środa, 30 listopad 2011 00:34

W cieniu Araratu. Część pierwsza: opowieść o Armenii

Napisane przez

Potocznie mówi się, że ?polska gościnność? to coś szczególnego, osobliwego dla nas, Polaków, czego nie ma nigdzie indziej w Europie. Jednak po ostatniej podróży do Gruzji i Armenii muszę stwierdzić, że są od nas narody znacznie bardziej gościnne.

 

Pojęcie ?gościnności? czy ?otwartości? ludzi to klucz do poznania i zrozumienia ludów Kaukazu. Bez tego Kaukaz byłby piękny, lecz wymownie smutny, a czasem i straszny. Na jego terytorium mieszkało kiedyś ok. 70 narodowości, każda z nich dumna i odważna, zazdrośnie pilnująca swoich granic. Ta nieustępliwość była często przyczyną wzajemnie skrywanych urazów doprowadzających nierzadko do wojen, z których korzystali najczęściej obcy. Tak powstało odium niebezpiecznego i groźnego regionu, gdzieś na krańcach Europy i Azji, którego nie warto poznać, bo może skończyć się utratą życia. Pomni tych stereotypów udaliśmy się w grupie trzech osób samolotem tanich łotewskich linii lotniczych Air Baltica z Gdańska do Tbilisi via Ryga, by zweryfikować ogólnie panujący pogląd, że na Kaukazie nic się nie zmieni. Wszakże niedawno, bo w roku 2008 skończył się jeden z wielu w tym regionie konfliktów: wojna rosyjsko-gruzińska, po której Gruzja praktycznie straciła kontrolę nad swoimi prowincjami, Abchazją i Osetią Południową.

Już po wyjściu z samolotu na lotnisku w Tbilisi w nocy uderzyły w nas gorące masy powietrza zapowiadające duszne i bardzo gorące dni. Dzień rzeczywiście był gorący, podobnie jak ludzie, którzy od samego początku chętnie pomagali nam na każdym kroku. Droga z lotniska do centrum miasta tzw. marszrutką okazała się także nie lada wyzwaniem. Proszę sobie wyobrazić jazdę małym zatłoczonym niemiłosiernie busem, w którym nikt jednak nie narzeka, stojąc czy leżąc przez niemal pół godziny jazdy. Po dotarciu do centrum miasta udaliśmy się na dworzec autobusowego, gdyż naszym celem była najpierw Armenia, a konkretnie jej stolica ? Erywań.

Pierwsze skojarzenia z tym krajem to święta góra ? Ararat, koniak, Chaczaturian, Okudżawa, Aznavour, jak również duża diaspora ormiańska, żyjąca w części także w Polsce. Dawniej Ormianie mieli swoje kolonie oraz miasta w Polsce południowo-wschodniej, przeważnie we Lwowie, Stanisławowie, Buczaczu czy Kutach, obecnie w Krakowie i Warszawie. Ormiańskie korzenie mają: ksiądz Issakowicz-Zalewski, Robert Makłowicz oraz nieżyjący już Jerzy Janicki, Juliusz Słowacki, Zbigniew Herbert czy Ignacy Łukasiewicz.

Krajobrazy

Armenia zajmuje północno-wschodnią część Wyżyny Armeńskiej. Około 90% kraju leży na wysokości ponad 1000 m n.p.m., największym wzniesieniem jest wygasły wulkan Aragac (4090 m n.p.m.). Jest to obszar aktywny sejsmicznie, ostatnie silne wstrząsy wystąpiły w 1988 i 1993 r. W rowie tektonicznym na wysokości 1900 m n.p.m. znajduje się największe na Kaukazie jezioro Sewan (powierzchnia 1240 km kwadratowych, głębokość do 83 metrów). W południowo-zachodniej części kraju rozciąga się śródgórska kotlina Araracka, osiągająca wysokość 850-1000 m n.p.m. Najdłuższa rzeka Armenii, Araks w swym środkowym biegu wyznacza granicę z Turcją i Iranem. Kraj bez dostępu do morza. Na równinach i przedwzgórzach Armenii panuje klimat podzwrotnikowy suchy o cechach kontynentalnych, z krótkimi, mroźnymi zimami i gorącymi latami. Średnia temperatura stycznia wynosi -3 °C, a lipca 24-26 °C. Roczna suma opadów waha się od 200 do 500 mm. Na wyżej położonych obszarach panuje klimat umiarkowany, a na wysokości ponad 2000 m n.p.m. ? chłodny górski. Średnia roczna suma opadów przekracza tu 800 mm. Państwo liczy ok. 3 mln. mieszkańców, z tego drugie tyle żyje na emigracji. Po odzyskaniu niepodległości w 1991 r. obejmuje mniej więcej terytorium jednego naszego województwa.

Jednak, by dostać się do Armenii trzeba na granicy wykupić wizę turystyczną. Już samo przebycie granicy gruzińsko-ormiańskiej stanowi pewną atrakcję turystyczną. Najpierw należy przejechać pierwszą strefę, której wjazd przypomina nieco przejazd przez bramę na teren naszych ogródków działkowych. Jeśli trafi się na szczyt komunikacyjny, to należy liczyć się z tym, że równocześnie będą chciały przejechać tam samochody aż z trzech kolejek. Wówczas kto pierwszy, ten, lepszy, kierowca, który da większą łapówkę pogranicznikowi albo jest mocniejszy w gębie, jako pierwszy stawi się na właściwej odprawie paszportowo-celnej. Po dotarciu do niej zderzymy się z biurokracją ormiańską, a po wymianie pieniędzy w kantorze ze zdziwieniem stwierdzimy, że dostaliśmy mnóstwo pieniędzy, tak duża jest inflacja dramy. Dopiero kiedy pogranicznik ormiański, którego mundur do złudzenia przypomina uniform żołnierza radzieckiego, łaskawie odda nam paszport, po kilku godzinach odprawy wjedziemy wreszcie do kraju Arama, od którego wzięła się nazwa tego kraju.

Kraj jest bardziej górzysty od Gruzji, a drogi są gorsze od gruzińskich, wsie i miasta mniej zadbane. Przemysłu też jakby nieco mniej niż w Gruzji. Wygląda to jak wielka masa upadłościowa. Ormiańska stolica, Erywań nie jest miastem powalającym wyglądem. Przypomina skrzyżowanie miasta wschodu z zachodem. W centrum znajduje się Plac Wolności, przy którym zlokalizowane są główne urzędy publiczne oraz gmach Muzeum Historii Armenii. Pośrodku możemy podziwiać płytki basen z tańczącą fontanną. To tutaj wieczorami gromadzą się mieszkańcy miasta, i nie tylko, by podziwiać wieczorny spektakl ?światło-dźwięk?. Jeszcze kilka ulic, przy których znajdują się sklepy zachodnich firm. Trochę kamienic secesyjnych z czasów carskich, u podnóża których zlokalizowane są ogródki piwne, zatłoczone autobusy i brudne metro ? i właściwie to wszystko. No, można dodać jeszcze, że nad miastem góruje statua Matki Armenii, która mieczem w wyciągniętej dłoni wskazuje Ararat i okupowane przez Turków dawne terytorium Wielkiej Armenii. Pozostała część miasta to przeważnie blokowiska typu postradzieckiego oraz prymitywnie zabudowane przedmieścia. Na jednym z nich mieliśmy swoją kwaterę. Ubogi pokoik w mieszkaniu miejscowego taksówkarza Gregorija, który zaczepił nas po wyjściu z marszrutki na tamtejszym dworcu. Pokój, chociaż siermiężny, dawał skutecznie cień i wytchnienie od upału. Na zewnątrz pięknie pnąca się winorośl przykrywała wszechobecny brud i kurz. Woda była w kranach jedynie w określonych godzinach. Zwyczaj niesprzątania po sobie śmieci i wyrzucania wszystkiego na ulicę kontrastuje z wyglądem wnętrz prywatnych mieszkań.

Oficjalnie według statystyk w Armenii jest 97,89% Ormian; 1,26% Jazydów; 0,46% Rosjan; 0,11% Asyryjczyków. 95% obywateli deklaruje przynależność do Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego (ogólnie chrześcijanie stanowią 99% społeczeństwa, w tym członkowie innych Kościołów ormiańskich).

Będąc wieczorem na ulicznym spektaklu tańczącej fontanny w centrum miasta, gdzie zgromadziło się mnóstwo ludzi na placu, na którym nie było miejsc siedzących, postanowiliśmy usiąść na ziemi. Przechodzący obok nas ludzie patrzyli na nas ze zdziwieniem i wszyscy wokoło stali karnie. W pewnym momencie nadszedł patrol milicyjny i kazał nam wstać. Na pytanie dlaczego nie dostaliśmy odpowiedzi. Później zastanawialiśmy się, jakie były powody. Doszliśmy do wniosku, że to pozostałość po minionej epoce, kiedy obywatel radziecki był pod ciągłą kontrolą władz, zwłaszcza na imprezach masowych. Osoba zachowująca się nonkonformistycznie to potencjalny wróg ludu. Mimo prawie 20 lat mentalność sowiecka nadal tkwi w społeczeństwach wschodu.

Zaczynamy zwiedzać

Dzięki uprzejmości naszego gospodarza udało nam się zwiedzić chyba najciekawsze miejsca tego kraju. Naszą podróż zaczęliśmy od monastyru Khor Virap, przepięknie położonego na tle Araratu. To święte miejsce, w którym pościł i dokonał swojego żywota pierwszy męczennik i święty Armenii ? Grzegorz Oświeciciel. Pośrodku dziedzińca klasztornego znajduje się mała kaplica z kilkumetrowym szybem, do którego dostarczano mu pożywienie i picie. To tam według tradycji pogański król Tirydates III więził świętego. Został za to ukarany szaleństwem. Dopiero po wielu latach nawrócił się i odpokutował swoją winę. A święty podobno wymodlił jego uzdrowienie. Trudno to zweryfikować, w każdym razie to Armenia pierwsza w historii przyjęła chrześcijaństwo jako religię państwową, a było to w roku 301 n.e, czyli ok. 10 lat wcześniej niż imperium rzymskie. Samego zaś św. Grzegorza mianowano katolikosem, zwierzchnikiem Kościoła ormiańskiego.

Monastyr znajduje się na tle świętej góry Ararat, będącej nie tylko symbolem biblijnym. To na nim miała się osiąść słynna Arka Noego po wielkim potopie. Lecz góra jest także symbolem upokorzenia narodu ormiańskiego przez Turków. Szczyt znajdujący się obecnie na terenie Turcji liczy sobie 5137 m. Jest ośnieżonym wygasłym wulkanem i razem z Małym Araratem (3896) tworzą masyw górski o powierzchni prawie 1000 kilometrów kwadratowych, widoczny przy dobrej pogodzie z prawie 200 km. Nazwa Ararat pochodząca od imienia Ary, boga śmierci i odrodzenia. Dawni mieszkańcy twierdzili, że wiosną góra odradza się, a zimą obumiera. Ten, kto chociaż raz ją widział, na pewno będzie chciał ją jeszcze raz zobaczyć. Zwłaszcza że jego otoczenie jest nizinne, a u jego podnóża płynie graniczna rzeka Araks, oddzielająca Armenię od Iranu i Turcji. Wprawne oko dostrzeże z łatwością bazy wojskowe sił ormiańsko-rosyjskich po jednej stronie oraz natowskich (turecko-amerykańskich) po drugiej stronie.

Góra jest niewątpliwie symbolem współczesnego podziału dawnych ziem ormiańskich. Rozciągały się one kiedyś od Anatolii, Cylicji (obecnie Turcja) aż na tereny północnego Iranu czy Azerbejdżanu (Nagorny-Karabach). Warto w tym miejscu wspomnieć, że jeszcze po pokoju w San Stefano w 1878 r. oraz z 10 VIII 1920 Sevres należał on nieformalnie do Armenii. Jednakże po kontrofensywie tureckiej i załamaniu frontu rosyjsko-tureckiego ostatecznie alianci okroili ponownie Armenię z jej terytorium w ten sposób, że po pokoju lozańskim z 24 VII 1923 r. Ararat pozostał po stronie tureckiej.

(...)

Czytany 1764 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.