Grzegorz Braun

Grzegorz Braun


Notice: Undefined property: JObject::$description in /home/opcjanaprawo/domains/opcjanaprawo.pl/public_html/components/com_k2/templates/default/user.php on line 59
wtorek, 03 luty 2015 00:00

Przegląd judeorealistyczny (2)

Jesienna inauguracja

Muzeum Historii Żydów Polskich w Warszawie zaiste otworzyła całkiem nowy etap i pokazała nową jakość w stosunkach polsko-żydowskich. Mądrością tego nowego etapu będzie przede wszystkim dalsza obróbka tubylczej ludności w duchu pedagogiki winy z bezdyskusyjnie już „polskim” (nie niemieckim) Jedwabnem i „polskim” pogromem kieleckim (nie antypolską sowiecką prowokacją) – z jednoczesnym braniem pod włos przez odwoływanie się do wspólnoty przeżyć dziejowych w epoce Rzeczypospolitej „wielu narodów” i przywoływanie epizodów mniemanej „patriotycznej wspólnoty” Polaków i Żydów w okresie zaborów (z dyżurnym Berkiem Joselewiczem pod Kockiem i klimatami à la „koncert Jankiela”).

czwartek, 06 listopad 2014 00:00

Przegląd judeorealistyczny

O czym mówić i pisać niebezpiecznie, o tym polski inteligent na wszelki wypadek stara się w ogóle nie myśleć. A ponieważ nikt nie chce uchodzić za konformistę, więc do żałosnych okoliczności dorabia się poprawiające samoocenę teorie. Na czele z taką np., że problematyka polsko-żydowska żadnych zasadniczych problemów nie nastręcza – poza, ma się rozumieć, „problemem polskiego antysemityzmu”.

poniedziałek, 11 sierpień 2014 10:44

Idziemy na wojnę?

Kiedy na początku 2012 roku trzy polskie F-16 poleciały na pustynię Negew, by uczestniczyć tam we wspólnych manewrach z lotnikami Państwa Położonego w Palestynie – co było oczywiście militarnie marginalne, ale propagandowo znaczące – wówczas jeden Krzysztof Wyszkowski przytomnie pytał na łamach „GaPoli”: czy my idziemy na wojnę i jeśli tak, to może przynajmniej mogłaby się odbyć nad tym jakaś debata parlamentarna? Wówczas odpowiedzią była głucha cisza – po „naszej” stronie publikację Wyszkowskiego uznano tu i ówdzie wręcz za nietakt; a niczym niezrażony miesięcznik „Nowe Państwo” ukazał się tamtego lata z okładką przedstawiającą prezydenta Ahmadineżada w mundurze SS-mana z dramatycznym tytułem: „Czy Iran podpali świat?” Absurd tej nadto parcianej retoryki ewidentny był już wtedy – a czas tylko uwydatnił iście goebbelsowski zapał w odwracaniu kota ogonem. Dwa lata później – w kontekście sytuacyjnym, pozornie diametralnie różnym, ale co do istotnych zagrożeń dla nas faktycznie niezmienionym (może na gorsze) – wypada powtórzyć to samo pytanie: czy my wybieramy się właśnie na wojnę?

Skoro polska inteligencja jest w większości przekonana, że pieniądze same biorą się z mitycznego „budżetu” – i że się jej zwyczajnie należą – nie dziwota zatem, że najczęściej nie myśli ona w ogóle o stosunkach międzynarodowych w kategoriach dobrych lub złych interesów.

Tezę o nieistnieniu suwerennego państwa polskiego uprzejmie proszę uważać za udowodnioną. Jeśli Sz. Czytelnik ma jeszcze jakieś złudzenia – niech nie czyta dalej, nie sięgnąwszy do bodaj paru ostatnich numerów „Opcji” (której zresztą wszystkie, a zwłaszcza ostatnie roczniki dostarczają obfitego materiału dowodowego w tej sprawie). Kto procesu staczania się Polski w niebyt państwowy dotąd nie zauważył – kogo nie wybudził ze snu nawet zamach smoleński 2010 roku – temu nie zdadzą się zapewne szczególnie alarmujące nawet najoczywistsze akty abdykacji władz i służb, których nowe przykłady (wołające o Trybunał Stanu, a może nawet sądy doraźne) przynosi każdy tydzień. Oto np. Sejm przyjął ostatecznie ustawę zezwalającą funkcjonariuszom obcych służb na działanie w Polsce (włącznie z użyciem broni palnej). Oto prezydent jednego z miast górnośląskich zwrócił się do ambasadora Rosji z prośbą o przyzwolenie na zmianę położenia jednego z postsowieckich pomników „wdzięczności” (z pominięciem MSZ). Oto parlament Izraela zbiera się na obrady w Krakowie (sic!).

poniedziałek, 21 październik 2013 23:30

Scenariusze na nadchodzący sezon (część 2)

Pisanie scenariuszy w gatunku „political science fiction”, podobnie jak przepowiadanie pogody czy wróżenie z fusów obarczone jest nie tyle ryzykiem, ile wprost gwarancją błędu – po prostu żadne prognozy długoterminowe nigdy nie sprawdzają się w stu procentach. Zawsze więc znajdzie się okazja do drwiny z niewczesnego proroka, który stara się wybiegać refleksją socjopolityczną dalej niż, powiedzmy, do przyszłego wtorku – ponieważ niechybnie już we środę łatwo da się go złapać za niejedno słowo, które nie stało się ciałem.

Odpowiedź na pytanie Sz. Redakcji – „Co po Unii Europejskiej?” – nie wymaga specjalnych zdolności profetycznych, najwyraźniej bowiem j u ż j e s t p o U E – w każdym razie takiej, jaką mogła się wydawać przed kilkunastu laty, kiedy najlepsze tradycje Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej (swoboda obrotu gospodarczego) zdawały się jeszcze żywe, a punkt ciężkości całego projektu zdawał się leżeć po prostu w Schengen (swoboda przekraczania granic).

czwartek, 29 grudzień 2011 19:52

Dość matactw!

Oświadczenie Grzegorza Brauna w budynku wrocławskiego sądu po zakończeniu umorzeniem jego procesu

12 kwietnia 2008 r. zostałem poturbowany przez policjantów („Opcja” nr 5/77). Moja skarga została odrzucona przez komendanta tutejszej policji i sąd, a na wokandę weszło oskarżenie przeciwko mnie „bezstronnych świadków”, wrocławskich policjantów, przygotowane przez wrocławską prokuraturę. Zostałem osądzony, trwało to blisko trzy lata – proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, co samo w sobie było skandaliczne.

Wolnością ludzi zawładnie ten, kto zapanuje nad ich sumieniem.

Fiodor Dostojewski

Kiedy za młodu jednym tchem czytałem „Biesy” – fascynującą wiwisekcję „postępowej” jaczejki i „tolerancyjnego” salonu – zdawało mi się wówczas, że czytam o rzeczach przerażających, ale wszak bezpiecznie odległych. Sądziłem bowiem, że koszmar i ohyda założycielskiego mordu, jakiego z poduszczenia diabolicznego przywódcy (Wierchowieńskiego) dokonują opętani przezeń spiskowcy na Bogu ducha winnym koledze (Szatowie), to rzecz, która wprawdzie zdarzyć się mogła tam, na Wschodzie (wiedziałem wszak, że genialny Dostojewski pisał rzecz na poły z autopsji) – ale żadną miarą nie mogłaby się zdarzyć nam, poczciwym Polakom.

środa, 03 listopad 2010 11:38

Przyznaję się

Szanowny Panie Redaktorze,

Choć tymczasem zaszło tak wiele spraw znacznie donioślejszej natury – że aż lękam się, co nas jeszcze czeka, nim skończy się ów rok 2010... – pozwalam sobie jednak wrócić do sprawy małej, partykularnej i w szczegółach trywialnej, której zechciał Pan kiedyś poświęcić miejsce na łamach swego znakomitego periodyku. Sądzę bowiem, że ciążący na mnie od niedawna wyrok sądowy, choć nieprawomocny jeszcze, może nastręczać Panu wątpliwości, czy przypadkiem dwa i pół roku temu, publikując mój tekst sporządzony na użytek adwokata („Szanowny Panie Mecenasie...”, OPCJA Nr 5/2008) nie wystąpił Pan aby w złej sprawie?

startPoprzedni artykuł12Następny artykułkoniec
Strona 1 z 2

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.