×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
wtorek, 01 listopad 2011 00:49

Od Redakcji

Napisane przez

Ostatnia kampania wyborcza i ogłoszenie wyników głosowania odbyły się wyjątkowo bez emocji. Tak jakby każdy z góry wiedział, jaki będzie wynik, jak gdyby wszyscy albo większość kandydatów wcześniej uzgodnili swoje miejsca w szeregu i odgrywali dość niemrawo swoje tradycyjne przepychanki. Trudno zresztą im się dziwić ? z małymi wyjątkami okupują scenę polityczną od dwudziestu lat z górą, zmieniając co najwyżej szyldy partyjne i hasła programowe, którymi zresztą chyba już nikt ? ani oni, ani ich wyborcy ? się nie przejmuje. Wszystko było tak, jak zawsze, nawet Janusz Korwin-Mikke tradycyjnie odgrażał się wirtualnymi kilkunastoma procentami i ? również tradycyjnie ? otrzymał coś w okolicach jednego procenta. Członkowie PiS przyjęli swoją porażkę z głębokim zrozumieniem, jak gdyby zdając sobie sprawę, że dotarli do granicy swoich możliwości, a rojenia o ?Budapeszcie w Warszawie? są i pozostaną tylko urojeniami. PO skonsumowało zwycięstwo bez entuzjazmu, jako coś oczywistego, również zdając sobie chyba sprawę, że wyżej już też nie podskoczy. Dwie lewice ? SLD i Ruch Palikota ? podeszły do wyników nieco energiczniej, pierwsza szykując jakieś czystki, druga zaś perorując coś o radykalnych krokach, ale ich role i tak zostaną napisane przez innych. Natomiast PSL, które mogłoby uchodzić w podręcznikach politologii za doskonały przykład partii postpolitcznej i kompletnie bezideowej, w milczeniu rachuje ewentualne zyski, jakie ewentualnie może będzie mieć z kolejnych lat ssania państwowych kroplówek. Krótko mówiąc ? nihil novi. Dzień po wyborach słońce wstało jak zwykle na wschodzie i zaszło na zachodzie, ludzie popędzili do pracy, dziatwa do szkół, młodzi na uczelnie a komentatorzy do piór i mikrofonów. Dług narodowy będzie rósł, podatki będą podnoszone, złotówka będzie tracić, nowa nomenklatura bogacić się, rządowe media trąbić o propagandzie sukcesu, a media opozycyjne o rychłej klęsce. Znamy to dobrze ? od co najmniej czterech lat.

Interesujące jest natomiast co innego. Otóż frekwencja wyborcza wyniosła w tym roku 48,92 proc., co oznacza, że powoli, ale stale spada ona i w tej chwili ponad połowa uprawnionych do głosowania obywateli uchyla się od tego wątpliwego zaszczytu. Jakie są ich motywacje? Z pewnością rozmaite: obojętność, lenistwo, bunt, zniechęcenie i tak dalej. Tak czy owak wiąże się to z przekonaniem, że nie istnieje jakiś istotny związek między udziałem w głosowaniu a codziennym życiem. Może być to przekonanie fałszywe, ale jeśli weźmiemy pod uwagę ostatnie dwie dekady, to okazuje się, że mimo zmiany rządów i prezydentów w Polsce realizowany był dość spójny program, rozpoczęty tzw. reformami Wilczka i planem Balcerowicza, którego jednym z istotnych celów pośrednich było podpisanie tzw. traktatu reformującego w 2009 roku, który uczynił nasz kraj jedną z prowincji europejskiego molocha. W tym czasie, mimo niemal pełnej prywatyzacji majątku narodowego, nasz kraj został zadłużony na niewyobrażalną dotąd kwotę, przy której pożyczki zaciągane przez Gierka wyglądają na przejaw ascezy. A ponieważ w tym procesie asystowali w zasadzie wszyscy aktorzy obecnej sceny politycznej, z małymi wyjątkami zgadzając się ze strategią, choć różniąc się co do taktyki, można się zupełnie zasadnie zastanawiać, czy jakakolwiek wynikła z wyborów polityczna zmiana jest czymś więcej niż zmianą dekoracji w sztuce, która i tak grana będzie do końca. Być może to objaw kryzysu demokracji, ale być może to sama demokracja jest źródłem tego kryzysu.

Czytany 2190 razy

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.