czwartek, 29 grudzień 2011 20:05

Kryzys na życzenie rządu

Napisane przez

W 2011 roku w retoryce polityków rządzących Polską zaszła zaskakująca zmiana. Przez wiele miesięcy emanowali optymizmem i przekonywali społeczeństwo, że Polska jest zieloną wyspą. Akcentowano, że wypadamy bardzo dobrze na tle europejskich partnerów, a podstawy naszej gospodarki są trwałe i zdrowe. W ten sposób odrzucano wszelkie krytyczne uwagi i ucinano dyskusję o kryzysie i sytuacji w kraju.

 

Od obietnic do gróźb

Minęło kilka miesięcy i retoryka rządzących zmieniła się diametralnie. Przestali akcentować polskie sukcesy, zniknęła zielona wyspa. Zamiast tego, w wypowiedziach polityków pojawiły się groźby i zapowiedzi gorszych czasów. Po wyborach parlamentarnych premier zaczął na dobre opowiadać o kryzysie i przygotowywać Polaków na zły okres, jaki ma się zacząć. Jednym z elementów straszenia Polaków jest przepowiadanie końca zjednoczonej Europy. Premier tłumaczy, że Unia Europejska może runąć, że strefa euro może się rozpaść. A to, jak wskazuje, będzie katastrofą dla Polski. Jeszcze dalej szedł minister finansów Jan Vincent Rostowski, który w kilku wypowiedziach i debatach tłumaczył, że upadek strefy euro spowoduje ogromną destabilizację w Europie, zakończy się rozpadem UE, co może skutkować wojną.

Oczywiście, oba sposoby budowania narracji, widoczne rozkładanie akcentów było podyktowane bieżącymi potrzebami politycznymi. Na początku ubiegłego roku rząd prowadził kampanię wyborczą, budował swoje poparcie przed wyborami. Dziś chce wymusić na Polakach zgodę na zmiany, obarczające kosztami kryzysu zwykłych ludzi, oraz zgodę na silniejszą integrację europejską pod dyktando Niemiec. Mówił o tym z resztą otwarcie Rostowski, apelując o silniejszą integrację w Unii. Ma to być pomysł na ratunek przed rozpadem euro oraz zapobiec wojnie.

Skok na kasę

Dziś rząd zapowiada gorszy czas w polskiej gospodarce oraz pogorszenie standardu życia Polaków. Choć ekonomiści przed dekoniunkturą ostrzegają od miesięcy, do tej pory rząd był głuchy na ich głosy i dalej uprawiał swoją propagandę. Jednak dziś nie tylko mówi o kryzysie, ale również sam dokłada cegiełkę do pogorszenia jakości życia społeczeństwa. Przyjął bowiem wiele rozwiązań, które uderzą w Polaków w 2012 roku. Reformy spowodują, że Polakom będzie żyło się trudniej. Od lutego rząd podnosi wysokość składki rentowej, co będzie owocowało zwiększonym bezrobociem. Wielu pracodawców nie będzie stać na płacenie składki według nowej stawki. W górę pójdzie akcyza na paliwo, co będzie skutkowało podwyżkami wszystkiego ? od usług po towary. Wszystko, co musi zostać przewiezione, do czego pośrednio potrzebne jest paliwo, stanie się droższe. Wciąż nieznana jest wysokość podwyżki prądu i gazu, które mają zostać wprowadzone w pierwszych miesiącach roku. Uderzą one nie tylko w rodziny i gospodarstwa, ale również osłabią polskie przedsiębiorstwa, które będą musiały podnosić ceny produktów.

Rząd postanowił również uprzykrzyć życie rodzicom, podwyższając VAT na ubranka dziecięce oraz wprowadzając negatywne zmiany w ulgach prorodzinnych. Spowodują one, że dla wielu rodzin nowy rok będzie oznaczał znaczne pogorszenie standardów życia. Dziś eksperci nie mają wątpliwości, że przyjęte zmiany powodują, iż za kryzys płacić będą zwykli ludzie. Jedynym pomysłem rządu na walkę z recesją jest sięganie kolejny raz do kieszeni obywateli. I rząd przygotowuje opinię publiczną, że będzie gorzej. Zapewnia sobie w ten sposób poduszkę bezpieczeństwa, zmniejsza szok wywołany nową rzeczywistością.

Zielona wyspa tonie

Widząc zmiany wprowadzane przez rząd, słysząc, co mówią dziś władze, Polacy stają się coraz bardziej niepewni, patrzą z coraz większym niepokojem w przyszłość. Z ostatniego badania przeprowadzonego przez CBOS wynika, że liczba pesymistów w kraju rośnie. 54 procent respondentów przyznaje, że przyszłość kraju widzi w ciemnych barwach. Badania nastrojów pokazują, że pogarszają się one od miesięcy. Coraz gorzej oceniamy swoją sytuację materialną, coraz gorzej oceniamy szanse na pozytywną przyszłość oraz szybkie zakończenie kryzysu, coraz gorszych zmian spodziewamy się na rynku pracy i w gospodarce.

Jedną z przyczyn zmiany nastrojów społecznych jest zmiana retoryki rządu oraz zmiany przeprowadzane w kraju. Nastroje społeczne są dziś w duże mierze zależne od mediów. Te zaś od czasu przejęcia władzy przez Platformę Obywatelską prowadzą nieustanną kampanię sterowania emocjami społecznymi oraz organizują debatę w sposób korzystny dla rządzących. To dlatego przez lata wzmacniały pozytywny obraz rzeczywistości, prowadząc propagandę sukcesu PO. Jednak dziś widać, że były to puste słowa i puste zachwyty. Prędzej czy później opinia publiczna przejrzy na oczy. Gdy odczuje gorszą koniunkturę we własnym portfelu, gdy nie będzie za co kupować ani czym płacić za rachunki, nastroje społeczne pogorszą się jeszcze bardziej, a emocje społeczeństwa mogą zostać rozchwiane.

Zagrożenie takim rozwojem sytuacji jest większe ze względu na brak rzetelnej debaty publicznej. Skoro media od lat mówią, że rząd skutecznie ratuje nas przed dekoniunkturą, że jesteśmy zieloną wyspą, drastyczne pogorszenie sytuacji od 2012 roku będzie tym większym szokiem. Może on skutkować nieracjonalnymi decyzjami polskiego społeczeństwa, które jeszcze bardziej pogorszą sytuację. Albowiem decyzje podejmowane na podstawie emocji i chwili pogłębiają kryzys.

(...)

Czytany 2803 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.