środa, 30 listopad 2011 03:14

Wojna o duszę świata

Napisane przez

Dramatyczne sytuacje niekiedy czynią z ludzi bohaterów. Tymczasem akceptowanie reguł marksizmu kulturowego zawsze i każdego człowieka przemieni w ludzką wesz. Dlatego ujawnianie kostropatej twarzy etycznego bolszewizmu człowiek rozumny winien traktować w kategoriach bitwy o duszę świata. O ludzkie sumienia. O elementarną przyzwoitość.

 

Jak Europa długa, szeroka i okrągła, z odbiorników telewizyjnych powszechnie rozlega się pospolite bębnienie, a w najlepszym razie mało konstruktywna ględźba polityków czy mainstreamowych dziennikarzy ? pospołu wycinających efektowne hołubce intelektualne. Innymi słowy, słyszymy muzykę bądź słowa, nie strzały.

A przecież dookoła nas toczy się wojna. Wojna o nas. O to, kim byliśmy, kim jesteśmy i kim się staniemy. Jak będziemy postępować, czego będziemy pragnąć, a nawet o to, o czym, kiedy i jak będziemy myśleć. Wojna o treść naszych słów i kształt naszych myśli. O naszą tożsamość i perspektywy.

Degrengolada moralna

Przypomnieć w powyższym kontekście, że cywilizacja białego człowieka (symbolicznie, symbolicznie) przechodzi kryzys, to odwołać się do eufemizmu. W istocie rzeczywistość dziczeje nam nie tylko w coraz większym stopniu, ale i z coraz większą, można powiedzieć, ekspresją. Nie jest żadną tajemnicą, że ludzie powszechnie głupieją, nasza współczesność zaś nieodwołalnie pogrąża się w bagnie tak zwanego postępu oraz tak zwanej nowoczesności (tę nadto banalną obserwację ktoś spostrzegawczy ujął przed laty finezyjnym aforyzmem, mówiącym, że skoro Pan Bóg stworzył świat z niczego, to nie dziwota, że w końcu to nic musi wyleźć na wierzch).

Na naszych oczach świat przewraca się do góry nogami, na potęgę doceniając to, co złe, brzydkie i niepoważne. A zaludnia ów świat banda pitekantropów, niepotrafiących dokonać podstawowej analizy ? ani dotyczącej siebie, ani otoczenia. Nie wspominając o analizie relacji między jednym a drugim.

To ludzie charakteryzujący się intelektualną mizerią. Tacy, którzy bezpowrotnie zatracili umiejętność formułowania pytań, więc zadowalają ich cudze odpowiedzi. To pokolenie zbudowane z telewizji. Żulia, dla której Bóg nie istnieje, bo nigdy nie widzieli Go na ekranie. Dla której archetypem, w miejsce szeroko pojętej szlachetności, stał się poklask (personalizując: uroda Lary Croft, marynarka Tomasza Lisa czy trzewiki Moniki Olejnik). Tacy ludzie kształtują swoje światopoglądy w oparciu o obsesje podrzucane im przez publikatory, zatem to owe obsesje determinują ich tożsamość.

Etyczna anomia plus moralna degrengolada ? to efekt podstawowy. Zaś clou nieszczęścia polega na tym, że większość tych antropologicznych dysfunkcji dostrzec można jedynie z poziomu zewnętrznego obserwatora.

Takim ?obserwatorem zewnętrznym?, choć mocno osadzonym w rzeczywistości, był na przykład Jan Paweł II. Postępująca na świecie sekularyzacja niepokoiła Go równie mocno co dechrystanizacja Europy, kryzys rodziny, zapaść demograficzna, utożsamianie aborcji, eutanazji oraz związków jednopłciowych z normą czy wreszcie upadek tradycyjnych wartości, skutkujący obłędem moralnego relatywizmu.

Czym jest polityczna poprawność

Owe symptomy przemian, pożerających cywilizację niczym gangrena, nie biorą się znikąd. Wbrew rozpowszechnionemu przekonaniu, nie są bezosobowymi procesami. Przeciwnie, mają swe źródła w świadomie opracowanych koncepcjach i skutecznie wdrażanych strategiach. Strategiach, w których głównym orężem modelowania świata i ludzkiej kultury jest polityczna poprawność. To dzięki jej praktycznemu zastosowaniu możliwe stało się korodowanie filarów tożsamościowych cywilizacji euroatlantyckiej.

Polityczna poprawność to kulturowy marksizm. To marksizm przełożony z realiów ekonomicznych na realia kulturowe ? orzeka William S. Lind, amerykański publicysta, w eseju zatytułowanym ?The Origins of Political Correctness? (?Jak powstała polityczna poprawność?).

Lind (tłumaczenie Tadeusz Korzeniewski): Oba, marksizm ekonomiczny i kulturowy, używają metody analitycznej, która daje im odpowiedzi, jakich chcą. W przypadku klasycznego marksizmu tą metodą analityczną jest marksistowska ekonomia. W wypadku kulturowego marksizmu jest nią dekonstrukcjonizm. Dekonstrukcjonizm zasadniczo bierze jakikolwiek tekst, usuwa z niego całe znaczenie i wprowadza na to miejsce znaczenie pożądane. Tak więc otrzymujemy, na przykład, że cały Szekspir jest o opresji kobiet, czy że Biblia jest w istocie o rasie i płci. Wszystkie te teksty służą udowadnianiu, że ?cała historia jest historią, jaka grupa miała władzę nad jakimi innymi grupami?. Zatem podobieństwa są ewidentne między klasycznym marksizmem, z jakim zapoznaliśmy się w przypadku Związku Sowieckiego, i kulturowym marksizmem, jaki widzimy dzisiaj w postaci poprawności politycznej.

Dalej Lind powiada tak: Kiedy porównamy główne tezy politycznej poprawności z klasycznym marksizmem, analogie są oczywiste. I kontynuuje: Totalitarna natura politycznej poprawności nigdzie nie jest tak oczywista, jak na kampusach wyższych uczelni, z których wiele w tej chwili stało się pokrytymi bluszczem małymi Północnymi Koreami. Student czy profesor, który odważył się gdziekolwiek przekroczyć linię wytyczoną przez feministkę czy aktywistę praw gejów, czy miejscową grupę czarnych czy Latynosów, czy którąkolwiek z innych wyświęconych na ?poszkodowane? grup, wokół których obraca się ta sprawa politycznej poprawności, szybko znajdzie się w kolizji z prawem. W małym lokalnym systemie prawnym uczelni przedstawione są im formalne zarzuty i wymierzona kara, w procesach nierzadko przypominających sądy kapturowe. Tutaj próbujemy spojrzeć w przyszłość, jaką polityczna poprawność szykuje całemu narodowi.

(...)

Czytany 3330 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.