czwartek, 29 grudzień 2011 14:17

Zaklinanie i klinowanie

Napisał

Panika towarzysząca kryzysowi zżerającemu pospiesznie Unię Europejską pod względem natężenia i zakresu porównywalna jest z wcześniejszą euforią, roznieconą podczas jej budowania. Nie minęła dekada od chwili wprowadzenia wspólnej waluty przy wtórze Ody do radości, a europejski latający cyrk, który niczym orzeł szybować miał nad błękitną planetą, zarył dziobem w kurz podwórka, jak kura poderwana na moment do lotu solidnym kopniakiem.

 

Kilka lat temu zaproponowałem, aby osoby stręczące rozmaite zbawcze projekty ? emancypacyjne, integracyjne, afirmacyjne itd. ? finansowane z pieniędzy ludzi, którzy dobrowolnie nigdy na to by się nie zgodzili, podzielić na dwie kategorie: pożytecznych idiotów i zwykłych cwaniaków. Typologia ta, choć wyrażana w potocznym języku, jest precyzyjna i wyjątkowo użyteczna, zarówno z psychologicznego, jak i socjologicznego punktu widzenia. Oczywiście, proporcje między idiotami a cwaniakami zmieniają się, zdarza się również, że cwaniacy udają idiotów, zwłaszcza kiedy przychodzi im tłumaczyć się z minionych błędów i wypaczeń ? wówczas zawsze okazuje się, że idee były piękne, a jedynie realizacja zawiodła. Bywa też, że idioci, nabrawszy nieco rozumu, zmieniają się w cwaniaków, choć w drugą stronę ta transformacja raczej nie zachodzi. Są to niuanse istotne z badawczego punktu widzenia, choć z perspektywy tych, którzy ponoszą podstawowe koszty budowania ziemskich rajów nie ma większego znaczenia, kto ich łupi. Co prawda, z idiotą czasem łatwiej sobie poradzić, ale jeśli z idiotyzmem łączy on fanatyzm, dość lekko przychodzi mu sięganie do przemocy, w myśl zasady gdzie drwa robią, tam wióry lecą (wióry to oczywiście ci wszyscy, którzy wykazują brak entuzjazmu bądź sceptycyzm dla jego projektów). Cwaniaka trudniej oszukać, ale też można się z nim czasem ułożyć, jako pragmatyk wie bowiem, że przyszłość jest zmienna, w związku z czym nie ma pewności, czy nie zdarzy się tak, że ręce za lud wyciągnięte lud sam poobcina (zresztą nie tylko ręce).

Projekt europejski w formie, której pełną degenerację właśnie obserwujemy, jest podręcznikowym przykładem obietnicy zrobienia ludziom dobrze za ich własne pieniądze wbrew ich woli (katastrofa traktatu lizbońskiego w kolejnych referendach jest tego prostym dowodem), a czasem i wiedzy. Przy czym to robienie dobrze innym to jedynie banalny pretekst dla zrobienia dobrze sobie. Dla każdego w miarę rozgarniętego obserwatora ów cel od początku był jasny i wiadomo było, że cały ten proces integracyjny nie wynika z jakiegoś nagłego przypływu altruizmu i współczucia u pomysłodawców budowy europejskiego imperium, ale z prostego wyrachowania. A ponieważ nasz kraj ani nie rachował, ani nie trzymał w ręku żadnych kart, a tym bardziej banku, wiadomo było, czym ta zabawa może się dla niego skończyć. Tak więc poważne traktowanie wszystkich tych braterskich haseł, którymi propaganda starała się ukwiecić europejskiego molocha, było i jest nadal równie nieroztropne, jak branie serio zapewnień o dążeniu do globalnego pokoju uporczywie powtarzanych przez przywódców Związku Sowieckiego.

(...)

Czytany 3094 razy
Więcej w tej kategorii: « Gotowa koncepcja Piłsudski i Niemcy »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.