piątek, 31 grudzień 2010 19:22

Po smoleńskiej katastrofie

Napisane przez

Rozmowa z Grzegorzem Wierzchołowskim

10 kwietnia 2010 roku uległ katastrofie rządowy Tu?154. Jak to możliwe, że dziennikarze będący na miejscu nic o niej nie wiedzieli, gdyż media najpierw mówiły o awarii samolotu prezydenckiego?

Dziennikarze znajdowali się na cmentarzu w Katyniu, gdzie miały odbyć się uroczystości ku czci Polaków pomordowanych tam w 1940 r.. Jest on oddalony o kilkanaście kilometrów od lotniska. Informację o katastrofie dziennikarze otrzymali telefonicznie i w związku z odległością, jaka dzieliła ich od miejsca tragedii, przez jakiś czas nie byli w stanie jej zweryfikować. Ponieważ część osób, które powiadamiały znajdujących się w Katyniu dziennikarzy i polityków o katastrofie, użyło słowa ?wypadek?, było naturalne, że nie wszyscy zdali sobie natychmiast sprawę z rozmiarów tragedii. Mogli myśleć, że chodzi o jakąś awarię czy niegroźne problemy przy lądowaniu.

W tym samym dniu prezydent Miedwiediew zaproponował powołanie wspólnej polsko-rosyjskiej komisji. Kto pierwszy z tej propozycji zrezygnował i dlaczego?

Z propozycji tej zrezygnował premier Donald Tusk, który formalnie zadecydował o tym, że przyczyny katastrofy będą badać równolegle komisja rosyjska, czyli MAK i komisja polska. Przy czym od razu było wiadomo, że wartość prac badawczych komisji polskiej będzie uzależniona od dobrej woli Rosjan. Tej woli ? jak dziś widzimy ? nie ma. O tym, dlaczego premier Tusk postąpił tak, a nie inaczej, wie najlepiej on sam. Moim zdaniem, choć dowodów na to jeszcze nie mam, Donald Tusk zachował się w ten sposób, bo ktoś mu to zasugerował albo kazał.

Wkrótce po katastrofie w internecie pojawił się film, na którym widać palący się wrak, słychać rozmowy i strzały. Czy kiedykolwiek zbadali go specjaliści i czy wydali na jego temat opinię?

Film badali eksperci z Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Stwierdzili m.in., że nagranie jest autentyczne i że słychać na nim rozmowy w języku rosyjskim i polskim. Nie ustalono jednak, jakie dokładnie słowa słychać na ścieżce dźwiękowej filmu. ABW nie ustaliła też, kto i dlaczego strzelał w trakcie trwania tzw. akcji ratunkowej.

Są dwa dokumenty z przesłuchań kontrolerów lotu. Jeden zaprzecza drugiemu. Jak to jest możliwe i jak do takiej sytuacji odnosi się nasze prawo?

Pierwszych przesłuchań kontrolerów dokonano w kwietniu 2010 r., niedługo po katastrofie. Drugie pochodzą z sierpnia. Rosjanie zakwestionowali ważność zeznań kwietniowych, tłumacząc to względami proceduralnymi. Z dokumentów wynikało bowiem, że ci sami kontrolerzy lotu byli w tym samym czasie przesłuchiwani w różnych miejscach. Tak jak Pan wspomniał, zeznania z sierpnia 2010 r. różnią się kilkoma zasadniczymi informacjami: wynika z nich m.in., że lot Tu-154 miał charakter cywilny, a nie wojskowy, co ewidentnie pomniejsza winę Rosjan. Według polskiej prokuratury wojskowej ? śledczy w Warszawie musieli przyjąć zmienione zeznania, bo materiał dowodowy musi być zgodny z rosyjskim porządkiem prawnym. W rozmowie z ?Rzeczpospolitą? znany karnista prof. Piotr Kruszyński nazwał jednak decyzję polskiej prokuratury ?szokującą?, stwierdzając, że polska procedura karna nie przewiduje możliwości wykluczenia materiału dowodowego z akt śledztwa na takiej podstawie.

6 i 7 grudnia przebywał w Polsce prezydent Miedwiediew. Czy jego deklaracja dotycząca wspólnego, powtórnego działania komisji polskiej i rosyjskiej jest tak samo szczere jak ta z kwietnia i czy strona polska otrzyma dostęp do oryginalnych czarnych skrzynek? I jak w takiej sytuacji wygląda możliwość przesłuchania przez stronę polską rosyjskich kontrolerów lotu?

Nie wierzę w szczerość prezydenta Dmitrija Miedwiediewa ? tak jak nie wierzę żadnemu innemu byłemu członkowi partii komunistycznej. Gdy 10 kwietnia Miedwiediew zaproponował powołanie rosyjsko-polskiej komisji, doskonale wiedział, że premier Tusk posłusznie odmówi. Późniejsze deklaracje przywódcy Rosji w tej sprawie miały podobną wartość. Jeśli chodzi o dostęp do czarnych skrzynek, to nie mamy na co liczyć. Gdybyśmy mieli faktycznie zbadać oryginały rejestratorów, dostalibyśmy je już dużo wcześniej. W kwestii przesłuchania kontrolerów przez stronę polską sytuacja jest nieco lepsza, bo być może przed rocznicą tragedii, czyli przed 10 kwietnia 2011 r., uda się naszym śledczym z nimi porozmawiać. Oczywiście kontrolerzy nie powiedzą nic nowego, a nawet jeśli coś im się wymknie, to zeznania zostaną unieważnione albo polscy prokuratorzy poradzą sobie z tym problemem za pomocą innego wybiegu.

(...)

Czytany 2399 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.