środa, 28 wrzesień 2011 20:11

Geopolityka polska

Napisane przez

Nie mam zamiaru w niniejszym krótkim szkicu wnikać w szczegółowe kwestie teoretyczne, to znaczy np. czym jest geopolityka jako taka, kim byli jej twórcy i teoretycy itp. Pragnę natomiast skupić się na praktycznej stronie zagadnienia tytułowego, to jest na historycznej prezentacji położenia międzynarodowego Polski od X do XXI wieku. Będzie to zresztą tylko moja skromna, autorska wizja, a nie ?jedynie słuszne? ujęcie? Centralne z geograficznego punktu widzenia położenie Polski w Europie, w samym sercu wielkiej Niziny Środkowoeuropejskiej, implikowało to, że większość ogólnokontynentalnych procesów społecznych i gros konfliktów międzynarodowych zahaczać musiało o nasz kraj. Stawał się też on przez to obiektem rozmaitych zakusów sąsiadów, tak z zachodu (Rzesza, Czechy), jak wschodu (Moskwa ? Rosja), północy (Szwecja w XVII ? XVIII wieku) czy wreszcie południa (Turcja w XVI i XVII, Austria w XVIII ? XIX w.).

 

Ewidentnym truizmem jest stwierdzenie, że Polska ma fatalne położenie geopolityczne. Postarajmy się wszak bardziej szczegółowo rozwinąć owo zagadnienie. Spośród mianowicie wszystkich dużych i średnich (ludnościowo i terytorialnie) krajów Europy jedynie Niemcy mają ? podobnie jak my ? położenie wybitnie śródlądowe i otoczone są ściśle przez inne kraje. Pozostałe państwa są albo wyspami (Wielka Brytania), albo de facto półwyspami (Italia, Hiszpania, Szwecja) bądź też mają bardzo szerokie oparcie o morze lub ocean (Francja, Norwegia, także była Jugosławia). Rosja jest z kolei wielkim krajem euroazjatyckim (trudno tedy porównywalnym z każdym spośród wyżej wymienionych państw), natomiast relatywnie młoda Ukraina ma położenie raczej peryferyjne z punktu widzenia polityki nawet stricte europejskiej...

W przeciwieństwie jednakże do Polski, Niemcy (do zjednoczenia w 1871 roku traktowane tu przeze mnie ?roboczo? jako całość, bez uwzględniania niuansów historycznych) były na przestrzeni dziejów, a przynajmniej od XVIII do XX w. silniejsze militarnie i ekonomicznie od swoich bezpośrednich sąsiadów. Rzesza była też bardzo rozbudowana terytorialnie. Tymczasem Polska od swego powstania w 966 roku, za Mieszka i Bolesława Chrobrego borykać się musiała z silniejszymi lub równorzędnymi siłowo sąsiadami (Ruś, cesarstwo, Czechy), przy bardzo utrudnionym dostępie do Bałtyku. Była przy tym krajem terytorialnie i ludnościowo średnim, a okresowo nawet niewielkim, w każdym razie w średniowieczu mniejszym od Węgier.

Okres rozbicia dzielnicowego (1138-1320) o mało nie skończył się zagładą i totalnym zanikiem państwa polskiego, co było efektem zarówno warcholstwa i niefrasobliwości większości naszych książąt i książątek piastowskich, jak i bezwzględnych zakusów Niemiec, Czech i zakonu krzyżackiego na nasze ziemie. Zjednoczone częściowo w 1320 r. przez króla Władysława Łokietka Królestwo Polskie utraciło nie tylko dostęp do morza, ale cały Śląsk, Mazowsze i część Kujaw. Na szczęście dwaj ostatni Piastowie na tronie, wspomniany Łokietek oraz jego syn Kazimierz Wielki (1333-1370) rozumieli istotę sprawy i uratowali byt i pozycję Polski na arenie międzynarodowej. Pierwszy nie dopuścił do zaciśnięcia się na młodej szyi Polski morderczej pętli czesko-krzyżackiej i rozbił wroga w perzynę w bitwie pod Płowcami, drugi z kolei dzięki sprytnej dyplomacji zapewnił Polsce kilkadziesiąt lat swobodniejszego oddechu i zdobył relatywnie rozległe oraz bogate tereny na południowym wschodzie (Ruś halicka, 1340-66).

Wszystkie te czynniki pozwoliły okrzepnąć Polsce w II połowie XIV wieku jako krajowi poważnemu, średniej wielkości na Starym Kontynencie. Sojusz z Węgrami szachował zmiennych i podstępnych Czechów, natomiast głównym celem strategicznym stała się rozprawa z Krzyżakami i wyrąbanie dostępu do Bałtyku. Wielkim szczęściem dla nas była unia z jagiellońską Litwą, partnerem znacznie słabszym ekonomicznie, ludnościowo i cywilizacyjnie, ale olbrzymim terytorialnie, co dawało szerszą perspektywę, geopolityczny oddech i zaplecze. Decyzja panów krakowskich z 1385 r. o małżeństwie Jadwigi z Jagiełłą była bodaj najpomyślniejszą i najbardziej zbawienną w skutkach w historii Polski, i to na trzy i pół stulecia. Polska w ciągu niewielu lat, de facto od bitwy pod Grunwaldem (1410), a de iure od traktatu toruńskiego (1466), stała się mocarstwem w skali Europy środkowej i wschodniej.

Odzyskaliśmy mianowicie Pomorze Gdańskie i całe Kujawy, stopniowo związaliśmy ze sobą na zawsze Mazowsze. Przede wszystkim jednak wpływy stołecznego Krakowa rozciągnęły się bardzo daleko na północ i wschód Europy. W rezultacie powstał zwarty, ogromny ? w XV wieku największy na kontynencie ? organizm państwowy pod batutą Jagiellonów (1386 ? 1572) rozciągający się od Bałtyku do Morza Czarnego. Naturalnie był to organizm dualistyczny, unia aż do 1569 r. wyłącznie personalna, a konflikty interesów między Wilnem a Krakowem często rozsadzały jego potęgę, acz najważniejsze było to, że sąsiedzi państwa polsko-litewskiego byli relatywnie słabsi. Ruś kijowska weszła bowiem w obręb ?wielkiej Litwy?, natomiast Moskwa długo jeszcze borykała się z najazdami tatarskimi. Złowroga islamska Turcja pozostawała ciągle daleko od granic Polski. Rzesza była rozbita, a Luksemburgowie i Habsburgowie nie byli w stanie nawet uratować samej egzystencji zakonu krzyżackiego.

W tym właśnie kontekście Jagiellonowie (1525), a potem Stefan Batory i Zygmunt III Waza (1618) popełnili największy geopolityczny błąd w naszych dziejach. Nie inkorporowali mianowicie bezpośrednio do Polski całego obszaru dawnego Zakonu ? jak by to uczynił każdy władca Francji, Anglii lub innego jako tako silnego i sprawnego kraju europejskiego ? natomiast zezwolili na terenie tzw. Prus Książęcych (zwanych potem Prusami Wschodnimi, ze stolicą w Królewcu) na utworzenie świeckiego państwa luterańskiego, powiązanego dynastycznie z Hohenzollernami brandenburskimi. Najpierw kolejni elektorzy z Berlina byli jedynie ? za zgodą Polski ? opiekunami prawnymi tamtejszego chorego psychicznie księcia Albrechta Fryderyka von Hohenzollern, po jego zgonie w 1619 r. nastąpiło zaś już faktyczne połączenie Brandenburgii i formalnie podległych Polsce jako lenno Prus?

Była to niebywała krótkowzroczność. Rzeczpospolita stała wprawdzie u szczytu potęgi, Brandenburgia zaś była małym, niewiele jeszcze liczącym się kraikiem nawet w skali samej Rzeszy, aczkolwiek samo nasuwa się tu pytanie: czy nikt z naszych ówczesnych decydentów w Warszawie (nowej stolicy od 1596 r.) nie miał przed sobą zwyczajnej mapy? Odtąd bowiem posiadłości Hohenzollernów otaczały z dwóch stron nie tylko nasze Pomorze, ale częściowo Wielkopolskę. Kolejnym geopolitycznym niebezpieczeństwem była konsolidacja na wschodzie państwa moskiewskiego (Rosji), szczególnie za Iwana IV Groźnego, który wyciągnął swe ręce nie tylko po należące do Rzplitej ziemie białoruskie, lecz i po wybrzeże Bałtyku w Inflantach (obecna Łotwa i Estonia). Na szczęście pod koniec XVI stulecia najpierw Zygmuntowi Augustowi, a potem Batoremu udało się zwalczyć owe zakusy, a nawet zająć część Inflant jako kolejne polskie lenno, a generalnie dać Moskalom po łapach.

Polska była po prostu jeszcze ciągle silniejsza od Rosji, a nawet podjęła próby interwencji na jej terenie (tzw. dymitriady). Rychło pokazało się wszak, że fizycznie, demograficznie i militarnie nie jesteśmy w stanie wchłonąć czy też nawet częściowo podporządkować sobie Moskwy. Prawdziwe problemy Rzeczypospolitej zaczęły się jednak dopiero w przełomowym roku 1648, kiedy to definitywnie i na zawsze straciliśmy pozycję europejskiego mocarstwa, a ościenne kraje rzuciły się na nas jak wygłodniałe sępy. Zaznaczyć przy tym trzeba, że zasadniczą przyczyną owego stanu rzeczy była wewnętrzna słabość i niespójność ustrojowo-społeczna ówczesnej Polski. Problem kozacko-ukraiński narastał już bowiem od lat niemal 40 i nikt tego nie próbował uregulować. W końcu powstanie Bohdana Chmielnickiego zmiotło panowanie polskie z całych niemal Kresów, oddziały zaś buntowników podeszły aż pod Chełm.

(...)

Czytany 2265 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.