środa, 28 wrzesień 2011 19:51

Katolik i ateista uwikłani

Napisał

Lektura książki Franka Westermanna ?Inżynierowie dusz? o uwikłaniu pisarzy rosyjskich w komunizm zbiegła się u mnie z powtórnym przeglądaniem niewielkiego stosu archiwalnych numerów pisma ?Dziś i Jutro? z roku 1951.

 

Pakiet pożółkłych, nieledwie rozsypujących się gazet kupiłem przez internet, na fali dość przewrotnej fascynacji postaciami Bolesława Piaseckiego i jego towarzyszy, z których wielu trwało przy nim od młodości w ruchu narodowym, aż po starość w kostniejącym i coraz bardziej oderwanym od rzeczywistości Stowarzyszeniu PAX. Jest coś niesamowitego w ewolucji politycznej tego środowiska, które w latach międzywojennych zaczynało jako niesłychanie radykalne (przynajmniej jak na polskie warunki) ugrupowanie nacjonalistyczne, w okresie wojny formowało antykomunistyczną partyzantkę o mocarstwowych ambicjach, a wszystko ? jak się okazało ? po to, by w PRL realizować osobliwy koncept potrójnego zaangażowania ? jednocześnie katolickiego, patriotycznego i socjalistycznego.

Historia Stowarzyszenia PAX to historia skomplikowanych relacji zarówno z władzą komunistyczną, jak i z hierarchią kościelną. Obu stronom Bolesław Piasecki chciał (musiał!) coś dać, od obu pragnął też coś otrzymać ? przede wszystkim akceptację dla swoich poczynań. Jak wiemy, po roku 1956 ustał najgorszy terror komunistyczny, a PRL weszła najpierw w okres gomułkowskiej ?małej stabilizacji?, później w ?złote lata? sekretarza Gierka, wreszcie ? w krótki okres ?karnawału Solidarności? i szarą, znaczoną kryzysem ?noc jaruzelską?. Nas jednak będzie interesować przede wszystkim czas przed rokiem 1956, przed ?odwilżą?, a więc ciężka epoka stalinizmu, w której od jednego słowa, wypowiedzianego w niewłaściwej chwili w obecności niewłaściwych osób, mogło zależeć nawet życie.

O stalinizmie, tyle że na terenie Związku Sowieckiego, mówi także książka Westermanna. Jej bohaterami są literaci, przede wszystkim prozaicy, którym władza nakazała wielbić postępy politycznej, społecznej i gospodarczej rewolucji ? i to wielbić według ściśle określonych reguł socrealizmu. Westermann podąża tropem kilku autorów, centralną postacią jest jednak Konstanty Paustowski, twórca modelowej powieści socrealistycznej Kara Bugaz, opowiadającej o komunistycznej próbie ujarzmienia Kara Bogaz Goł, zatoki we wschodniej części Morza Kaspijskiego, w granicach dzisiejszego Turkmenistanu. Holenderski autor nakreśla oczywiście szersze tło wydarzeń, pisze o Maksymie Gorkim (sędziwym mentorze i patronie literatury stalinowskiej), o Andrieju Płatonowie, Borysie Pilniaku, Brunonie Jasieńskim, cenzurze, szykanach i czystkach. Głównym (bo i zalecanym odgórnie, jeśli nie wręcz obowiązkowym) motywem ich twórczości w omawianym okresie były wielkie budowy socjalizmu ? projekty zmiany biegu rzek, nowe miasta, fabryki, kopalnie i huty. Pod pompatycznymi aż do śmieszności opisami serwowanymi przez pisarzy, pod pełnymi patosu i mocy plakatami, pod wielkimi obietnicami i zapowiedziami kryło się monstrualne kłamstwo: tysiące ludzkich tragedii, katastrofy ekologiczne, praca przymusowa, paranoiczna podejrzliwość służb specjalnych, wreszcie zimny terror nie tylko wobec nieprawomyślnych, ale i wobec niewinnych.       

To, co uderza, to kontrast pomiędzy wizjami kreowanymi przez pisarzy a rzeczywistością. Bezczelność propagandowej iluzji aż poraża. Fałszowanie statystyk, fałszowanie historii, urzędowe, odgórne fałszowanie wszystkiego stało się naturalną i stałą praktyką. Podwładni oszukiwali przełożonych, przełożeni podwładnych.

To samo wrażenie wielkiej mistyfikacji uderza chyba jeszcze bardziej przy lekturze starych wydań ?Dziś i Jutra?. Bohaterowie Westermanna to w większości niewierzący, czasami próbujący zachować resztki przyzwoitości, kiedy indziej zupełni oportuniści. Publicyści ?Dziś i Jutra? z roku 1951 to katolicy ? tak się przedstawiają, ale (wnioskując z innych źródeł czy patrząc po prostu na ich przeszłość) i takimi chyba rzeczywiście są.

Przypomnijmy: jest pierwsza połowa roku 1951 (w moim posiadaniu znajdują się bowiem numery ze stycznia, lutego, maja i lipca). W lasach walczą jeszcze niedobitki partyzantki niepodległościowej, członkowie organizacji powstałych na bazie Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych. Służba bezpieczeństwa wraz z wojskiem i milicją wyłapuje zarówno ?leśnych?, jak i wszystkich innych opozycjonistów ? wciąż jeszcze zapadają wyroki śmierci i długoletniego więzienia, na porządku dziennym są brutalne tortury. Kościół katolicki jest prześladowany, szykanuje się księży, utrudnia budowę świątyń i prowadzenie szkół. Literatura podporządkowana jest sztywnym kanonom socrealizmu, jedna za drugą powstają kolejne, nierzadko kiczowate i tandetne, powieści ?produkcyjne?, podobnie ma się rzecz z filmami (?Gromada?, ?Dwie brygady?). Szaleje propaganda dotycząca nieomal każdego aspektu życia, namawiająca do rewolucji w gospodarce, polityce krajowej i zagranicznej, w życiu codziennym, w relacjach międzyludzkich.

Czy to wszystko widać w ?Dziś i Jutro?, reklamującym się jako ?katolicki tygodnik społeczny?? I tak, i nie. Trudno mieć pretensje do wydawców legalnego magazynu, że nie pisali o zbrodniach czy choćby nadużyciach SB i milicji, ale nie zmienia to faktu, że dziwnie czyta się długie rozważania o ?powieści katolickiej?, ?młodej poezji?, ?walce o pokój na świecie?, nagrodzie im. Włodzimierza Pietrzaka i festiwalu w Cannes, mając świadomość wszystkich ponurych wydarzeń, które rozgrywały się w tle. Można zrozumieć (czy chociaż próbować zrozumieć) postawę osób skupionych wokół Piaseckiego, można szukać rozmaitych dla niej uzasadnień (od oportunizmu począwszy, poprzez lęk przed przemocą, a skończywszy na szeroko zakrojonych planach ?wielkiej gry?), ale i tak trudno wyzbyć się wrażenia, że oglądamy współtworzenie iluzji normalności, zasłony dymnej z uspokajających słów.

Pouczające jest samo przejrzenie publicystyki ?Dziś i Jutra?. Nie brak tu, to prawda, tekstów wartościowych ? weźmy choćby Sztukę i piękno Tadeusza Kordyasza (nr 6/272), Literaturę wiary w człowieka Halszki Krajewskiej (nr 3/269), Ortodoksję Zygmunta Kubiaka (nr 19/285) czy Nad ?Człowiekiem? Ernesta Hello Jerzego Zagartowskiego (nr 7/273). Ale nawet i nad tymi tekstami unosi się cień, nawet zza nich wyziera coś niepokojącego ? już to przez drobne wtręty ideologiczne, już to ze względu na sam kontekst. Na przykład słowa Kubiaka o przeznaczeniu chrześcijan do niemilknącej walki i niegasnącej młodości i jego krytyka pojmowania ortodoksji jako lękliwej nieufności wobec wszystkiego, co nowe i buntownicze są na tyle ogólne, że można rozmaicie je interpretować, nawet i bardzo sensownie. Spoglądamy jednak na datę ? 13 maja roku 1951 ? i zaczynamy odczuwać wątpliwości, a nawet uzasadnione podejrzenia (choć to i tak delikatne terminy). Kontekst jest oczywisty ? zachęta katolików do przezwyciężenia oporów przed nowym ustrojem, do otwarcia się na społeczną rewolucję marksistów. O tych ostatnich wspomina też pani Krajewska ? postulując optymizm i heroizm w literaturze katolickiej, pisze: Jak słusznie marksiści potępili niszczący energię życia, pełen beznadziejności egzystencjalizm, tak i twórczy katolicyzm musi potępić bezproduktywną szarpaninę wewnętrzną. Oczywiście, można uznać, że jest to po prostu pewna koncepcja literatury, wyraz sprzeciwu wobec natłoku tragizmu, rozterek i ponurych myśli w książkach Mauriaca czy Bernanosa. Ale czy nie jest to przypadkiem równoczesna sugestia (w 1951 roku, pamiętajmy!), że katolicy powinni wyzwolić się z rozdrapywania duchowych ran po to, aby móc równym krokiem, raźno maszerować wraz z marksistami ku lepszej przyszłości? Z kolei Zagartowski w swej ciekawej refleksji na temat francuskiego pisarza katolickiego z XIX wieku, Ernesta Hello, pomija zupełnie fakt, że politycznie był on konsekwentnym reakcjonistą, tradycjonalistą i monarchistą. Ogranicza się jedynie do (cierpkiego) stwierdzenia, że Hello, choć wybitny, to jednak pogardliwie traktował wszystkie prawie arcydzieła literatury, w których nie dostrzegał katolickiego widzenia świata. A więc ? przedstawiciel kierunku wstecznego, choć pod wieloma względami wybitny.

Są też na łamach ?Dziś i Jutro? teksty wprost socjalistyczne, ideologiczne, propagandowe. Sam Bolesław Piasecki wystawia rządowi laurkę w siódmą rocznicę ogłoszenia Manifestu PKWN, pisząc m.in.: Naród polski jako całość przez wkład pracy partyjnych i bezpartyjnych, wierzących i niewierzących, staje się narodem socjalistycznym. W tym wielkim historycznym procesie katolicy winni dać świadectwo prawdy swojej ideologii w zakresie stosunku do pracy. W kilku innych wydaniach czytamy artykuły Dominika Horodyńskiego (Z tobą będziemy silniejsi, O pokój i wojnę) oraz Wojciecha Kętrzyńskiego (Świstek papieru?) atakujące ?obóz kapitalistyczny? i ?zachodnich militarystów?, a postulujące walkę o pokój w ramach Światowego i Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju. Warto odnotować także artykuły na temat relacji między władzą a Kościołem, z których wyłania się pokrzepiający obraz wzajemnego zrozumienia i współpracy (Po wizycie prymasa w Belwederze, nr 6/272) ? i to na krótko przed aresztowaniem prymasa Wyszyńskiego. Przypomina się opisana przez Westermanna historia umierającego Gorkiego, dla którego drukowano codziennie specjalny egzemplarz dziennika ?Prawda?, oczyszczony z informacji, które mogłyby zaniepokoić chorego pisarza ? w tym m.in. z informacji o jego ciężkim stanie i rychłej śmierci. Potęga sugestii i dobrej miny do złej gry, chciałoby się rzec.

(...)

Czytany 1958 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.