czwartek, 29 wrzesień 2011 02:02

Incydent z autostradą A2 – kres marzeń o polsko-chińskim partnerstwie?

Napisane przez

Trzynastego czerwca opinią publiczną wstrząsnęło pewne wydarzenie. GDDKiA odstąpiła od kontraktu z chińską firmą budowlaną COVEC. Celem przedsiębiorstwa z Państwa Środka miało być wybudowanie dwóch odcinków autostrady A2. Powodem wypowiedzenia umowy było zaleganie z płatnościami przez chińskie konsorcjum polskim podwykonawcom. Kontrakt dla przedsiębiorstwa COVEC był perłą w grupie rosnących chińskich inwestycji ostatnich lat. Pojawia się pytanie, czy zerwanie tej umowy gwałtownie wpłynie na stosunki Polski z Chinami?

Ostatnie dwie dekady upłynęły pol­skiej dyplomacji pod kierunkiem zde­cydowanie prozachodnim. W 1999 roku Polska przystąpiła do NATO, a w 2004 stała się członkiem UE. Żołnierze Woj­ska Polskiego uczestniczyli w inwazji oraz okupacji Iraku. Do dziś stacjonu­ją w Afganistanie. Najważniejsze ugrupo­wania polityczne widzą przyszłość Polski opartą albo na wtopieniu się w struktury UE (głównie PO) bądź na sojuszu z USA (głównie PiS). O reszcie świata nasz polityczny establishment zapomniał lub wolał nie pamiętać. Federacja Rosyj­ska z historycznych powodów nie jest wi­dziana w roli atrakcyjnego sojusznika. Co więcej, od pewnego czasu przez część środowisk politycznych postrzegana jest jako wróg.

Problematyką nowych mocarstw nasze elity polityczne praktycznie się nie interesowały. Dotyczyło to w znacznym stopniu Chin – trwające już trzydzieści lat odrodzenie tego państwa zostało u nas niemal niezauważone. Polityka Warszawy wobec Pekinu czasami wręcz charak­teryzuje się krótkowzrocznością, o ile nie ignorancją. Gdy w 2008 roku w Pekinie została rozegrana olimpiada, zabrakło na niej zarówno polskiego prezydenta, jak i premiera. Nasze władze skrytykowały chiński rząd za stłumienie w przededniu igrzysk protestów w Tybecie. Najwy­raźniej najważniejsze ugrupowania polityczne uznały światową dominację Zachodu za pewnik, fukuyamowską zaś tezę o „końcu historii” za prawdę obja­wioną. Wzrostu znaczenia potęg spoza naszego kręgu cywilizacyjnego wolały nie dostrzegać.

Pewną zmianę w postrzeganiu sytu­acji międzynarodowej przez naszą klasę polityczną przyniósł światowy kryzys ekonomiczny. Ucierpiała na nim gospo­darka Stanów Zjednoczonych. Ponadto od kilku lat Waszyngton musi się zmagać z pogarszającą się sytuacją w Afganista­nie. Nie lepiej wygląda sytuacja wielu gospodarek Unii Europejskiej. Groźba bankructwa Grecji oraz finansowe kło­poty Hiszpanii, Portugalii czy Włoch sta­wiają pod znakiem zapytania przyszłość strefy euro. Gospodarka Chin – pomimo pewnych problemów – wydaje się prze­chodzić przez kryzys łagodnie. W bardzo trudnym dla światowej ekonomii roku 2009 PKB Chin urósł o 9,1%, w roku ubiegłym zaś o 10,3 %. Dla porównania gospodarka USA w roku 2009 zanotowała spadek o 2,6%. Wzrost gospodarczy Sta­nów Zjednoczonych w zeszłym roku wy­niósł 2,8%. Rosnąca chińska gospodarka prowadzi niezwykle aktywną ekspansję zagraniczną. Po zawarciu wielu lukratywnych kontraktów na Czarnym Lądzie, przedsiębiorstwa z Państwa Środka coraz odważniej wkraczają na rynki europej­skie. Warto wymienić chociaż niektóre z ekonomicznych posunięć Pekinu na Starym Kontynencie. W ubiegłym roku Zheijang Geely Holding Group kupił szwedzki koncern samochodowy Volvo. Shanghai Automotive Industry Corporation przejęły zakłady Rovera w Long­bridge. China Ocean Shipping Company zbuduje port w Neapolu. Niezwykle waż­ną kwestią jest wykupienie przez Chiny zadłużenia Portugalii, Hiszpanii oraz Grecji. Od kilku lat trwa ścisła współ­praca Białorusi z Chinami. Gospodarcza ekspansja Chin dotarła także do Polski.

Próby zacieśnienia stosunków polsko­-chińskich sięgają jeszcze roku 2006. Wówczas premier Jarosław Kaczyński spotkał się w Helsinkach z szefem rządu Chin Wen Jiabao. Rok później spotkał się z Przewodniczącym Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych Wu Bangguo. Prawdziwe otwarcie w rela­cjach Warszawy i Pekinu przypada na rok 2008. Gdy wciąż jeszcze dało się słyszeć echa pekińskiej olimpiady, a kryzys finansowy stopniowo ogarniał świat, do Państwa Środka udał się wreszcie premier Donald Tusk. Podczas wizyty zadeklaro­wano m.in. zniesienie blokad na sprzedaż polskiej żywności. Trudno dziś jedno­znacznie stwierdzić, jakimi przesłankami kierował się szef rządu, rozpoczynając zaktywizowanie stosunków RP z ChRL. Jest oczywiste, że liczył na zintensy­fikowanie kontaktów ekonomicznych. Niewykluczone także, iż mógł wiązać z polsko-chińską współpracą większe nadzieje. Początki rządów koalicji PO­-PSL to przecież fiasko koncepcji Polski jako „Izraela Europy”. Dowodem na takie plany może być podpisanie 16 XII 2009 polsko-chińskiej umowy wojskowej. Dotyczy ona takich obszarów, jak np. funkcjonowanie sił zbrojnych, eduka­cja wojskowa, szkolenie personelu woj­skowego, medycyna wojskowa, nauka i badania wojskowe, a także ochrona środowiska naturalnego w odniesieniu do zanieczyszczeń wynikających z działal­ności militarnej. Zgodnie z umową współpraca polskich i chińskich sił zbrojnych ma się przejawiać poprzez m.in. spotkania ministrów spraw zagranicznych, szefów sztabów, wymianę doświadczeń na szcze­blu eksperckim, konsultacje polityczno­-wojskowe, udział obserwatorów w ćwi­czeniach wojskowych, udział w misjach pokojowych i humanitarnych. Umowa, niestety, nie przewiduje obrotu uzbrojeniem – UE nałożyła embargo na tego typu działalność z Chinami – oraz jest ograniczona do wymiany informacji o charakterze jawnym.

(...)

 

Czytany 2040 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.