×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
czwartek, 29 grudzień 2011 20:38

Od Redakcji

Napisane przez

W nowy rok wkraczamy z coraz szybciej rosnącymi długami, coraz silniejszymi wstrząsami w UE, prowadzącymi do realnej utraty suwerenności przez część jej członków, coraz głębszym globalnym kryzysem finansowym, za którym błyskawicznie podąża kryzys gospodarczy. W grudniu nasz tubylczy minister spraw zagranicznych, działając wedle dobrze sprawdzonej gry operacyjnej, wysłał rozpoznawczy sygnał, deklarując Niemcom, że jeśli o nasz kraj chodzi, możemy raz dwa scedować resztki suwerenności na Republikę Federalną, byle tylko „uratowała” ona Europę. Na czym to ratowanie ma polegać, można się tylko domyślać, biorąc pod uwagę nieprzezwyciężone skłonności Niemców do poszerzania własnej przestrzeni życiowej oraz powszechnie znany brak poczucia humoru tego narodu. W każdym razie zaraz po tej wiernopoddańczej deklaracji wysłana została kolejna „jaskółka” w postaci naszej zgody na udzielenie kilkumiliardowego wsparcia finansowego upadającej strefie euro.

 

Sygnały zostały zatem wysłane i nasi zarządcy oraz ich mocodawcy z niecierpliwością oczekiwali na pierwsze odzewy ze strony tubylczych mafii, przez grzeczność zwanych partiami politycznymi, oraz ich medialnych sojuszników, których grzecznie nazwać niepodobna. Szybko stało się jasne, że oba pomysły gorąco popierają przedstawiciele wszystkich sejmowych mutacji liberalnej lewicy, którzy tradycyjnie już przebierają nogami, nie mogąc doczekać się, aż ten czy inny mocarny sąsiad weźmie ich na oficjalne utrzymanie. Ruch P****a oraz SLD, niczym niegdyś SD i ZSL, gremialnie opowiedziały się za naszą przewodnią Partią, co było zresztą do przewidzenia. Równie łatwo przewidzieć było, że przeciwko będzie prezes Kaczyński oraz wszystkie sto pięćdziesiąt secesyjnych odłamów PiS, które w sumie niczego innego już zrobić nie mogą, jak tylko licytować się w werbalnym patriotyzmie. Są wszakże jeszcze tacy, którzy pamiętają, jak w latach swej świetności partia ta wraz ze swym prezydentem gorąco reklamowała traktat lizboński i płynące zeń korzyści, wcześniej zaś tworzący ją dygnitarze, z prezesem włącznie, gorąco popierali włączenie Polski do UE jako receptę na przyszły sukces. A skoro tak, to albo byli na tyle nieroztropni, że nie przewidzieli oczywistych skutków tych decyzji – a w takim wypadku traktowanie ich jako poważnych polityków byłoby bezzasadne – albo zdążyli z jakichś powodów zmienić zdanie – co również nie pozwala specjalnie im ufać. Jaką bowiem mamy gwarancję, że za chwilę znów im się nie zmieni wizja patriotyzmu? To samo zresztą dotyczy części pomstujących na polski rząd dziennikarzy, którzy dekadę temu przekonywali – podobnie zresztą, jak niemal wszyscy politycy – że dla naszego kraju nie ma innej drogi niż ścisła integracja z Unią Europejską. Okazało się, że faktycznie – nie ma. Z tym że jest to droga wprost ku przepaści, nad którą właśnie się chyboczemy.

Czytany 2540 razy

Więcej w tej kategorii: Nowa era kłamstw »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.