiał się jako jeden z ludu, którego nienawidzą elity. Moim zdaniem potwierdza to trochę znakomita biografia prezesa PiS napisana przez Piotra Zarembę. Jednak nawet jeżeli przyjmiemy, że to media są winne klęski formacji Kaczyńskiego, to należy zadać pytanie: dlaczego mając tego świadomość prezes tak łatwo podkłada się mediom? Moim zdaniem, Kaczyński zupełnie się pogubił i stracił instynkt samozachowawczy.

(...)

Czytany 2588 razy
Więcej w tej kategorii: « Koniec III RP Koniec Polski »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.