wtorek, 01 marzec 2011 03:15

Długi niszczą strefę Euro

Napisał

Unijni przywódcy robią wszystko, by strefa euro przetrwała. Za wszelką cenę chcą ją ratować, bo jak powiedziała Angela Merkel, kanclerz Niemiec, jeśli upadnie euro, upadnie cała koncepcja unijnej integracji. Z kolei Nicolas Sarkozy, prezydent Francji, stwierdził, że ?upadek euro byłby kataklizmem?, oraz że Francja i Niemcy nigdy na to nie pozwolą.

 

Dlatego właśnie proponuje się różne środki zaradcze i reformatorskie, by ratować to, co jeszcze zostało. Ministrowie finansów państw członkowskich Eurokołchozu, ku akceptacji najwyższych władz Komisji Europejskiej, zwiększyli unijny fundusz stabilizacyjny z 250 mld euro do 500 mld euro. W 2013 roku Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, który będzie stałym funduszem pomocowym, ma zastąpić dotychczasowe porozumienia o przyznawaniu pomocy finansowej unijnym krajom, którym grozi bankructwo. Co ciekawe, zwiększenie funduszu dla ratowania krajów strefy euro skrytykował Wolfgang Schäuble, minister finansów Niemiec, twierdząc, że doprowadzi to jedynie do zawirowań rynkowych. Co więcej, Christine Lagarde, francuska minister finansów, zauważyła, że finansowa pomoc dla krajów, które dotknął kryzys finansowy, jest niezgodna z traktatem lizbońskim.

Ale to nie wszystko. By ratować niewydolne gospodarki i braki w publicznej kasie, Euroland próbuje bardziej ujednolicać swoje prawodawstwo, niż to się dzieje w ramach Unii Europejskiej. Państwa strefy euro zdecydowały o podniesieniu wieku emerytalnego do 67 lat, jednakowo dla kobiet i mężczyzn. W planach jest także ujednolicenie polityki fiskalnej i harmonizacja podatkowa, o co szczególnie zabiegają Niemcy i Francja, gdzie obciążenia podatkowe są stosunkowo największe, a przez to ich gospodarki najmniej konkurencyjne. Oba kraje żądają od innych, jak na przykład Irlandii, gdzie podatek od dochodów osób prawnych wynosi 12,5 proc., by radykalnie podniosły obciążenia fiskalne. Prof. Niall Ferguson z Uniwersytetu Harvarda twierdzi, że przed strefą euro stoi poważne zagrożenie ?rozkładem?, właśnie w sytuacji, jeśli liderzy Eurokołchozu nie zdecydują się na jakąś formę zjednoczenia fiskalnego. Kanclerz Merkel chce także, by inne kraje Eurolandu brały z Niemiec przykład w zakresie dyscypliny budżetowej i ograniczały deficyt. Pani Merkel zachęca inne kraje strefy euro do oszczędności, chwaląc się, że po obcięciu w Niemczech wydatków publicznych, nastąpił nadspodziewany wzrost gospodarczy na poziomie 3,6 proc. I właśnie oszczędności w wydatkach publicznych, zamiast zwiększania pakietów pomocowych, proponuje Iweta Radičova, premier Słowacji, która jako jedyna odmówiła partycypowania w kosztach pomocy finansowej dla Grecji.

Tymczasem projekt wspólnej europejskiej waluty nie podoba się coraz większej liczbie ludzi, zarówno przywódcom politycznym, jak i zwykłym obywatelom. Nigel Farage, lider eurosceptyków w Unioparlamencie z Partii Niepodległości Wielkiej Brytanii, skrytykował działania unijnych władców dotyczące pomocy finansowej dla zadłużonych krajów Eurokołchozu. Stwierdził, że eurourzędasy w ten sposób okradają europejskich podatników. Uważa on, że powinno się pozwolić bankrutującym krajom, Grecji, Irlandii i Portugalii, na powrót do krajowych walut. Z kolei Gerry?emu Adamsowi, szefowi irlandzkiej partii Sinn Fein, nie podoba się to, że w wyniku otrzymania zagranicznej pomocy balansująca na granicy niewypłacalności Irlandia zadłużyła się tak mocno, że nie będzie w stanie spłacić swoich wierzycieli przez kilkadziesiąt lat.

Szwedzi, którzy w 2003 roku w referendum odrzucili przyjęcie unijnej waluty, do tej pory nie zmienili zdania w tej kwestii. Co symptomatyczne, coraz więcej prominentnych szwedzkich biznesmenów jest przeciwnych wstępowaniu do strefy euro. Z kolei z najnowszych sondaży wynika, że aż 50-55 proc. Duńczyków jest przeciwna wstąpieniu ich kraju do strefy euro, co zostało po raz pierwszy odrzucone w referendum w 2000 roku. To najwyższy taki wskaźnik od lat. Za wejściem do strefy euro opowiada się zaledwie 41-42 proc. ankietowanych mieszkańców Danii. Znacznie gorzej jest u naszych południowych sąsiadów. Jedynie 22 proc. Czechów opowiada się za przyłączeniem ich kraju do strefy euro i jest to najgorszy dla euroentuzjastów wynik od sześciu lat. Jeszcze dalej poszedł Wacław Klaus, prezydent Czech, który wraz z kierownictwem Czeskiego Banku Narodowego proponuje, aby rząd Czech wynegocjował z Brukselą całkowitą rezygnację z przyjęcia euro. Prezydent Klaus od dawna wskazuje, że euro nie spełniło żadnego z podstawowych założeń, które stanowiły główne argumenty powstania strefy: wzrost gospodarczy jest niższy niż w unijnych krajach pozostających poza strefą, inflacja jest wyższa, a państwa i tak nie są chronione przed różnego typu kryzysami. Także politycy na Słowacji, która ponad dwa lata temu przyjęła euro, są coraz bardziej sceptyczni wobec unijnej waluty i traktują euro jako obciążenie. Richard Sulik, przewodniczący parlamentu w Bratysławie, stwierdził, że Słowacja powinna być gotowa do wyjścia ze strefy euro i powrotu do swojej waluty narodowej. Także w naszym kraju narasta niechęć do euro. 45-46 proc. ankietowanych Polaków uważa, że skutki przyjęcia euro będą negatywne, a przeciwnego zdania jest 26 proc. respondentów. Jak podał ?Puls Biznesu?, przeważającą ilość negatywnych ocen skutków przyjęcia euro zanotowano także na Łotwie i Litwie.

(...)

Czytany 2730 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.