środa, 30 listopad 2011 01:30

Panele słoneczne i australijski ZUS

Napisane przez

Producenci prądu ustawowo nie mogą się zajmować jego sprzedażą detaliczną. W południowych stanach Australii powstały firmy zajmujące się tym i konkurujące ze sobą. Kupują od elektrowni i sprzedają odbiorcom.

 

Firmy te są też zobowiązane do pozyskiwania pewnej części, ok. 20%, ze źródeł odnawialnych. W praktyce pochodzi ona z paneli słonecznych, w większości wypadków umieszczonych na dachach domów. Firmy mają obowiązek odkupywania wygenerowanej w ten sposób elektryczności, w dodatku muszą za nią płacić właścicielom paneli według stawek ustalonych przez rządowy urząd regulacji cen. Od 2004 roku w stanie Wiktoria dochodziły one nawet do 60 centów za kilowat. Niedawno liberalny rząd stanu obniżył tę stawkę do 25 centów. Nawet ta nowa standardowa stawka nie będzie w przyszłości dotyczyć nowo zainstalowanych paneli, których moc (dla pojedynczego właściciela) wynosi mniej niż 5 kW, a tych oczywiście jest zdecydowana większość. Teraz trzeba będzie składać podanie o przyznanie stawki 25 centów, która jest i tak przejściowa, na pięć następnych lat. W takiej wysokości jest ona prawie najwyższa wśród uchwalonych przez parlamenty stanowe Australii.

Oczywiście, wysoka cena za tak produkowaną elektryczność (normalnie sprzedawana klientom po ok. 20-24 centów za kilowat) wpływa na finanse detalistów, którzy starają się przerzucić koszty na odbiorców.

Ponadto są problemy o charakterze technicznym. Linie przesyłowe zostały zaprojektowane dla przepływu prądu do odbiorców, podczas gdy baterie słoneczne odwracają ten kierunek. Szczególnie w rejonach miejskich o wysokiej koncentracji domostw z zainstalowanymi panelami na dachach istnieje niebezpieczeństwo znacznego wzrostu napięcia w sieci, a w konsekwencji uszkodzeń lub wyłączeń sieci, jak również awarii urządzeń domowych, szczególnie komputerów i odbiorników telewizyjnych. Zaradzić tym problemom może wprowadzenie baterii, które będą się ładować nadwyżkami energii i odciążać sieci, ale póki co, to kosztowne przedsięwzięcia.

Od strony finansów, skoro w południowo-wschodniej części stanu Queensland w ciągu trzech miesięcy zainstalowano ponad 22 tysiące baterii słonecznych, to koszty subsydiów rosną tak, że rządy muszą się wycofywać ze swoich ekologicznych inicjatyw z braku pieniędzy.

Z trudną do ukrycia ironią, czy też sarkazmem, słuchacz radia MTR przedstawił to mniej więcej tak: żyję we wspaniałym kraju, powodzi mi się finansowo i stać mnie na baterie słoneczne, do których dokłada społeczeństwo, w tym również ci, których na nie nie stać. Rząd zmusza firmy do płacenia mi za wygenerowany prąd po stawkach wyższych niż na rynku, obniżając mi rachunki.

(...)

Czytany 1881 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.