Wydrukuj tę stronę
środa, 31 sierpień 2011 20:00

Margines został uznany za normę

Napisane przez

Z Tomaszem Elbanowskim, prezesem Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców rozmawia Stanisław Żaryn

W ostatnim czasie w Polsce doszło do uchwalenia tzw. ustawy przemocowej, ustawy o Systemie Informacji Oświatowej oraz obniżenia obowiązku szkolnego. Zmiany te dotyczą edukacji i wychowania dzieci. Wszystkie rozbudowują kompetencje państwa w tym zakresie. Czy można już mówić, że w Polsce rodzice przestają być podmiotem i decydentem w procesie wychowywania swoich dzieci?

Wszystkie te ustawy, choć trudno tu mówić o zamierzonym działaniu, prowadzą do ubezwłasnowolnienia rodzica-obywatela względem władzy. Dobrze ilustruje to przykład kobiety, która zgłosiła się do nas z prośbą o pomoc. Z powodów zdrowotnych przestała posyłać dziecko na zajęcia w zerówce. Szkoła postawiła sprawę na ostrzu noża i teraz tej kobiecie grozi ograniczenie praw rodzicielskich. Nie było tam patologii, a matka była w kontakcie ze szkołą. Jedynym powodem interwencji jest uchybienie przepisom.

 

Ustawa wprowadza prymat urzędników nad prawami rodziców?

Ustawa o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie wprowadza w Polsce model skandynawski. Przemocą może być wszystko, co nie spodoba się urzędnikowi. Wiemy, do jakich sytuacji prowadzą takie rozwiązania. Choćby z niedawnej historii Nikoli, małej Polki, którą rodzice musieli porwać z rąk norweskich urzędników. Dziewczynka trafiła do rodziny zastępczej, bo była smutna w szkole. W Polsce będzie jeszcze gorzej, bo nakłada się na to ubóstwo w porażającej skali. Bieda już teraz jest przyczyną co trzeciego odebrania dziecka z rodziny. A dzieci wychowujących się poza rodziną jest już blisko 100 tysięcy.


To źle, że państwo wzmacnia swoją rolę w procesie wychowywania i edukacji dzieci?

Państwo nie podejmuje się wzmocnienia ani wychowania, ani edukacji. Dostosowuje się natomiast do wytycznych strategii lizbońskiej, która wymaga upowszechnienia edukacji przedszkolnej. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby było robione z szacunkiem wobec rodziców oraz dzieci i gdyby znaleziono na ten cel poważne środki. W Polsce faktycznie brakuje przecież przedszkoli i zdarza się, że rodzice nocują w kolejce do zapisów. Ale rząd postanowił załatwić sprawę jak najmniejszym kosztem. Sześciolatki zostały więc przerzucone do szkół, a pięciolatki objęte obowiązkiem edukacji. Nie odbudowano bazy przedszkolnej, więc młodsze dzieci trafią obowiązkowo do zerówek tworzonych przy szkołach.


Czy państwo może lepiej wiedzieć, co jest dobre dla naszych dzieci?

Wolne państwo polskie jest wartością, której nie powinniśmy postrzegać jako podmiotu wrogiego i obcego. To jednak smutne, gdy widzimy, że funkcjonuje źle. Prawa dotyczące rodzin, o których mówimy, przyjęte w trzech ostatnich latach, są złe i przynoszą złe skutki. To wina konkretnych polityków, środowisk politycznych i urzędników. Ani urzędnicy, ani politycy nie powinni sobie rościć aż tak dużych kompetencji do ingerowania w rodzinę, strukturę pierwotną wobec państwa i złączoną z zasady więzią dużo silniejszą niż społeczeństwo czy naród. Wyrazem ideologicznego zacięcia do ingerowania w rodzinę jest uzasadnienie do ustawy antyprzemocowej, które stwierdza, że do przemocy dochodzi w połowie rodzin w Polsce. Tak szeroko zakreślona skala ingerencji w prywatność obywateli nie tylko jest absurdalna, ale również bardzo groźna. Musimy się temu przeciwstawiać, bo jest to w istocie zagrożenie dla wolności państwa, wewnętrzne, ale przecież nie mniej poważne w skutkach niż to, gdy wróg staje u granic.


Dlaczego polskie władze roszczą sobie prawo do decydowania za nas o losie naszych dzieci?

To pytanie raczej do politologów i socjologów. Na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji mogę wskazać kilka możliwych przyczyn. Na pewno rozrastająca się z roku na rok biurokracja, co potwierdzają statystyki, szuka sobie nowych kompetencji, żeby uzasadnić swoje istnienie. Przy wprowadzaniu w życie ustawy antyprzemocowej dużą rolę odegrał lobbing organizacji pozarządowych, które żyją ze zwalczania przemocy domowej. Przy reformie edukacji zadziałał silny lobbing wydawców podręczników. Kolejnym powodem są prądy ideologiczne, które mówią o tym, że dziecko należy jak najwcześniej wyrwać z domu, żeby nie miało do czynienia z patologią. Margines został uznany za normę. Ta myśl przyświeca obu ustawom, przeciw którym protestowaliśmy. Trzecia z regulacji, która przewiduje zbieranie w systemie informatycznym wrażliwych danych o każdym uczniu, wprowadzona została chyba głównie z powodu unijnego grantu, którego szkoda było nie wykorzystać. Myślę, że powody wprowadzenia wielu regulacji są często dość prozaiczne, a nawet przypadkowe.


Na ile państwo powinno ingerować w to, co rodzice robią z dziećmi? Kiedy powinno interweniować?

To określa dokładnie kodeks karny. I tak powinno pozostać. Natomiast uznawanie za przemoc niewłaściwego ubrania dziecka czy niedawania mu kieszonkowego (przemoc finansowa) to gruba przesada dla każdego trzeźwo myślącego człowieka. A przecież takie rodzaje przemocy znajdują się w dokumentach państwowych, takich jak formularz niebieskiej karty. Dotychczas taką kartę zakładała policja, dziś może to zrobić również lekarz czy nauczyciel. Grono kontrolerów rodziny się rozszerzyło i wielu z tych ludzi będzie wolało zaalarmować na wyrost niż być pociągniętym do odpowiedzialności za przegapienie niepokojącego sygnału. Z doświadczeń innych krajów europejskich wiemy już, że to wcale nie oznacza większej troski, ale większą skalę błędów. Dzieci będą odbierane, kiedy złamią nogę, kiedy rodziców będzie się podejrzewać o zbyt małe IQ albo matka zbyt troskliwie będzie opiekowała się chorym synem. To wszystko autentyczne przykłady z Anglii, Niemiec i Skandynawii.


(...)

Czytany 2235 razy
Stanisław Żaryn

Najnowsze od Stanisław Żaryn

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.