czwartek, 29 wrzesień 2011 02:07

Biurokraci mają się czego bać

Napisane przez

Z reżyserem Ryszardem Bugajskim rozmawia Petar Petrović

Wszystko wskazuje na to, że uda się Panu nakręcić pierwszy film o polskich urzędnikach, o tym, jak fiskus i proku­ratura mogą bezkarnie zniszczyć życie uczciwym przedsiębiorcom.

 

To prawda, dzięki wsparciu sponso­rów, wśród których było wielu anoni­mowych przedsiębiorców, udało nam się zebrać część budżetu i ruszamy ze zdjęcia­mi 22 września. W Układzie zamkniętym zobaczą państwo m.in. Janusza Gajosa i Kazimierza Kaczora. Później nastąpi etap zebrania sił i środków, liczymy na to, że skończymy robić zdjęcia w tym roku. Pro­ducenci chcą mieć gotowy film na przy­szłoroczny festiwal w Gdyni, czyli w maju.

Musi pan jednak przyznać, że to bardzo dziwne, iż taki temat nie został w ciągu ostatnich dwudziestu lat poruszony. W końcu, wydaje się, nie­wielu Polaków ma dobre zdanie o biu­rokracji, o skarbówce, nie wspominając już o sądach.

To prawda, dlatego też scenariusz Mirosława Piepki i Michała Pruskiego, twórców scenariusza Czarnego czwart­ku, od razu mi się spodobał. Uważam, że takie filmy to w polskim kinie rzadkość. Obraz przedstawiać będzie losy zniszczo­nego przez urząd skarbowy i prokuraturę dobrze funkcjonującego przedsiębiorstwa. Dramat ten rozegrał się w 2003 r., kie­dy właściciele pewnej krakowskiej firmy, panowie Lech Jeziorny i Paweł Rey, zostali wsadzeni do więzienia. Ich firmę zlikwidowano, a ich samych potraktowano jak najgorszych przestępców z Pruszko­wa, siedzieli w więzieniu przez siedem miesięcy w czerwonych kombinezonach. Nie odbyło się ani jedno przesłuchanie. Wyglądało na to, że prokuratorzy nie byli zainteresowani tym, by dojść do jakiejś prawdy, wyjaśnić tę sprawę. Po prawie roku wyszli z więzienia i odpowia­dali z wolnej stopy, choć nie było wobec nich żadnego aktu oskarżenia. Toczyło się śledztwo, które zostało po siedmiu latach umorzone. Okazało się, że nie doszło do popełnienia żadnego przestępstwa. Obaj przedsiębiorcy doznali wielkiej krzywdy, ucierpiały też ich rodziny, jedno dziecko przestało mówić, drugiemu poszkodowa­nemu próbowano odebrać prawa rodziciel­skie. Traktowano ich w sposób okrutny, po czym, gdy śledztwo zostało umorzone, skierowali oni sprawę do sądu o odszko­dowanie i wygrali. Po tylu latach cier­pień, walki i zniszczeniu świetnie funk­cjonującego przedsiębiorstwa, dostali... po 10 tysięcy złotych odszkodowania. To jest sprawa, która jeży włosy na głowie.

Niestety, najgorsze jest to, że to tyl­ko jeden z wielu przykładów patologii, która występuje w naszych urzędach. Założę się, że niejeden przedsiębior­ca, widz pana filmu, zobaczy w losach bohaterów także swoje nieprzyjemne doświadczenia.

Ma pan rację, wielu jest przedsiębior­ców, którzy przeszli przez takie piekło. Nie ominęło ono Romana Kluski i jego firmy Optimus, która została zniszczona, a on znalazł się w więzieniu. Wszyscy wie­my, jak wyglądało prowadzenie sprawy Krzysztofa Olewnika. Powstaje pytanie, nad którym nie toczy się w naszym kraju żadna dyskusja, a mianowicie, dlaczego tak się dzieje? Dlaczego państwo, za­miast służyć obywatelom, ich niszczy? Hamuje i ogranicza fantazję, wyobraźnię, przedsiębiorczość ludzi odważnych, któ­rzy nie boją się przeciwieństw losu czy biurokracji. Dlaczego w demokratycznym kraju stosuje się metody z poprzedniej, ko­munistycznej epoki? Wciąż obywatel jest petentem, zawsze jest podejrzany, musi się bez przerwy tłumaczyć przed urzędem. Nie wiem, jak długo te przeżytki poprzed­niego systemu będą trwały, być może do­tąd, dopóki istnieją jeszcze ludzie, którzy zostali wychowani w tamtym systemie. W moim filmie tymi bad guys są właśnie osoby z poprzedniej epoki ? są to posta­cie, które zdobywały swoje wykształce­nie w dawnych czasach, byli członkami PZPR. Niestety, mam wrażenie, że także nowe pokolenie, obecni trzydziestolatko­wie, którzy funkcjonują w administracji państwowej, są prokuratorami, urzędni­kami finansowymi, przejęli od swoich ?duchowych ojców? bardzo wiele idei i wzorców zachowań. W filmie jest postać młodego prokuratora, który pod skrzydłami swojego szefa staje się takim samym draniem, jak on. Stawiamy więc tu pytanie natury filozoficznej: skąd się to zło w człowieku bierze?

Czy ten problem nie jest jednak głębszy, czy nie dotyczy samego mo­mentu narodzin III RP? Tego, w jaki sposób rozliczono się z komunizmem, systemu wartości, jasnego podziału na to, co dobre i na to, co trzeba od­rzucić?


Myślę, że na początku kształtowania się systemu III RP popełniono błędy, które dziś są oczywiste. W tym czasie należałem do grupy ludzi, którzy wiedzieli, że ?gruba kreska? Tadeusza Mazowieckiego to zła droga. Wiedzieliśmy, że ta dawna przeszłość wróci do nas ryko­szetem. Ci ludzie, którzy kiedyś byli ubekami, draniami, oszu­stami, którzy niszczyli kraj, przeszli w III RP do banko­wości, do firm ochroniarskich, zajmują dziś wysokie stanowi­ska, są dyrektorami korporacji, spółek skarbu państwa. Ten kac, który dzisiaj ciągle czujemy, kiedy się nagle okazuje, że jacyś znani ludzie byli donosicielami SB i robili brzydkie rzeczy, jest przyczyną tego wszystkiego. W Niemczech i w Czechach załatwiono te sprawy znacznie mądrzej, rozliczono się ze swoją przeszłością.

(...)

 

Czytany 2159 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.