poniedziałek, 31 październik 2011 22:36

Bić się czy nie bić

Napisane przez

Spór o nasz stosunek do powstań ma jakby podwójny wymiar. Po pierwsze, dotyczy on generalnie celowości ich podejmowania. Wymiar zaś drugi to sprawa kultu, jakim rzekomo darzymy powstania przegrane, który spychać ma nas permanentnie w dziejowy fatalizm i psychicznie rozbrajać.

 

Pozostawmy na razie na boku kwestię pierwszą i spróbujmy rozpatrzyć drugą. Nie powinniśmy jakoby upamiętniać i kultywować tradycji powstań przegranych, a pamiętać, co najwyżej, o zwycięskich. Czym różni się powstanie przegrane od powstania wygranego? Oczywiście końcowym rezultatem. Kierować się mielibyśmy zatem czynnikiem pragmatycznym, stawiając jedynie na działania skuteczne, zwieńczone powodzeniem. Prowadzi to jednak natychmiast do absurdu: o ile nie ma problemu z powstaniem wielkopolskim, pojawia się on jednak w przypadku powstań śląskich. Pierwsze i drugie było przegrane, zwycięskie było dopiero trzecie. Przyjęte założenie kazałoby nam zatem odrzucić i potępić dwa pierwsze, za godne naszej uwagi uznając jedynie to ostatnie. A przecież we wszystkich trzech założenia, formy i cele były te same. I walczyli w nich ci sami ludzie.

Celem każdego z polskich powstań było zwycięstwo w postaci ocalenia lub przywrócenia niepodległości na obszarze całego kraju lub jego części. Przywódcy i uczestnicy żadnej insurekcji nie zakładali z góry własnej klęski (dopiero to byłoby idiotyzmem), ale też z góry nie znali wyniku walki i trudno czynić im z tego zarzut. Każde ludzkie działanie może być nieskuteczne. Trzeba też mieć świadomość, że bez powstań zakończonych porażką nie byłoby i tych zwycięskich. W naszych dziejach większość zrywów powstańczych była przegrana, czy jednak dlatego mielibyśmy odrzucić wdzięczną pamięć o ich uczestnikach, którzy walczyli o Polskę, o ich oddaniu, patriotyzmie, niejednokrotnie heroizmie? Moim zdaniem byłaby to zdrada wobec nich i opowiedzenie się po stronie kanalii w rodzaju Michaiła Murawiewa-wieszatiela, które tuczyły się polską krwią.

Polacy przegrywali czasem przez brak umiejętności, słabość planowania, niedostatek sił czy błędne rozpoznanie rzeczywistości, przede wszystkim jednak decydowały czynniki zewnętrzne. Przeciwnik okazywał się silniejszy. Przypisywany nam kult przegranych powstań dotyczy w istocie nie kolejnych klęsk, a owego „niezmożonego ducha”, który raz po raz szarpał kajdany i podrywał Polaków do walki o wolność. Jest on również wyrazem naszego przywiązania do patriotycznej tradycji – nie do klęsk, a do niezgody na zniewolenie!

Zarzut budowania kultu wokół klęsk wytaczany jest nader często przez zdecydowanych przeciwników powstań w ogóle. W świetle powyższego jest on wszakże miałki intelektualnie. Dumni winniśmy być z działań skutecznych, ale i z udziału w przedsięwzięciach potencjalnie skutecznych, które los skazał jednak na porażkę. Amerykańskie Południe, na przykład, nadal otacza kultem swą przegraną walkę w wojnie secesyjnej.

(...)

Czytany 2164 razy

Najnowsze od Jan Ewaryst

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.