środa, 31 sierpień 2011 19:15

Dlaczego Lepper musiał umrzeć?

Napisane przez

Lepper nie żyje. Miał problemy. Był odrzucony i przegrany. Długi dławiły rodzinę i partię. A Ty, czytelniku, miewasz problemy finansowe? I z tego powodu chcesz się zabić?

 

Pierwsza śmierć

To była i wciąż jest nierówna walka. Z ludzką głupotą, planowaną dezinformacją i salonową niechęcią. Śmierć Andrzeja Leppera niczego nie zmieniła. Po pierwszej fali opamiętania i medialnej zadumy nad trumną, rozpoczyna się kolejny akt totalnego niszczenia. Leppera zabijano już dwa razy. Pierwszy raz, gdy koalicjant zdecydował o spuszczeniu wiernych psów z CBA. Afera gruntowa miała osłabić trybuna ludowego, który znalazł się w kręgu podejrzeń i umożliwić Ryszardowi Czarneckiemu przejęcie władzy w partii. Andrzej opowiadał mi o ognisku, na które Rysio zaprosił wierchuszkę Samoobrony, ale zapomniał o spotkaniu poinformować samego Wodza. Przypadkiem termin zbiegł się z planowaną akcją CBA. Prawdopodobnie organizator założył, że posiłek w tym dniu Lepper spożyje na policyjnym dołku, z ciężkimi zarzutami korupcyjnymi w akcie zatrzymania. Nie udało się, chociaż kilku funkcjonariuszy ostro ?pracowało? nad moim zeznaniem i kwitem obciążającym Andrzeja. Niedowiarkom polecam policyjne dokumenty pobierania i zdawania na dołek. W tym kluczowym dniu nieprotokołowane namowy trwały do godzin porannych. W toalecie jeden z funkcjonariuszy instruował mnie o procedurze strzelania do ewentualnego zbiega. Tym zbiegiem miałem/mogłem być ja. On zaś chwalił się silnym charakterem i pewną ręką. Nie jak ci durnie od Blidy. To jego słowa. O wszystkim poinformowałem prokuraturę i zeznałem na komisji śledczej. Prokurator Mieczykowska nie dostała zgody na zweryfikowanie kwitów i faktów. Odmówił ówczesny szef CBA Mariusz Kamiński, dzisiaj z zarzutami. W jego procesie ja i Lepper mamy status pokrzywdzonych. Ładnych parę godzin spędziliśmy, przygotowując się do tego wydarzenia. Czy tak robi człowiek, który planuje samobójstwo?

Druga śmierć

Drugi raz mordowano Leppera, krojąc mu garniturek moralnego degenerata i gwałciciela niewinnych dziewcząt. I na nic zdał się fakt, że Aneta K. miała problem z ustaleniem wąskiej grupy ewentualnych dawców nasienia. Ojca dziecka nie znamy do dziś. Media bąknęły o tym niechętnie, zaznaczając, że pewnie się pomyliła (?zapomniała? ? sic!), ale przecież to nie powód, żeby pannie nie wierzyć. Swoboda seksualna ?gwałconej? jest akceptowana, ewentualne karesy Łyżwińskiego zasługują na kryminał. I dobrze ? z taką gębą niech siedzi! Po każdej rozprawie sądowej w ?seksaferze? siadaliśmy z Lepperem w jego gabinecie i słuchałem z niedowierzaniem tego, co mówił. Nie wolno mu było, bo sprawa utajniona. Ale mówił. Wściekły na sędzinę, która odrzucała jego wnioski dowodowe. Wściekły. że każda ?oczywista oczywistość? prowadziła do z góry założonego wniosku ? Lepper wykorzystywał seksualnie swoją podwładną. Na nic zdały się dowody z kalendarza, taśmy z telewizji, zeznania funkcjonariuszy ochrony ? wszystko to albo odrzucono, albo zinterpretowano na korzyść pokrzywdzonej. Lepper, jak każdy facet, miał sprzęt do gwałcenia, więc jak kobieta mówi, że go użył, to tak musiało być. Drżyjcie szefowie, dyrektorzy i cała banda szowinistycznych męskich świń. Apelacja wyrok wyśmiała. Tak jak i apelacja wyroku w aferze gruntowej. Dwa duże sukcesy i znów plany na dalszą walkę. Polityczna trumna Leppera zaczęła pękać. Wracał do gry. Gdzie tu miejsce na załamanie i wiązanie wisielczej pętli?

(...)

Czytany 2551 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.