poniedziałek, 28 marzec 2011 22:15

Smoleńska refleksja

Napisał

Od roku trwają intensywne poszukiwania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Publikowane są coraz to nowsze szczegóły dotyczące tragicznego lotu. Zginął prezydent RP, a wraz z nim elita wojskowa i polityczna państwa polskiego. Wszystko to przypomina wypadek lotniczy w Gibraltarze, w jakim w 1943 roku zginął premier RP Władysław Sikorski wraz z towarzyszącymi mu osobami.

 

Nie chodzi tu o techniczne szczegóły, miejsce i czas tych wydarzeń, ale raczej o skutki polityczne tego rodzaju wypadków. Pod koniec drugiej wojny światowej państwa koalicji antyniemieckiej dla uzyskania zwycięstwa musiały ściśle współpracować z ZSRR. Na przeszkodzie stały polskie interesy, które wcześniej państwa te gwarantowały swojemu ?najwierniejszemu sojusznikowi?. Osoba Władysława Sikorskiego była w tej sprawie kluczowa. Jego usunięcie ze sceny politycznej ułatwiało aliantom porozumienie się i podział Europy zgodnie ze swoimi interesami. Po prawie siedemdziesięciu latach od tego wypadku, wydaje się coraz mniej istotne, kto dokonał zamachu, kto nim kierował i kto zacierał po nim wszystkie ślady. Od strony technicznej organizacyjnej premier Sikorski i rząd Polski w Londynie byli całkowicie bezbronni. Istotą rzeczy było dokonanie zamachu w ten sposób, aby wszystko wyglądało na przypadkowy wypadek lotniczy. Tych kilka słów wstępu wydaje się niezbędne, ze względu na to, że rozbicie się rządowego samolotu pod Smoleńskiem jest wierną kopią wydarzeń, jakie miały wcześniej miejsce w Gibraltarze.

Czy był to zamach?

Śmierć polskiej elity politycznej w Smoleńsku jest wyraźnie korzystna dla nowych aliantów koalicji amerykańsko-rosyjskiej. Przesądził o tym rok wcześniej wybór Baraka Obamy na prezydenta USA. Zmienił on politykę konfrontacji militarnej i politycznej z Rosją swego poprzednika ? na współpracę i porozumienie oraz współdziałanie z rosyjskim partnerem. Polityce tej nie podporządkował się prezydent Lech Kaczyński. Podnosił on stale potrzebę pilnego monitorowania tego, co dzieje się w Rosji w kontekście bezpieczeństwa naszego kraju. Czynił wszelkie starania, aby polska polityka zarówno wewnętrzna, jak i zagraniczna były niezależne od wpływów rosyjskich. W jakimś stopniu była to powtórka tego, co czynił w Londynie Władysław Sikorski. Podobnie pod względem bezpieczeństwa osoba prezydenta, była całkowicie bezbronna, przed możliwością zorganizowania skutecznego na nią zamachu.

Nie jest tajemnicą, że za czasów PRL, w naszym kraju każde kluczowe stanowisko państwowe było ściśle kontrolowane przez służby rosyjskiego wywiadu KGB i GRU. Po odzyskaniu niepodległości w 1989 roku wyprowadzono z Polski tylko wojska ZSRR, które były siłową gwarancją przynależności naszego kraju do struktur Układu Warszawskiego i do RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej). Zewnętrzna strona tych zależności została zlikwidowana. Natomiast jej agentura zabezpieczająca poprzednio ich działanie nadal pozostała w naszym kraju. Pozostała nie w uśpieniu, lecz aktywnie włączyła się do polskiej polityki, zajmując w niej za pomocą demokratycznych wyborów znaczące i eksponowane miejsca. Były to setki, jeżeli nie nawet tysiące biznesmenów, polityków, bankierów, naukowców i wszelkich innych przedstawicieli wpływowych stanowisk i zawodów. Mogli oni wpływać tak na kancelarię prezydenta, jak i na jego otoczenie, przygotowując to, co stało się pod Smoleńskiem. Nie jest to oskarżenie. Nie ma na to wszystko dowodów. Jednak z fachowej literatury pod tym względem wynika, że tego rodzaju działania tych służb to swoisty standard. Pod tym względem nasz kraj nie jest żadnym wyjątkiem. Wszystko na zewnątrz wygląda na przypadkowy wypadek lotniczy, podobnie, jak w Gibraltarze.

(...)

Czytany 3038 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.