wtorek, 01 marzec 2011 02:57

Euro przeciw Europejczykom

Napisane przez

Wprowadzenie  euro 1 stycznia 1999 roku było wielkim wydarzeniem. Przed wprowadzeniem nowej waluty naukowcy, politycy i opłaceni specjaliści od PR starali się przedstawić ją Europejczykom jako pakt stabilizacyjny i wielką przyszłościową szansę Europy. Sam tylko niemiecki rząd federalny przeznaczył 80 milionów marek na kampanię reklamową euro.

 

Euro ? broń przeciwko państwom narodowym

Najważniejszym celem kampanii promocyjnej było rozwianie wielu całkiem usprawiedliwionych wątpliwości wobec nowej waluty. Początkowa słabość euro w pierwszym roku obowiązywania nie była czymś zaskakującym, jeśli uwzględnić kreatywną księgowość wielu krajów, oraz fakt, że aby sprostać wymaganiom kryteriów z Maastricht, państwa te musiały podjąć wszelkie możliwe działania dla ratowania swoich bilansów ekonomicznych.

W kolejnych latach nowa waluta zwiększyła swoją wiarygodność. Co jednak się stanie, kiedy pewnego dnia członkami unii walutowej zostaną kraje Wschodniej Europy? Wiarygodność euro ogromnie by wzrosła, gdyby Europejski Bank Centralny (EBC) kupował złoto i stworzył możliwość powiązania wspólnej waluty z żółtym kruszcem. Jeśli EBC nie podejmie takiej decyzji, przyszłość wartości europejskiego pieniądza fiducjarnego nie wygląda obiecująco. W artykule zatytułowanym Euro, kto się boi Mr. Duisenberga? dr Bruno Bandulet, wydawca niemieckiego biuletynu ?Gold & Money Intelligence?, napisał: Od chwili narodzin 1 stycznia 1999 roku euro jako wirtualna waluta nadal jest bezpaństwowym sztucznym papierowym pieniądzem pozbawionym rzeczywistego politycznego autorytetu, który by go wspierał. Unia Europejska nie jest optymalnym obszarem walutowym. Nie można uprawiać jednorodnej polityki monetarnej, służącej jednocześnie interesom Niemiec, Hiszpanii i Irlandii. Europejski Bank Centralny to instytucja multikulturowa, która nadal musi kształtować własną tożsamość.

Odkąd w 2002 roku na rynkach dewizowych zaznaczył się kolejny trend spadku wartości dolara, euro uległo wzmocnieniu. Trzeba jednak dobrze zrozumieć na czym polega nowa siła wspólnej waluty ? jej podstawą jest słaby dolar.

W artykule opublikowanym w ?Zeit-Fragen? z 28 października 2002 roku Reinhard Koradi opisuje pakt stabilizacyjny euro jako rodzaj strategicznej rozgrywki: W przypadku unii walutowej nie szło zatem o wojnę lub pokój, lecz o określone interesy ponadnarodowych koncernów? Nie chodziło również o starania rządów zmierzające ku zapewnieniu stabilności, lecz o zakrojony na szeroką skalę fortel, mający odwrócić uwagę zaniepokojonych obywateli i obywatelek. W tych dniach przewodniczący Komisji, Prodi, z bezprzykładnym cynizmem potwierdził nieuczciwe zamiary twórców euro, stwierdzając, że kryteria stabilizacyjne są ?głupie?... Jeśli powiążemy niepoważne podstawowe badania nad unią walutową z aktualnymi zadłużeniami państw członkowskich i ze sprzeciwem Prodiego wobec paktu stabilizacyjnego, pojawia się podejrzenie, że wprowadzenie euro miało tylko jeden cel: wstrząśnięcie podstawami państwa narodowego! Wraz z forsowanym rozszerzeniem UE na wschód strategia rozbicia nabierze znacznego przyspieszenia. Krajom tym brakuje bowiem ? mimo bolesnych dla ich mieszkańców reform ? solidnych podstaw do stworzenia stabilnego porządku walutowego. Skorzystają na tym internacjonaliści, zwolennicy globalnej gospodarki i wielki kapitał... Unia Europejska jest przeciwko człowiekowi... Jest to twór transnarodowych koncernów, który nie ma niczego wspólnego z pokojowym łączeniem europejskich narodów... Należy tylko życzyć sobie, żeby narody Europy znalazły sposób i siłę, aby uwolnić się z unijnych więzów. Dotyczy to zarówno krajów członkowskich jak i kandydatów oraz Szwajcarii, która nie jest członkiem Unii Europejskiej. Europeizacja i globalizacja nie są dziełami natury. To wytwory człowieka. Dlatego można je kształtować, realizując politykę i gospodarkę ukierunkowane na powszechne dobro ludzkości.

Dużo małych Argentyn?

W liście czytelnika do ?Neue Züricher Zeitung? z 4 marca 2003 Jan Vicha z Monachium odpowiadając na pytanie ?Jakiej Unii potrzebujemy?? napisał, że UE byłaby sama w sobie kuszącą ideą, gdyby nie leżał u jej podstaw pomysł stworzenia przeciwieństwa Ameryki. Należy dążyć do zrealizowania pragmatycznej koncepcji de Gaulle?a, który pragnął swobodnej Europy Ojczyzn, gdzie każdy kraj i każdy naród zachowują swoją suwerenność, wolność i godność.

Tak czy inaczej, gdy podróżujemy dziś po Europie, wszystko wydaje się proste. Przemieszczając się między państwami nie trzeba ciągle wymieniać pieniędzy, chyba że udajemy się do Szwajcarii lub Anglii. Kiedy jednak przyjrzymy się dzisiejszemu rozwojowi gospodarki w poszczególnych krajach, a zwłaszcza w Niemczech, widzimy, że o euro nie powiedziano jeszcze wszystkiego. W gruncie rzeczy tak różne gospodarki, jak na przykład niemiecka i portugalska lub grecka nie powinny praktycznie z dnia na dzień otrzymać identycznej waluty. Kryzysy ekonomiczne i bankowe często powstawały z powodu sprzecznych z logiką wolnego rynku, samobójczych kursów wymiany nakładanych na jeden lub kilka krajów. Jednoznacznie unaocznia to przykład Argentyny, która powiązała swoją walutę z przeszacowanym dolarem. W związku z tym spekulowanie, że wprowadzenie w Europie tego sztucznego systemu walutowego może zaowocować powstaniem kilku nowych Argentyn, nie jest wcale pozbawione sensu.

(...)

Czytany 2090 razy

Najnowsze od Ferdinand Lips

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.