poniedziałek, 31 październik 2011 22:22

Powyborcza rzeczywistość: Na równi pochyłej

Napisane przez

Szok ? tak jednym słowem można podsumować odczucia wielu ludzi o światopoglądzie konserwatywnym po usłyszeniu wyników wyborów parlamentarnych. Choć w wygraną PiS wierzyli chyba tylko najbardziej zagorzali zwolennicy tej partii, rzeczywiście wyniki głosowania mogą zdziwić.

 

To, co jednak nie zaskakuje, to wygrana Platformy Obywatelskiej. Wszystkie sondaże pokazywały, że partia Donalda Tuska zachowa władzę. Wygranej PO spodziewali się chyba wszyscy. Wygrana PO, oczywiście, może dziwić. Może dziwić, że władzę znów zdobywa partia, która mataczy w sprawie największej katastrofy lotniczej w dziejach Polski, która zadłuża nasz kraj do granic możliwości, która trwoni polski status na arenie międzynarodowej, która skupia się na atakowaniu opozycji, a nie na rozwiązywaniu problemów kraju. To wszystko może dziwić, ale tylko osoby patrzące na politykę w sposób emocjonalny. Polacy wybierają PO, ponieważ ważniejsza dla nich jest stagnacja, brak reform, zaburzających kraj oraz tzw. święty spokój. To zapewnia im rząd Tuska. I będą go popierać, dopóki kryzys ekonomiczny nie zapuka do ich drzwi na tyle mocno, by je wyważyć.

Wygrana PiS w obecnej sytuacji nie była możliwa. Co więcej, nie byłaby nawet korzystna dla tej partii ani jej wyborców (pisałem o tym szerzej w wakacyjnej ?Opcji na Prawo?). Przejmowanie władzy w kraju, w który lada dzień uderzy duży kryzys, w kraju, który jest osłabiony fatalnymi rządami poprzedników, w którym od lat jest się wrogiem publicznym numer jeden, w sytuacji, gdy nie ma się realnej szansy na wprowadzanie korzystnych zmian, nie ma żadnego sensu. Nowy rząd stworzony przez Jarosława Kaczyńskiego spotkałby się z jeszcze ostrzejszą nagonką mediów, które na drugi dzień po wygranej wróciłyby do znanej z lat 2005-2007 retoryki. Rządy PiS skończyłyby się jeszcze szybciej niż ostatnie. I to zdaje się rozumieli również autorzy kampanii wyborczej PiS, która wyglądała tak, jakby miała na celu zdobycie jak największej liczby głosów, a nie zwycięstwo wyborcze. Zawód widoczny w szeregach PiS wydaje się być spowodowany głównie znaczącą różnicą w wynikach PO i PiS, a nie kolejnością tych partii na podium. Zdaje się, że w partii Kaczyńskiego liczono na minimalną porażkę.

Osobom, które patrzą na politykę w sposób chłodny i analityczny, może się wydawać, że sytuacja PiS jest dobra. Dziś trudno mieć nadzieje, że drugi rząd Donalda Tuska zacznie przeprowadzać jakiekolwiek reformy w kraju. Zapewne wciąż będzie robił wszystko, by nie narażać się nikomu. Tajemnicą poliszynela jest nadzieja Tuska na wysokie stanowisko unijne. W najbliższych latach szef rządu ma szansę na objęcie takiego stanowiska. Wiele wskazuje na to, że nie będzie chciał podejmować decyzji, które tych szans go pozbawią. To z kolei rodzi obawy, że Polska nadal będzie się pogrążać w kryzysie, zadłużać itd. Nic prostszego, wystarczy, żeby PiS punktował rząd i zyskiwał wraz z kolejną kompromitacją ekipy rządzącej ? można by pomyśleć. Jednak w ten, zdaje się oczywisty, układ klinem wszedł niespodziewany zawodnik.

(...)

Czytany 2186 razy
Więcej w tej kategorii: « Piłsudski i Niemcy Od Redakcji »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.