Bruno Bandulet

Bruno Bandulet

wtorek, 09 lipiec 2013 15:59

Koniec Euro

Dla banków emisyjnych istnieje granica, której nie wolno im przekraczać, jeśli chcą pozostać wierne swojej misji stania na straży stabilności waluty. Nie wolno im ?drukować? pieniędzy. Co oznacza tyle: wolno im wprawdzie na niedługi termin przyjmować obligacje państwowe, jako kaucję, zabezpieczenie przyznanych bankom kredytów, ale nie wolno im na własna rękę ich skupować.

niedziela, 29 maj 2011 22:38

Krach w państwach Europy południowej

W wydanym w marcu 2010 roku studium Deutsche Bank próbował wyliczyć zadłużenie państw Europy do 2020 roku. Wynik może wprawić czytelnika w przerażenie, mimo iż autorzy wychodzą z założenia, że nie wystąpią katastrofalne ?szoki?, np. znacznie wyższe niż przewidywane realne stopy procentowe, nowa depresja lub recesja dziesiątkująca wpływy podatkowe. Scenariusz ten jest więc relatywnie optymistyczny. Przyszłość może się okazać o wiele gorsza.

wtorek, 01 marzec 2011 03:23

Ostatnie dni Euro

Od dziesięciu niemal lat państwa Europy posiadają wspólną walutę. Euro reklamowane jest i było jako panaceum na kryzysy, zarówno ekonomiczne, jak i polityczne. Czy rzeczywiście tak jest? Czy wspólna waluta przetrwa następną dekadę?

Euro jako waluta nie jest izolowanym zjawiskiem. Podobnie jak rosyjskie matrioszki, włożone jedna w drugą, euro mieści się wewnątrz Unii Europejskiej skonstruowanej w Maastricht, Unia Europejska z kolei jest produktem nadrzędnej ideologii europejskiej czyli europeizmu. A ponieważ euro i Unia Europejska podlegają mechanizmom systemu finansowego opartego na papierowym pieniądzu bez pokrycia, to kryzys, który wyszedł z USA w 2008 roku, musiał w końcu wstrząsnąć sztuczną walutą euro. Dopiero skutki kryzysu finansowego wydobyły na światło dzienne wewnętrzne sprzeczności unii walutowej i powaliły na ziemię Grecję ? pierwszą kostkę domina. Stoimy dziś w obliczu absurdalnej sytuacji: najpierw nadmierne zadłużenie banków wywołało kryzys finansowy, potem rządy dały gwarancje bankom, a jeszcze wypłacalne państwa Unii Europejskiej z Niemcami na czele przejęły od 2010 roku odpowiedzialność za tonące w długach rządy Europy Południowej, aby ? jak się podaje ? uratować euro. Reakcją na fiasko scentralizowanej waluty była jeszcze większa centralizacja.

Spojrzenie w przeszłość

Jeśli chcemy opowiedzieć historię wzlotu i upadku euro aż po jego prawdopodobny koniec, musimy cofnąć się w czasie do dnia, w którym wszystko się zaczęło. Czy był to 1 stycznia 1999 roku, kiedy to 11 państw Unii Europejskiej weszło do końcowego etapu Europejskiej Unii Walutowej, zamroziło nieodwołalnie narodowe kursy wymiany wobec euro, wprowadzając je (wcześniej mające się nazywać ECU) jako niewidoczną, tylko w pamięci komputerów zapisaną walutę księgową? Jeśli patrzeć na to z formalno-walutowego punktu widzenia, trzeba odpowiedzieć ? tak. Z dniem 1  stycznia 1999 roku druga co do jakości waluta, jaką kiedykolwiek posiadali Niemcy, zapadła w stan śmierci klinicznej. Płacono jeszcze znajomymi banknotami, na których widniały portrety wielkich Niemców. Ale niemiecki bank centralny (Bundesbank), druga ? obok szwajcarskiego banku narodowego ? najbardziej skuteczna instytucja finansowa okresu powojennego, został pozbawiony władzy. Przestała istnieć samodzielna, suwerenna polityka pieniężna. Od tej pory o stopie procentowej i ilości pieniądza w obiegu decydować miano, w położonym w centrum Frankfurtu wieżowcu (dawnej siedzibie związków zawodowych) zajmowanym przez Europejski Bank Centralny kierowany przez Holendra Wima Duisenberga. Jednakże w świadomości Niemców nie stanowiło to jeszcze cezury. Jeszcze nie zobaczyli na własne oczy żadnego euro, jeszcze mieli w portfelach banknoty marki niemieckiej. Na definitywne pożegnanie z walutą ?cudu gospodarczego? przyszło im poczekać jeszcze trzy lata.

31 grudnia 2001 roku w lodowatym zimnie razem z 600 tysiącami ludzi stałem na bulwarze Unter den Linden w Berlinie i czekałem na big bang. Przed hotelem ?Aldon? sprzedawano kieliszek szampana za 10 marek, przed Bramą Brandenburską wzniesiono scenę, na której bardzo głośno grał jakiś zespół, zaraz koło Bramy Dresdner Bank zbudował tzw. pawilon euro. Punktualnie o północy pojawił się minister finansów Hans Eichel, wyciągnął banknot dwustumarkowy i wymienił go u prezesa Dresdner Banku Bernda Fahrholza na 1102 euro i 26 centów. 1 stycznia 2002 roku był dniem narodzin nowego pieniądza w jego materialnej postaci, produkowanego w wybranych drukarniach w różnych krajach Europy nie z papieru, a z włókien bawełny.

Cztery tygodnie wcześniej, 1 grudnia, zapytano Ernesta Welteke, najgorszego ze wszystkich prezesów Bundesbanku, czy dla ostrożności przygotował jakiś plan odwrotu. Welteke odpowiedział, że euro jest drogą bez powrotu. I konsekwentnie się tego trzymał, nakazując wycofane z obiegu banknoty markowe pociąć i zmielić. Lepiej by zrobił, gdyby je na wszelki wypadek zmagazynował, ponieważ nic nie trwa wiecznie na tym świecie, a mogąc w każdej chwili znów wprowadzić do obiegu markę, Niemcy sprawiliby sobie ostrą tajną broń, przydatną w walutowym pokerze. Nigdy nie zaszkodzi mieć plan B. Nadmienić tu warto, że w prywatnych skrytkach bankowych i swoich szufladach Niemcy do dziś trzymają w rezerwie banknoty markowe i bilon o wartości dwunastu miliardów.

Nieszczęśliwca Weltekego, który później musiał pożegnać się z posadą po aferze z dietami, zapytano jeszcze: A co gdyby zrobić ogólnonarodowe referendum? Odpowiedział szczerze: Wynik byłby negatywny. Strażnicy waluty, politycy i europejscy partnerzy ? oni wszyscy dobrze wiedzieli, że euro jest walutą, której Niemcy nie chcą. Dlatego trzeba ją im było narzucić.

(...)

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.