Tomasz Serwatka

Tomasz Serwatka

piątek, 27 listopad 2015 21:03

Współczesna wędrówka ludów

Palący obecnie wielce dla UE problem imigrantów z północnej Afryki oraz Bliskiego Wschodu ma w swej istocie dość głębokie korzenie historyczne.

Ludy zawsze migrowały, ale obecnie zwiększyła się niepomiernie skala i charakter owych migracji. Rzecz w tym, że nasz obecny świat stał się, z uwagi na Internet, jakby „globalną wioską”. Medialny przepływ informacji powoduje, że ludzie współcześni w Europie znacznie bardziej niż onegdaj, ostro i ze zdwojoną siłą przyjmują tzw. szum informacyjny. Przykładowo w średniowieczu pleniły się także różnego rodzaju klęski elementarne (susze, powodzie, epidemie), ale poza regionalną wspólnotą „nikt tego nie wiedział”. Wszystkim wydawało się że problem dotyczy tylko jego wioski, miasta lub państwa itd.

Obecnie wszędobylskie media epatują nas i wielce absorbują rozmaitymi „problemami”, które w istocie autentycznymi i rzeczywistymi problemami nie są. Tak też jest z imigrantami. Niemcy podnoszą na cały świat ogromny lament i rwetes, że przyjęli 60 lub 70 tys. imigrantów, podczas kiedy – rzec można – „sami tego chcieli”. Pytanie tylko, czy z czysto ekonomicznego wyrachowania (potencjalna tania siła robocza), czy z pobudek bardziej „idealistycznych” (solidarność europejska).

Kiedy rozmawiam o tym z niemieckimi intelektualistami, uwydatniają oni rzekomy „brak polskiej solidarności” z resztą UE, a z nimi przede wszystkim. Pytam jednakże o racjonalność polityczną takiego postawienia sprawy, ponieważ – jak nader słusznie podkreślił Prezydent RP Andrzej Duda 23 VIII w Berlinie – Rzeczpospolita nie jest po prostu w stanie „wchłonąć” ekonomicznie i socjalnie takiej, jak chcą Niemcy, liczby imigrantów…

Trywializując, odwołam się do naszej codzienności. Podczas mojego ostatniego urlopu w RFN (Badenia-Wirtembergia) zauważyłem na ulicach nawet małych miasteczek zachodnioniemieckich dosłownie „przewalające się” po parkach, ulicach i sklepach Lidla rzesze imigrantów z Afryki i Azji. Niewiele robią, nudzą się, piją piwko i coca-colę, przeważnie otrzymują jakiś niewielki „socjal”. Stwarza to pozornie dość groźne wrażenie „zalewu” naszego zachodniego sąsiada przez „obcych” rasowo i kulturowo ludzi. Faktycznie jednak nic wielkiego się nie dzieje. Niemcy jakby udają, że mają problem, ponieważ po prostu ogólna liczba wszystkich imigrantów w całej UE jest zbyt wielka, aby ich „przetrawić”. Poza tym jednak obecność owych imigrantów to przysłowiowa „harmonia pieniędzy” dla samych Niemców, Francuzów itd. Wykupują oni przecież ze sklepów Lidl czy Aldi towary (przecież jakieś pieniądze ze sobą przywożą, biedacy to nie są). Dlatego przy niemieckim „socjalu” (relatywnie dla nich niewielkie pieniądze) uzyskują jednocześnie tanią siłę roboczą i rynek zbytu…

Pewnego rodzaju przewrotność argumentacji Angeli Merkel i pastora Gaucka polega na tym, że zarzucają oni nam zbyt małą solidarność, podczas gdy my tu, w Polsce także mamy „swoich” – i Ukraińców, i Rosjan. W związku z tym po prostu fizycznie i ekonomicznie nie jesteśmy w stanie sprostać zadaniu, postawionemu nam niejako przez Berlin… Rzecz w tym bowiem, że Polska miałaby przyjąć tę nadwyżkę, KTÓREJ NIE POTRZEBUJĄ Niemcy. Dlaczego kraje znacznie od Polski bogatsze, jak Francja czy Wielka Brytania lub Włochy, nie mają przyjąć też proporcjonalnie do swego bogactwa większej ilości imigrantów z Azji czy Afryki? Należy tu tedy zachować należyte proporcje. Zważmy, że dla Niemców, których dochód narodowy siedmiokrotnie przewyższa dochód narodowy Polski, nie jest to znowu, realistycznie rzecz ujmując, problem. „Nasi” Ukraińcy pracują np. jako budowlańcy, generując nasz dochód narodowy i PKB, ale jak się zdaje wypełnili już zapotrzebowanie naszego „rynku wewnętrznego”. Tej pracy, której nie wykonują nasi emigranci w Anglii i RFN, wykonują imigranci ze Wschodu.

(...)

niedziela, 02 wrzesień 2012 12:32

Wojciech Korfanty (1873-1939)

Dwudziestego trzeciego sierpnia 1939 roku, a więc dosłownie na kilka dni przed wybuchem II wojny światowej, odbyła się w Katowicach niecodzienna ceremonia, bo uroczysty i tłumny pogrzeb Wojciecha Korfantego (1873-1939), rodowitego Ślązaka, gorącego patrioty, lidera polskiej Chadecji i czołowego polityka antysanacyjnego, właściwego sprawcy przyłączenia Górnego Śląska do Macierzy w latach 1920-1922.

piątek, 06 lipiec 2012 23:52

Paweł Jasienica (1909-1970)

Był ? obok Artura Śliwińskiego (1877-1953) oraz Stanisława Cata-Mackiewicza (1896-1966) ? jednym z naszych największych historyków-eseistów i popularyzatorów historii w XX wieku. Otarł się też, podobnie jak oni, o politykę polską, choć nie tak ?wielką?, bo premierem nie został, ani emigracyjnym, ani tym bardziej krajowym, nawet jednotygodniowym? Ale dzierżył przez dwa pokolenia ?rząd dusz? ludzi zainteresowanych w mniejszym lub wi?kszym stopniu naszymi narodowymi dziejami.ększym stopniu naszymi narodowymi dziejami.

wtorek, 29 maj 2012 22:15

Mieczysław F. Rakowski (1926-2008)

Gdy idzie o czołowych w PRL-u polityków komunistycznych, to dr Mieczysław Franciszek Rakowski jest w moich oczach postacią bodaj najciekawszą intelektualnie. Człowiek gruntownie wykształcony (doktorat z historii i politologii), bystry analityk i płodny pisarz, poliglota obyty nie tylko w Europie, lecz i w całym świecie, nie potrafił mimo wszystko wyzbyć się w ciągu całego swego bogatego życia myślenia jakby schematycznego i dogmatycznego lewicowo.

wtorek, 29 maj 2012 21:46

Mądre rady starego Zakonnika

Dominikanin, ojciec Joachim Badeni (1912-2010) pochodził z Krakowa, a był po II wojnie światowej długoletnim duszpasterzem akademickim, najpierw w Poznaniu (1957-1974), Wrocławiu (1975-1976) i wreszcie w samym Krakowie (1977-1988). Był też autorem kilkunastu bardzo poczytnych, popularyzatorskich książek z zakresu głównie teologii oraz filozofii. Należał przeto do najsławniejszych przedstawicieli swego zakonu w Polsce na przestrzeni minionego stulecia. Dziedzic sławnego i wielkiego arystokratycznego rodu, w zasadzie cokolwiek kosmopolitycznego, albowiem miał Joachim rodzinne korzenie galicyjsko-austriacko-szwedzkie. Po ojcu był wnukiem premiera Austrii i namiestnika Galicji ? Kazimierza hrabiego Badeniego (1846-1908), poprzez zaś matkę Szwedkę był też skoligacony z Habsburgami (gałąź tego rodu z Żywca; jego przyrodnim rodzeństwem byli arcyksiążę Franciszek Stefan i księżniczka Maria Teresa). Niemal od dziecka Joachim kształcił się w najbardziej prestiżowych uczelniach Europy, m.in. w brytyjskim Oxfordzie, na salonach zaś Wiednia, Paryża, Brukseli czy Londynu czuł się jak ryba w wodzie.

Czwartego maja 1980 r. w szpitalu w słoweńskiej Lublanie zmarł konstytucyjny ?dożywotni prezydent? Socjalistycznej Federacyjnej Republiki Jugosławii, Josip Broz, pseud. Tito. Chorwat z pochodzenia, ateista i komunista z przekonania.

środa, 28 marzec 2012 10:06

Zamek Czocha

Podczas moich ubiegłorocznych wojaży wakacyjnych zahaczyłem też o zamek Czocha. Aż dziw bierze, że jako długoletni zawodowy historyk i do tego wrocławianin uczyniłem to tak późno! Owo legendarne i często odwiedzane przez masy turystów nie tylko ze Śląska i zachodniej Polski zamczysko jest modelowym świadectwem dziedzictwa kulturowego Dolnego Śląska, tej ziemi wielu kultur i cywilizacji.

Postać Artura Śliwińskiego nie jest w dobie obecnej szerzej znana. We wszędobylskim medialnym natłoku giną sukcesywnie postaci rozmaitych ciekawych ludzi wielce onegdaj zasłużonych dla kultury i polityki polskiej. Takim był m.in. tytułowy bohater recenzowanej książki, bardzo znany miłośnikom i pasjonatom dziejów ojczystych na przełomie XIX i XX stulecia, autor takich już dziś klasycznych (acz bynajmniej nie wznawianych) dzieł: Mickiewicz jako polityk, Maurycy Mochnacki, Powstanie listopadowe, Jan Sobieski, Jan Karol Chodkiewicz czy wreszcie Jan Zamojski kanclerz i hetman wielki koronny. Drugą płaszczyzną pracy Śliwińskiego była polityka czynna. W okresie 1908-1926 należał do najbliższych współpracowników Józefa Piłsudskiego.

poniedziałek, 27 luty 2012 21:49

Ze Lwowa do Wrocławia. Profesor Wincenty Styś

W jednym z numerów ?Opcji na Prawo? w 2010 roku zaprezentowałem sylwetkę prof. Kamila Stefki, który przeszedł swą naukową i życiową drogę ze Lwowa do Wrocławia. Tym razem pora na kolejny ?lwowsko-wrocławski? biogram powojennego pioniera, twórcy wrocławskiej szkoły ekonomicznej.

sobota, 28 styczeń 2012 22:22

Edward hrabia Raczyński (1891-1993)

Nestor naszej ?drugiej Wielkiej Emigracji? polityczno-intelektualnej, tej powojennej, skupionej głównie w Wielkiej Brytanii, choć nad Tamizą pojawił się na stałe już w roku 1934, miał to szczęście, że dożył czasów III Rzeczypospolitej.

startPoprzedni artykuł12345678910Następny artykułkoniec
Strona 1 z 10

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.