niedziela, 29 maj 2011 23:41

Polityka bez przyszłości, przyszłość bez polityki

Napisał

Na ogólnym poziomie zgadzam się z diagnozami Józefa Białka dotyczącymi aktualnej sytuacji politycznej i ekonomicznej Polski oraz jej przyczyn. Odruchowo opowiadam się za wizją państwa ograniczonego do minimum, które bez potrzeby nie ingeruje w życie, własność i wolność obywateli. Mam jednocześnie świadomość, że jest to pewien utopijny ideał, a istota sprawy leży w tym, jak zdefiniujemy ową „potrzebę”, która usprawiedliwiałaby państwową ingerencję. Dużo łatwiej i bezpieczniej podać negatywną charakterystykę tego, czego państwo nie powinno robić, niż wskazać to, co robić powinno. Jak komuś raz przyznamy w jakiejś dziedzinie swobodę interwencji, to, niestety, nie będziemy potem w stanie nad tym zapanować. Zmaltretowany państwowy system edukacji wszystkich szczebli jest tu najlepszym przykładem – a zaczęło się przecież od kilkuklasowych szkół powszechnych.

 

Zgadzam się też, że stosowane powszechnie do opisu rzeczywistości społecznej terminy „liberalizm”, „socjalizm”, „nacjonalizm” itp. niezbyt przystają do aktualnej sytuacji. Nie wynika to jednak z tego, że są przestarzałe (choć i to się liczy), ale stąd, że są to pojęcia filozoficzne i jako takie nie odnoszą się do rzeczywistości, lecz do pewnych idei. Nie można po nich oczekiwać, że dostarczą jakichś szczególnych wskazówek dotyczących praktyki politycznej. Wierzą w to polityczni racjonaliści w rodzaju marksistów wszelkich mutacji czy akademickich liberałów, skądinąd jednak wiemy, że dokonywane na żywym ciele eksperymenty wzorowane na podręcznikach doprowadzają zazwyczaj do tego, że ratująca życie operacja zamienia się w sekcję zwłok. Nie sądzę więc, że brak szczegółowego projektu czy teoretycznej wizji jest przeszkodą na drodze do praktycznego przekształcania rzeczywistości; myślę raczej, że problematyczna jest wiara w to, iż potrzebujemy takiej teorii czy idei. Jak powiadał Céline, nie ma nic bardziej banalnego i powszechnego niż idee. Podobnie jest z teoriami – teorii mamy na pęczki, tak samo jak idei. Produkujemy rzesze socjologów, politologów, kulturoznawców itp., którzy mają badać rzeczywistość społeczną, a oni na wyścigi produkują teorie, idee, koncepcje, projekty itd. Pod względem zrozumienia życia społecznego nie jesteśmy jednak dalej niż starożytni Grecy czy Rzymianie, usprawniliśmy jedynie metody przelewania z pustego w próżne i emitowania zamulającego szumu informacyjnego. Tak więc wiara, że jakaś kolejna teoria czy koncepcja coś tu zmieni, wydaje mi się nieuzasadniona. Myślę, że z punktu widzenia praktycznych celów, jakie stawia przed sobą Józef Białek, redefiniowanie pojęć to strata czasu. Ważniejszy byłby raczej doraźny projekt rozwiązania konkretnych problemów – i o to, jak rozumiem, przede wszystkim chodzi.

Co do przedstawionej diagnozy III RP, jej genezy, natury i dalszych losów, trudno się spierać. Jeśli ktoś zachował odrobinę rozsądku i sceptycyzmu i, podobnie jak w PRL-u, nie ufa mediom koncesjonowanym, raczej zdaje sobie sprawę z tego, że przedstawiane w nich obrazki tyle mają wspólnego z rzeczywistością, ile reportaże z kraju i ze świata prezentowane w, dajmy na to, „Trybunie Ludu”. Zdobycie w demokratycznych wyborach władzy nikomu realnej władzy nie daje – ani w Polsce, ani zresztą na świecie – i nic w tym dziwnego bądź strasznego. Rozczarowany tym odkryciem może być tylko ktoś, kto uwierzył w mit liberalnej demokracji, równie osobliwy, jak mit umowy społecznej. Zdziwienie i pretensje, że taka demokracja nie działa i wymaga „ręcznego” sterowania, są równie nie na miejscu, jak rozczarowanie tym, że kura nie potrafi latać. Naiwność ludzka jest jednak dość powszechna, zwłaszcza wśród tzw. warstw wykształconych – ostatecznie nawet w czasach najbardziej wynaturzonych faz realnego socjalizmu zdarzali się ludzie, którzy całkiem serio wierzyli w „demokrację ludową” i nie mogli pozbierać się ze zdziwienia, że praktyka odbiega od teorii. Co ciekawe, zazwyczaj nie byli to ludzie prości, lecz posiadacze dyplomów. No ale już Chesterton stwierdził, że intelektualista to ktoś, kogo podstawową cechą jest to, że potrafi mylić się na wszelkie możliwe sposoby.

(...)

Czytany 2795 razy
Więcej w tej kategorii: « No Future? Omamy prezesa »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.