środa, 30 listopad 2011 03:16

Oddajcie nam swoją wolność, ale już!

Napisane przez

Znam wiele osób, którym kręci się łezka w oku, gdy słyszą piosenkę Johna Lennona Imagine. Ja do nich nie należę. Uważam ją za przerażającą, gdyż rozbieram jej treść na części pierwsze, nie uciekając od kontekstów oraz marzeń w niej zawartych. I wizji. Strasznej, naśladującej dążenia największych ideologów i zbrodniarzy. Świat bez religii, pamięci, życie dniem dzisiejszym, bez naturalnych wspólnot, bez własności, nieba i piekła, czyli bez rozróżniania dobra i zła, bez spraw, za które warto ginąć.

 

Jest to wizja zwycięstwa ideologii nad zdrowym rozsądkiem, ostateczny sukces totalitaryzmu na skalę światową. Globalna urawniłowka. Jak ostrej szpicruty trzeba by było użyć, żeby wprowadzić tę wizję w życie? Wielu próbowało: Hitler, Stalin, Mao. Gdybym spał, to obudziłbym się z krzykiem. I to wszystko zawiera się w jednym, niewinnym przeboju muzyki pop – spyta ktoś ze zdziwieniem. Nie wszystko – odpowiadam – ale jest to doskonale uchwycona esencja pragnień propagatorów poprawności politycznej, które, mam nadzieję, nigdy nie zostaną zrealizowane.

Szczęście za wolność

Gdzie szukać źródeł tej groźnej ideologii, która spętała zachodnią cywilizację? Zapewne większość z nas umieściła by je gdzieś w okolicach Oświecenia. Myślimy o kształtowaniu się myśli totalitarnej – instynktownie przywołujemy Rousseau i francuskich utopistów. Ale, tutaj ważne zastrzeżenie, chociaż jej rzecznicy będą się zarzekać, że jest ona oparta na nauce, Rozumie, suchych faktach, to niewiele będzie to miało wspólnego z rzeczywistością. Jest ona bowiem negatywnie nastawiona do wiedzy, doświadczenia i głęboko antyracjonalna. Blisko jej do gnozy – tej odwiecznej pewności, że świat można oczyścić ze wszelkiego zła i stworzyć na nowo, piękny, wypełniony dobrymi, kochającymi się ludźmi. Wystarczy tylko chcieć. I podporządkować się woli tych, którzy już wiedzą, jak zadbać o nasze dobro. Rousseau oddał państwu nieograniczoną władzę nad jednostką, w imię jej wolności i wizji powszechnego szczęścia. Ogromu zbrodni, który nastąpił poprzez próbę realizacji tak określonych relacji, nie można zakwalifikować do kategorii nadużyć, wypaczeń dobrej idei. One były jej rdzeniem, elementem sprawczym przekonania, że w ten sposób uda się „uczłowieczyć człowieka”.

Benjamin Constant w Zasadach polityki mających zastosowanie do wszystkich rządów zwracał uwagę na niebezpieczeństwo tyranii, która potrafi posługiwać się procesami demokratycznymi dla własnych celów i uzyskuje je nie poprzez ucisk, tylko przez zmuszenie ludzi do przyznania, że są wolni i że z powodu swojej wolności akceptują, ba, z całej duszy popierają jej działania. W ten sposób myśl Rousseau została przetrawiona przez pokolenie’68, a jego reprezentanci urzeczywistniają ją poprzez kulturę wysoką i niską, instytucje państwowe i ponadpaństwowe. Allan Bloom w Zamkniętym umyśle zauważył, że to właśnie niemiecki nihilizm z przełomu XIX i XX wieku wpłynął na rozwój amerykańskiej kontrkultury. Nie można też zapomnieć o tym, że wiele zawdzięcza ona także przemyśleniom włoskiego komunisty Antonio Gramsciego z lat 20. XX wieku. Warto w tym kontekście przywołać rok 1923, gdy grupa niemieckich marksistów założyła Instytut Badań Społecznych, lepiej znany pod nazwą Szkoły Frankfurckiej. Ich działalność wywarła wielki wpływ na amerykańskie uczelnie. „Teoria krytyczna”, późniejsza „dekonstrukcja”, pomieszanie Marksa z Freudem, duże wpływy obu totalitaryzmów – to w tym środowisku wytworzył się charakterystyczny język „poprawności politycznej”. Dzieci-kwiaty wciągnęły jego opary, a dziś zaczadzają nimi innych. Wspierają ich w tym posmoderniści, często byli marksiści, których „filozofia” dostarcza środowiskom nowej i starej lewicy argumentów i pomaga w popkulturowy sposób opisywać świat i zawiłości życia.

Działalność tę ułatwia im fakt, że sprawują dziś niepodzielną władzę nad polityczno-kulturowo-rozrywkowo-naukowymi salonami. „Miękki” totalitaryzm, tak podobny do swojego „twardego”, sowieckiego odpowiednika, na razie trwa i, co gorsza, wciąż znajduje się na etapie rozwoju. Nie widać też możliwości przerwania tego szalonego biegu ku samozatraceniu, chociaż już coraz wyraźniej widać, że jego celem jest bezdenna przepaść, oznaczająca upadek naszej cywilizacji. A kruki i sępy już się zbierają. Skoro jednak motorem napędowym salonowych idei jest dziecinny iealizm, który nie zadaje pytań, nie bada faktów, nie zastanawia się nad konsekwencjami, tylko głośno, z fanatycznym przekonaniem wykrzykuje prostackie hasła, to nie ma się co dziwić, że daleko na takim paliwie nie ujedziemy. Podstawowym problem jest brak zrozumienia natury ludzkiej i patrzenie na społeczeństwo, na ludzkość, jako na całość, a nie jako na indywidualne istoty połączone wzajemnymi relacjami i wspólnie wyznawanymi wartościami. Stąd chęć zabawy w inżynierię społeczną, w stworzenie „Nowego, Lepszego Człowieka”, który będzie żył w „Nowym, Lepszym Świecie”. Aby do tego doprowadzić, należy „przekonać go”, że ograniczenie jego wolności powodowane jest troską o zapewnienie mu „Najlepszego ze Światów”. Sam przecież nie jest sobie w stanie poradzić.

Stare, sprawdzone bolszewickie metody

Przecież już to słyszeliśmy, prawda? Komunizm upadł w Europie, niby odrzucono tę ideologię, ale... tak nie do końca się z niej rozliczono. W porównaniu do hitleryzmu możemy śmiało powiedzieć, że czerwonym się upiekło. Brak uderzenia się w piersi intelektualistów, popierających ten system i ideologię w czasach istnienia ZSRS, był, mimo wszystko, czymś naturalnym. Tak jak naturalny dla człowieka jest strach przed byciem rozliczonym, także stanięcie w prawdzie przed samym sobą jest dla wielu ponad ich siły. Lewica europejska musiałaby dokonać przewrotu kopernikańskiego, by odrzucić całe dziedzictwo komunizmu. Nie dokonała tego i pomimo upadku muru berlińskiego nadal nawiązuje do komunistycznego, marksistowskiego dziedzictwa, nowomowy, centralizacji i próbuje przejmować kontrolę nad kolejnymi obszarami życia społeczeństw.

Nie ma się więc co dziwić, że Władymir Bukowski w wywiadzie zatytułowanym Łagodne wydanie ZSRS mówi o Unii Europejskiej, jako UE-SSR. Jego zdaniem ideologia, którą tworzą współczesne elity unijne, jest bliska takim ludziom jak Lenin czy Hitler, którzy byli socjalistami. Oni wszyscy, socjaliści, marzyli zawsze o rozpuszczeniu państw narodowych. Dziś słowo krytyczne wobec kierunku zmian, w jakim podąża Unia, uznawane jest za oznakę paranoi bezobiawowej, podobnie jak sprzeciwianie się nowym, skrajnie socjalistycznym pomysłom Baracka Obamy. Brak jakiejkolwiek poważnej dyskusji nad kierunkiem, w jakim podąża Unia i, szerzej, zachodnia cywilizacja, spowodowany jest zlaniem się polityki w jedno z ideologią i oderwaniem się tej hybrydy od rzeczywistości. W tym samym czasie doszło do wzmocnienia państwowego interwencjonizmu, który obsługuje coraz większa liczba biurokratów. Postęp, nowoczesność, europejskość – mowa trawa – nic więcej, tylko ignorancja i pogarda dla faktów, nauki i przede wszystkim człowieka.

Współczesne demokracje zachodniej cywilizacji, spętane poprawnością polityczną, mają zadziwiająco wiele cech wspólnych z systemami totalitarnymi. Łączy je dążenie do kontrolowania przez państwo wszystkich sfer życia obywateli, odgórne narzucanie poglądów, sposobu życia i wartości, tworzenie praw, które podważają naturalne wspólnoty i działają przeciwko oddolnej inicjatywie i przedsiębiorczości. Agnieszka Kołakowska pisze w książce Wojny kultur i inne wojny, że obywateli traktuje się jak dzieci, odmawia się im możliwości samodzielnego kształtowania życia i odpowiadania za swoje czyny. Państwo, zarządzane przez „oświecone umysły”, narzuca im, jak mają żyć, myśleć i do czego powinni dążyć. Stąd manipulowanie językiem i fałszowanie historii. A wszystko to w służbie ideologii.

(...)

Czytany 2974 razy
Więcej w tej kategorii: « Od Redakcji Wojna o duszę świata »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.