czwartek, 29 grudzień 2011 20:08

Masoneria na wymarciu?

Napisała

Czy amerykańska masoneria to obecnie kluby nudnych osiemdziesięciolatków, których istnienie jest zagrożone? Ostatnio można odnieść takie wrażenie. Jednak lansowanie takiego wizerunku tylko pozornie może masonerii zaszkodzić. W dobie internetu świeża krew na pewno się przyda.

 

Przeciętny człowiek nie wie o masonerii zbyt wiele, gubi się w licznych organizacjach masońskich i pseudomasońskich, w mitach i faktach. Prawdą jest, że temat ten kiedyś rozwijany wyłącznie przez media niszowe, trafił do mediów wysokonakładowych. Czy to przypadek, czy może masoni próbują celowo budować albo odbudowywać swój wizerunek w oparciu o nowe media? I tutaj nie obejdzie się bez teorii spiskowych.

Nowe media i nowe zwyczaje

Weźmy, na przykład, artykuł w takiej poważnej gazecie, jak ?Wall Street Journal?, którą czytają amerykańscy biznesmeni ? czyli (potencjalni) masoni. W tekście Ostatni spisek masoński: rekrutacja młodszych braci (Latest Freemason Conspiracy: Recruiting Younger Bros) Barry Newman pisze jednym ciągiem o średniowiecznych krwawych przysięgach, rzekomych spiskach mających na celu wprowadzenie Nowego Porządku Świata, zamkniętych spotkaniach amerykańskich prezydentów i wpływowych ludzi, i nudnych śniadaniach z naleśnikami. Wynika z tego dość jasno, że nie traktuje masonów zbyt poważnie. Czy to przez te śniadania? Pewnie byłoby inaczej, gdyby był na nich kawior i szampan.

Z tekstu wynika również, że masonerię tworzą obecnie grupy osiemdziesięcioletnich starców, dyskutujących o tym, kto będzie prasował ich ceremonialne stroje. Co więcej, liczba masonów spada o dziesiątki tysięcy rocznie. Kiedyś nawet o 80 tys. członków, podobno z powodu śmierci i nudy, dziś tylko o 30 tys. Dużo ciekawsza ma być młoda fala masońska, która na spotkaniach gra w paintball, dyskutuje o moralności i opowiada sobie horrory. Tej nowej fali jednak nie będzie bez użycia Internetu. Wygląda na to, że taka jest nowa strategia masońska: otwarcie loży i zwrócenie się do nowych mediów, głównie portali społecznościowych. Młodzi masoni wprowadzają już nowe porządki. Powstają nowe funkcje, których nigdy nie było, jak np. education officer, który zajmuje się tworzeniem blogu, zakłada stronę na Facebooku i Flickr oraz tworzy filmiki edukacyjne. Wszystko po to, aby kandydat na masona wiedział z góry, do czego się zapisuje, nie tak jak kiedyś, gdy dowiadywał się o tym w trakcie przysięgi ceremonialnej ze sznurem na szyi i kapturem na głowie.

Wcześniej masońskim podręcznikiem była książka Duncan?s Ritual z 1866 roku, dziś zaś jest nią wydana w roku 2005 Freemasonry for Dummies (Wolnomularstwo dla głupków, opublikowana w ramach serii przedstawiającej ?głupkom? każdy możliwy temat). Nowe zmiany dotyczą również praktyki rekrutacyjnej. Dziś już nikt nie musi do masonerii zapraszać, po prostu wypełnia się zgłoszenie w internecie (w przykładowej loży z Minneapolis) i płaci. W tej konkretnej loży trzeba zapłacić 450 dolarów za ceremonię uzyskania stopnia (dodać opłatę za wypożyczenie smokingu), uiścić składkę 300 dolarów rocznie, plus dodatkowo za walki paintballowe, wieczorki palenia cygar i degustację szkockiej whiskey. I młodzi wstępują, żeby odnaleźć siebie i stać się lepszymi. I oczywiście, aby spotykać się z kolegami. Pociągająca jest też stara, masońska tradycja. Tyle mówi nam ?Wall Street Journal?.

Stara tradycja i historia USA

Istotnie, podróżując po Stanach w poszukiwaniu lóż masońskich, można zauważyć pewną otwartość. W soboty można zwiedzać lożę w Bostonie czy Concord w Massachusetts. Jednak, aby poznać starą masońską tradycję, najlepiej udać się do Aleksandrii w Virginii. Wizyta w The George Washington Masonic National Memorial, zwanym też Masonic Temple, zbudowanym na cześć George?a Washingtona, zdaje się częściowo potwierdzać tezy ?Wall Street Journal?, a nawet sugerować nowe. A przede wszystkim uosabia to, co przyciąga masońskich sympatyków. Pomnik ten pokazuje masońską tradycję, do której kleją się jak muchy do lepu ludzie poszukujący swojej tożsamości albo konkretnych kontaktów polityczno-biznesowych. Pomnik nieprzypadkowo znajduje się w Aleksandrii, blisko stolicy Waszyngtonu, gdyż mieszkał tam (w Mount Vernon) pierwszy prezydent USA w czasach, kiedy nie było jeszcze Białego Domu. Washington sam zresztą uczestniczył w 1793 r. w ceremonii wmurowania pod nim kamienia węgielnego w masońskich regaliach, utrwalonej na obrazie w sali głównej tego budynku.

Dziennikarze mogą się z masonów śmiać, jednak jedno jest pewne ? bez wolnomularzy nie ma historii USA i nie ma polityki. Masoneria jest przecież najważniejszym stowarzyszeniem od czasów kolonialnych. Choć nie ma krajowej centrali, 51 Wielkich Lóż wciąż współpracuje ze sobą w różnych sprawach. Mimo że liczba masonów spada, masoneria nadal liczy ponad milion 400 tys. członków. Wygląda na to, że ich ambicje są nadal duże. 60 lat temu członków było ponad cztery miliony. Co więcej, przewodnik po masońskim muzeum przyznaje, że tylko 14 z 43 prezydentów USA było masonami. Naprawdę tylko? Przecież oznacza to, że teoretycznie każdy Amerykanin w swoim życiu musiał przeżyć panowanie co najmniej jednego oraz niezliczoną liczbę innych prominentnych polityków (wiceprezydentów, gubernatorów), szczególnie jeśli dorzucimy do nich tych, którzy byli masonami, ale nie osiągnęli najwyższego stopnia (np. Lyndon Johnson) albo otrzymali paramasońskie tytuły honorowe (Ronald Reagan ? Shriner). Wśród sławnych masonów XX w. byli prezydenci Harry S. Truman oraz Gerald Ford, szef FBI, który służył ośmiu prezydentom ? J. Edgar Hoover, czy sędzia Sądu Najwyższego Earl Warren.

(...)

Czytany 3365 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.