×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
poniedziałek, 28 marzec 2011 22:23

Od Redakcji

Napisane przez

Trzęsienie ziemi w Japonii, połączone z tragicznym w skutkach tsunami, przywraca właściwą perspektywę spojrzeniu na naszą sytuację. Choćby na moment musimy uświadomić sobie, że ludzkie życie jest igraszką w rękach losu, który ma do dyspozycji szeroki arsenał środków dobitnego przypominania nam o niepewności jutra. Co prawda, współczesny człowiek jest przekonany, że dzięki potędze nauki i techniki kontroluje swoje otoczenie, jednak każdy moment, w którym rzeczywistość mówi ?sprawdzam?, potwierdza jedynie naszą bezgraniczną słabość. Skoro nie jesteśmy w stanie przewidzieć jednej wyższej fali ? co więcej, nie potrafimy nawet prognozować lokalnej pogody na tyle, aby ustrzec się przed corocznymi powodziami ? to w jaki sposób moglibyśmy zapobiec poważniejszym katastrofom, o jakich nawet nam się nie śniło? Wystarczy kilka wstrząsów, aby globalna wioska zareagowała paniką, indeksy giełdy poszybowały w dół, a ceny walut rozchwiały się, przyprawiając o ból głowy analityków. Jednocześnie wystarczy kolejnych parę dni spokoju, aby wszystko zaczęło powracać do normy, a ludzie rozmyślający o marności swojego losu znów utonęli w doraźnych problemach, niewiele znaczących intrygach i sporach.

 

Nie ma się jednak czemu dziwić ? takie zachowanie to adaptacyjna konieczność. Gdyby człowiek na co dzień traktował poważnie wezwanie memento mori, prawdopodobnie już dawno dołączyłby do pierwszego lepszego stada lemingów, szukając ukojenia w skoku do otchłani. Skoro więc po chwili zadumy nad kruchością naszej egzystencji powracamy do jej codziennego wymiaru, zacznijmy od uspokajającej wiadomości: choć nie mamy pewności, kiedy i jak Bóg odwoła nas z tego świata, to jednak możemy z dużym prawdopodobieństwem przewidzieć, w jakim świecie przyjdzie nam przez najbliższy czas żyć. Łatwo to przewidzieć ? bo i niczego nowego nie widać na horyzoncie.

Świat wciąż trawi globalny kryzys, rozpadający się na kryzysy lokalne, wśród których możemy znaleźć nasz polski kryzys, trwający, jeśli dobrze liczyć, co najmniej od końca lat trzydziestych XX wieku, jeśli nie od połowy wieku XVIII. Wedle wszelkich wskaźników nasz kraj znajduje się, z krótkimi przerwami, w notorycznej zapaści politycznej, finansowej i ekonomicznej. Dzieje się tak nie z powodu jakichś klęsk naturalnych, trzęsień ziemi, erupcji wulkanów, katastrofalnych susz czy powodzi, ale z powodu działań czysto ludzkich ?  naszych bądź działań naszych sąsiadów. Przy czym trudno już powiedzieć, co jest przyczyną, a  co skutkiem. Czy nasza słabość wynika z różnych niecnych czynów dokonywanych przez innych, czy też inni wykorzystują jedynie naszą słabość, którą sami sobie wypracowaliśmy. Jest to pytanie bez odpowiedzi, a nawet gdyby udało się taką odpowiedź znaleźć, to i tak trudno oczekiwać, że mogłaby ona cokolwiek zmienić. Można wszakże spodziewać się jednego: ów kryzys trwa już tak długo, że powinniśmy się przyzwyczaić i potraktować to jako stały element naszej narodowej egzystencji, tak jak stałym elementem egzystencji Japończyków są podziemne wstrząsy, a codziennością mieszkańców Bangladeszu tragiczne powodzie. Kiedy znalazłem się na dnie, usłyszałem pukanie od spodu ? powiada w jednej z fraszek Stanisław Jerzy Lec. Być może takie postawienie sprawy w sytuacji, w której trudno liczyć na poprawę ? gdyż to, co uznajemy za przejściową chorobę, okazuje się trwałym kalectwem ? doda nam nieco otuchy. Wciąż gdzieś są jeszcze tacy, co mają gorzej.

 

Czytany 2853 razy

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.