poniedziałek, 28 marzec 2011 22:21

Do Smoleńska i z powrotem

Napisane przez

Katastrofa na lotnisku pod Smoleńskiem była bez wątpienia najbardziej tragicznym wypadkiem, jaki dotknął państwo polskie po drugiej wojnie światowej, a biorąc pod uwagę liczbę wysokich rangą osób, które straciły w niej życie ? być może największą katastrofą w ostatnich stu latach historii naszego kraju. To wydarzenie można postawić obok zabójstwa prezydenta Narutowicza, katastrofy w Gibraltarze i procesu szesnastu w Moskwie.

 

Nic więc dziwnego, że wszelkie pojawiające się wokół katastrofy smoleńskiej niejasności i kontrowersje wywołują głośne reakcje obywateli i polityków, skłaniając do snucia rozmaitych, często sprzecznych scenariuszy i interpretacji. Tego rodzaju zdarzenia zawsze budzą emocje i mnożą pytania. Nie ma w tym nic dziwnego ? spójrzmy choćby na wciąż żywy problem zabójstwa Kennedy?ego, zamachu na Jana Pawła II czy ataku na World Trade Center.

Dyskusje i spory o katastrofę smoleńską są więc czymś naturalnym i nie unikniemy ich ? ani teraz, ani przez najbliższe lata. Nie ma też sensu oczekiwać, że zostanie przyjęta jakaś jedna, powszechnie obowiązująca wersja wydarzeń. Zarówno sama katastrofa, jak i osoby biorące w niej udział zbyt głęboko wpisane były w istniejące w Polsce podziały, polityczne, etyczne i kulturowe, które prawdopodobnie w najbliższym czasie nie znikną. Można więc podejrzewać, że spory nie ucichną, prawda nadal mieszać się będzie z fałszem, mity z surowymi faktami, legenda z przyziemną rzeczywistością. I nie ma powodu oczekiwać, że za kilkadziesiąt czy kilkaset lat historycy dojdą do konsensusu. Niezależnie od tego, co napiszą w przyszłości podręczniki, wydarzenie to będzie przedmiotem rozbieżnych ocen i interpretacji ? tak jak dziś wciąż dyskutuje się o rozbiorach, zamachu majowym czy powstaniu warszawskim. Skoro jednak dyskusje mają trwać, to warto zdać sobie sprawę z kilku wymiarów, w ramach których katastrofa smoleńska może być rozpatrywana, a które czasem warto wyraźnie oddzielić.

Wymiar indywidualny

Należy pamiętać, że katastrofa smoleńska przede wszystkim była olbrzymią tragedią w wymiarze czysto ludzkim czy personalnym. Nagle zginęli konkretni ludzie, pozostawiając rodziny, bliskich i przyjaciół. Dla nich wszystkich było to bez wątpienia przeżycie niezmiernie trudne i ten osobisty wymiar przesłaniał wszystkie inne. Ponieważ jednak ofiary w większości pełniły ważne funkcje w państwie, ich bliscy nie mieli szans na przywilej prywatnego przeżywania żałoby i bólu po stracie. Musieli nie tylko zmierzyć się z osobistą tragedią, ale również z tym, że ? pośrednio ? stali się obiektem zainteresowania, a czasem ataku ze strony polityków i dziennikarzy, dla których istniał jedynie medialny bądź pragmatyczny wymiar całego zdarzenia. Często przekraczano nie tylko granice dobrego smaku, ale i przyzwoitości, ?wykorzystując? zmarłych w sposób, który bez wątpienia musiał budzić olbrzymi sprzeciw ich żyjących rodzin i bliskich. Prawdopodobnie nie dało się tego uniknąć właśnie z uwagi na publiczną funkcję ofiar katastrofy, niemniej w tej sytuacji należy cały czas brać pod uwagę odczucia ich bliskich. Przy okazji wszelkich domysłów, spekulacji i jednodniowych sensacji dotyczących zachowania tego czy innego uczestnika lotu, przypisujących tej bądź innej osobie winę lub odpowiedzialność, należy brać pod uwagę fakt, że ta osoba miała rodzinę i bliskich, którzy tego typu medialnego szumu nie traktują obojętnie. Niedarmo powiada się, że o zmarłych mówi się albo dobrze, albo wcale. Wykorzystywanie ? w dobrej czy złej wierze ? nieżyjących nie jest zachowaniem godnym pochwały. Oczywiście, trudno oczekiwać od żywiących się sensacjami mediów, że będą w stanie uczynić zadość tej regule, jednak przynajmniej dla mediów konserwatywnych wyłamanie się z tego tabloidowego stylu powinno być czymś oczywistym.

Wymiar techniczny

Ten aspekt wypadku bardzo trudno oddzielić od wymiaru politycznego, jednak nie można ukrywać, że miał on znaczenie. Z pewnej perspektywy wypadek ten jest tragiczną ilustracją stanu, w jakim znalazło się polskie państwo ? zarówno intelektualnie czy duchowo, jak i materialnie. Niezależnie od tego, jakie były ostateczne przyczyny katastrofy, w ?dojrzałej? demokracji w rodzaju USA czy Wielkiej Brytanii prawdopodobnie w ogóle nie doszłoby do tego typu ryzykownego lotu, w którym prezydent wraz z najważniejszymi osobami w państwie (w tym dowódcami armii) udaje się w ryzykownych warunkach pogodowych na kiepsko wyposażone polowe lotnisko bynajmniej nie sojuszniczego państwa. Można podejrzewać, że administracja USA nie pozwoliłaby w takiej sytuacji nawet na lot do bezpiecznej Kanady, nie mówiąc już o nie budzącym zaufania Meksyku, natomiast ? z jakichś powodów ? w Polsce tego rodzaju ryzyko zostało podjęte. A raczej ? podjęto decyzję, prawdopodobnie nie myśląc o ryzyku i konsekwencjach, co fatalnie świadczy o stanie kraju i jego rzekomo profesjonalnych służb.

Tak więc już przy okazji samego lotu ujawniają się tragiczne w skutkach błędy i niedopatrzenia proceduralne, logistyczne i techniczne. Najgorsze zaś jest to, że, biorąc pod uwagę to, co wiemy o mechanizmach rządzących III RP, błędy te nie są ?wypadkami przy pracy?, lecz normą. Niestety, stan polskiej administracji, służb, ośrodków kontroli oraz armii dalece odbiega od zachodnich standardów. Od standardów tych niewątpliwie odbiega też stan obsługi lotniczej w Rosji, podobnie jak stan służb odpowiedzialnych za ustalenie przyczyn katastrofy ? jednak nie był dla nikogo tajemnicą fakt, że Rosja pod wieloma względami jest krajem zacofanym, przeoranym przez komunistyczne rządy głębiej niż nasze państwo, do którego należy pod każdym względem podchodzić z ograniczonym zaufaniem. Mówiąc brutalnie ? mamy do czynienia z katastrofą typową dla trzeciego świata, u której źródeł może leżeć zarówno nieodpowiedzialność i bałagan, jak i zła wola, a także wszystko naraz. Niezależnie od faktycznych przyczyn wypadku i odpowiedzialności tych czy innych konkretnych osób, Polska i jej obywatele nie mogą unikać spojrzenia sobie w twarz. Należy wreszcie uświadomić sobie, że państwo, które dopuszcza do takiej sytuacji, znajduje się w kompletnej zapaści. Jeśli w najnowszym raporcie dotyczącym przedsiębiorczości wyprzedzają nas Namibia, Białoruś, Ghana i Samoa, to powinniśmy zdać sobie sprawę, że kraje te mogą wyprzedzać nas pod każdym innym względem. A to znaczy, że sytuacje rodem z rządzonych przez opętanych kacyków krajów czarnej Afryki są u nas normą, a nie zbiegiem okoliczności.

(...)

Czytany 2835 razy
Więcej w tej kategorii: « Od Redakcji Czyja "psychoza" »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.