wtorek, 01 listopad 2011 00:18

Duszenie Pietrzaka A.D. 1836, czyli u źródeł polskich tradycji demokratycznych

Napisane przez

Wolnością ludzi zawładnie ten, kto zapanuje nad ich sumieniem.

Fiodor Dostojewski

Kiedy za młodu jednym tchem czytałem ?Biesy? ? fascynującą wiwisekcję ?postępowej? jaczejki i ?tolerancyjnego? salonu ? zdawało mi się wówczas, że czytam o rzeczach przerażających, ale wszak bezpiecznie odległych. Sądziłem bowiem, że koszmar i ohyda założycielskiego mordu, jakiego z poduszczenia diabolicznego przywódcy (Wierchowieńskiego) dokonują opętani przezeń spiskowcy na Bogu ducha winnym koledze (Szatowie), to rzecz, która wprawdzie zdarzyć się mogła tam, na Wschodzie (wiedziałem wszak, że genialny Dostojewski pisał rzecz na poły z autopsji) ? ale żadną miarą nie mogłaby się zdarzyć nam, poczciwym Polakom.

 

Sądziłem ? nazwijmy rzecz po imieniu ? że takie pogrążanie się w rewolucyjnym koszmarze, to wyłączna specjalność ?przyjaciół- Moskali?. Że to tylko patologia biednej, skołatanej ?duszy rosyjskiej? zainfekowanej komunizmem prowadzić może do podobnych wynaturzeń. Patrzyłem zatem na zbrodnię założycielską rewolucyjnego ?kółka? studentów w XIX-wiecznej Rosji z odrazą ? ale z dystansu, jaki dawał nie tylko czas, ale i moja mniemana wyższość cywilizacyjna. Do głowy mi bowiem nie przychodziło, że ?nasi? ? polscy spiskowcy, powstańcy, zesłańcy, emigranci ? mogliby mieć cokolwiek wspólnego z ?naprawiaczmi świata? spod ciemnej gwiazdy w rodzaju Wierchowieńskiego czy Stawrogina. Przekonany, że w zasadzie cała potworność rewolucji XX wieku jest ?made in Russia? ? nie zdawałem sobie sprawy, jak znaczny i jak oryginalny jest tu wkład Polaków, których czytanki i podręczniki stręczyły mi jako ?narodowej sprawy męczenników?.

Zbiera mi się na takie wspomnienie własnej naiwności (widać nie dość wcześnie odrobiłem lekcję naczelnych naszych antysowieckich rusofili, braci Mackiewiczów), kiedy po latach odkrywam, jak dalece romantyczna legenda przesłaniała fakty ? jak dalece rzeczywistośc historyczna odbiega od dziecinnych wyobrażeń powziętych z lektur wieszczów. Zresztą i dziś większości rasowych polskich inteligentów, od dziecka szczerze zaangażowanych w psychomachie Konradów i Kordianów, trudno jakoś przyjąć do wiadomości, że stanowczo nazbyt wielu bohaterów polskiej irredenty przecierało drogę Trockiemu i Leninowi. A oto drastyczna ilustracja takiej tezy.

?Półgłówki Maćków bałamucą?

Rzecz dzieje się przed 175 laty na południu Anglii, w Portsmouth, gdzie znalazła przytulisko część powstańców po-listopadowych ? w większości tzw. czwartaków, tj. weteranów sławnego 4 pułku piechoty liniowej, którzy tak dzielnie stawali pod Olszynką Grochowską (patrz: batalistyczne płótno Wojciecha Kossaka), a po upadku powstania doznali poniewierki i nierzadko okrutnych prześladowań od Prusaków. Rząd brytyjski przyznał im skromne zasiłki i skoszarował ich w budynku dawnego szpitala dla zakaźnie chorych (nie z dobrego serca, jak mniemam, ale z myślą o przyszłej ich przydatności w grach imperialnych na kontynencie, tj. do ewentualnego uprzykrzania życia innym imperatorom ? do ewentualnego ?podpalania Europy?, wg późniejszej terminologii lorda Churchilla ? ale to już całkiem inna historia, należąca, jak się zdaje do głębszej genezy powstania styczniowego...).

Tymczasem nasi weterani ? ponad dwie setki chłopa, wegetujący w uciążliwej tymczasowości, niczym jacyś uchodźcy palestyńscy ? stają się obiektem intensywnych zabiegów ze strony działaczy politycznych, którzy przybywają do Portsmouth całymi stadami, by walczyć o ?rząd dusz?. Przy czym wiodącą rolę grają członkowie-założyciele Towarzystwa Demokratycznego Polskiego, które nie bez racji uznaje się za pierwszą polską nowoczesną partię polityczną. Ponieważ na Wielkiej Emigracji znalazło się nieproporcjonalnie wielu chętnych ?wodzów? w stosunku do liczby zwykłych ?Indian?? stąd takie jak w Portsmouth zgromadzenie ?prostego ludu? stanowiło gratkę nie lada. Pisze Jerzy Jedlicki w swych anachronicznie apologetycznych ?Dziejach inteligencji polskiej? [Warszawa 2008]: O prawo oświecania umysłów żołnierzy z Portsmouth ubiegały się wszystkie stronnictwa emigracji. Bez wielkiego trudu współzawodnictwo to wygrali radykałowie z [Tadeuszem] Krępowieckim, [Stanisławem] Worcellem, Sewerynem Dziewickim na czele. [...] Uczyli biednych żołnierzy czytać, pisać, rachować, obradować, pojmować zasady socjalizmu i głosowaniem rozstrzygać zawiłe kwestie własności. Rozstrzygać, rzecz jasna, na niekorzyść własności prywatnej: Uświęcone wielowiekowym rabunkiem i mordem prawo własności sprzeciwia się prawu do życia wypływającemu wprost z samej natury. Zabija ono prawo do życia, więc musimy je obalić zniszczyć ? głosiło pismo sygnowane w maju 1835 roku przez 123 członków Sekcji Portsmouth skierowane do Ogółu Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. ? Uznając równe prawo wszystkich do życia, już przez to samo odrzucamy monstrualne prawo własności prywatnej ? itd., itp.

Wieści o efektach tej pracy prop-agitacyjnej docierają m.in. do nestora Wielkiej Emigracji, Juliana Ursyna Niemcewicza, który tak rzecz kwituje w swoim pamiętniku: W Portsmouth półgłówki nasze [tak J.U.N. określa liderów TDP] biednych Maćków, żołnierzy naszych, tak nielitościwie bałamucą. Zauważmy, że niektórzy z owych ?półgłówków? po dziś dzień figurują na kartach podręczników i encyklopedii jako ?ojcowie polskiej demokracji? ? a same nazwy Towarzystwa Demokratycznego i prześcigających się w radykalizmie Gromad Ludu Polskiego przywoływane są z niezmienną atencją (i za Piłsudskiego, i za Bieruta ? i za PRL, i za III RP).

(...)

Czytany 2982 razy
Więcej w tej kategorii: « Od Redakcji Naród i rewolucja »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.