×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
wtorek, 01 marzec 2011 03:39

Od Redakcji

Napisane przez

Niniejszy, marcowy numer ?Opcji na Prawo? można kupić między innymi w rozsianych po całej Polsce salonach Empik. To zaś oznacza, że w tym samym miejscu nabyć już można również najnowszą książkę Jana Tomasza Grossa zatytułowaną Złote żniwa. O książce tej było głośno na długo przed jej oficjalną premierą, ale też pan Gross zdążył przyzwyczaić nas do tego, że umie zadbać o reklamę, nawet jeśli jego kolejne prace są jedynie próbą wypłukiwania złotego kruszcu z nasiąkniętej fantastycznymi legendami opowieści o ?Polaku-Żydożercy?. Podobnie jak twórcy hollywoodzkich filmów, Gross umiejętnie eksploatuje swoich bohaterów, byłych sąsiadów, rozwijając swobodnie swoją opowieść i mnożąc mrożące krew w żyłach wątki. Można więc podejrzewać, że Złote żniwa nie będą ostatnim zasiewem, z którego zbierze on obfite zyski, a pisana przezeń saga ciągnąć się będzie niczym telewizyjna Dynastia. Gross skazany jest zatem na sukces, choćby dlatego, że jego podejście do tematu cechuje maniakalna jednorodność skojarzeń oraz Münchausenowskie traktowanie faktów. Jak się dowiadujemy, inspiracją do spłodzenia Złotych żniw okazała się fotografia zamieszczona ? gdzieżby inaczej ? w ?Gazecie Wyborczej?, którą autor odczytał po swojemu, odmalowując szerokim pędzlem powojenny pejzaż, w którym Polacy dopełniają holokaustu. Przy czym owo ?dopełnianie? miało wedle początkowej wersji polegać na wymordowaniu kilkuset tysięcy Żydów, którą to liczbę w trakcie telewizyjnej rozmowy na żywo Gross bez chwili wahania zmienił na ?kilkadziesiąt tysięcy?. Kilkaset, kilkadziesiąt, albo kilka ? jakie to ma znaczenie? Polaków, Żydów, a może Cyganów lub Ormian ? to już sprawy dla purystów. Skoro zatem z jednej fotki można wycisnąć aż tyle, to co dopiero z kilku zdjęć, rysunku satyrycznego albo wpisu na internetowym forum. Tylko czekać, aż kolejni podobnej klasy pisarze przedstawią nam dogłębną analizę mentalności Amerykanów w oparciu o analizę kilku profili użytkowników portalu społecznościowego Facebook. Zresztą ? czemu użytkowników? Skoro już jesteśmy przy Facebooku, okazuje się, że portal ów odgrywa podstawową rolę w spontanicznych, jak to się ładnie nazywa, demonstracjach niezadowolenia. Dopiero co w Warszawie skończyli się zwoływać przez Facebook przeciwnicy krzyża na Krakowskim Przedmieściu, a już robią to Arabowie z różnych krajów, którym nagle, wszystkim naraz, spontanicznie zaczął przeszkadzać brak demokracji. Co prawda, w ten sposób nieco pokrzyżowali plany naszym młodym przeciwnikom ciemnogrodu, którzy nie będą mogli odpocząć od przeżartej katolicyzmem atmosfery w Egipcie bądź Tunezji, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Jeśli bowiem arabska demokratyzacja nabierze rozpędu, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że, podobnie jak w Iranie, skończy się to rządami Proroka, pod którymi dla żadnych papistów już miejsca nie będzie. Wtedy Libia stanie się najpewniejszym miejscem dla ucieczki przed rodzimym klerem. Wracając zaś do analiz, to zamiast badać użytkowników Facebooka, ciekawiej byłoby zbadać jego twórców i ich sowitych sponsorów ? czyli tych, którzy całą tę zabawkę nakręcają, podobnie jak niegdyś Związek Sowiecki kręcił pacyfistycznymi organizacjami na Zachodzie. Tam to już nie złote, ale platynowe żniwa wchodzą w grę, jednak żaden Gross o tym nie napisze. I to nie tylko dlatego, że nie znajdzie na ten temat informacji w ?Gazecie Wyborczej?, ale dlatego, że on sam i jemu podobni również zaistnieli dzięki takim facebookowym grom operacyjnym. W takiej sytuacji pozostaje nam więc jedynie wątła nadzieja na to, że administratorzy tego systemu prędzej czy później zobaczą na ekranach hasło: System Failure.

Czytany 2473 razy

Więcej w tej kategorii: Ostatnie dni Euro »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.