niedziela, 01 maj 2011 22:49

Życie na kredyt

Napisał

Jest lekkie, łatwe i przyjemne. Do czasu, kiedy trzeba go spłacać. Tu jednak następuje pierwsza selekcja należnych egzekucji. Przede wszystkim jest ona najbardziej surowa i bezwzględna w stosunku do najbiedniejszych. Nie możesz spłacić skromnej kilku tysięcznej pożyczki zaraz wkracza komornik i zajmuje wszystko, co jest niezbędne do życia. W ten sposób ilość osób bezdomnych stale wzrasta.

 

Całkiem inaczej jest, kiedy ktoś bierze kredyt w milionach złotych, a jeszcze lepiej w miliardach. Jest oczywiste, że aby dostać taki kredyt, trzeba być nie byle kim. Najlepiej mieć nieoficjalne, ale za to bardzo mocne rekomendacje rządowe. Ktoś, kto dostaje taki kredyt, jest tak samo szczęśliwy, jakby wygrał go na loterii. Po prostu wszyscy wiedzą, że nie musi go wcale spłacać. Sposobów na to jest sto i jeden. Zmienia nazwisko i wyjeżdża za granicę. Firma bankrutuje i ogłasza niewypłacalność. Delikwent, nawet jeśli ląduje w więzieniu, to szalenie mu się to opłaca. W proporcji do zaciągniętego kredytu jeden dzień za kratami odpowiada sumie dziesiątków tysięcy złotych. Nikt uczciwie pracujący na wolności nie dostaje takiego zarobku, jak ten więzień. Każdy chciałby na tych zasadach trafić do więzienia. Niestety, jest to droga przeznaczona na ogół dla związanych z politykami gangsterów i innych tego rodzaju mafiosów. Przeciętnego zaś obywatela czeka albo spłata kredytu wraz z niemałymi wcale odsetkami, albo wspomniana na wstępie wizyta komornika.

Amerykański kredyt

Przynajmniej do niedawna był on rozdawany na trochę innych zasadach niż u nas w kraju. Jak wiadomo USA są zadłużone u ?biednych? Chińczyków na biliony dolarów. Gdyby ci zechcieli amerykańskie długi natychmiast zrealizować, kraj ten na wzór Grecji musiałby ogłosić bankructwo. Spowodowałoby to krach całej gospodarki światowej. Prawdopodobnie straciliby na tym również Chińczycy. Amerykański bankrut nic nie mógłby już kupić u Chińczyków. W związku z tym nie mieliby oni gdzie upychać całej swojej nadprodukcji towarowej.

Sami Amerykanie mają, jak zwykle, dwa wyjścia. Pierwsze to za pomocą swojego arsenału nuklearnego powtórzyć Hiroszimę i Nagasaki, tylko na dużo większą skalę. Jest to rozwiązanie absolutnie nierealne. Nie dlatego, że Amerykanom zabrakłoby środków do zrealizowania tego celu. Odpowiednich bomb mają oni pod dostatkiem. Jednak katastrofa nuklearna zniszczyłaby obecną, dość trwałą już, równowagę polityczno-militarną na naszym globie. Poskutkowałoby to kolejnym konfliktem w skali światowej, który w istocie nie wiadomo, czy dobrze skończyłby się dla USA. Lepiej więc nie ryzykować. Jednocześnie brak tanich towarów chińskich, nabywanych za bezcen, znacząco obniżyłby stopę życiową, czego Amerykanie nigdy nie wybaczyliby swoim politykom. W tej sytuacji, aby obniżyć wartość swojego długu, Amerykanie wpadli na pomysł naturalnej dewaluacji dolara. Przeprowadzono ją właśnie za pomocą masowo udzielanych kredytów. Do czasu kryzysu w 2008 roku każdy, kto chciał, mógł bez żadnych kłopotów uzyskać stosowny do swego stanu posiadania odpowiedni kredyt. Nachalność banków pod tym względem przeszła wszelkie granice. Zaczęto masowo udzielać wielotysięcznych kredytów nawet ludziom bezdomnym, włóczęgom itp. biedocie, o której wiadomo że nie będzie ona w stanie nic spłacić zaciągniętego długu. Wartość dolara spadała na łeb na szyję, a w wyniku tego mieliśmy pamiętny kryzys w 2008 roku. Politycy twierdzili, że lepsze to niż wojna nuklearna. Zapewne mieli rację.

(...) 

Czytany 2699 razy
Więcej w tej kategorii: « Bal na zielonej wyspie Zaspaliśmy »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.