niedziela, 29 styczeń 2012 20:56

Biało-czerwona płachta na lewaka

Napisał

Na kilka miesięcy przed Marszem Niepodległości można było się spodziewać, że Salon wraz ze swoimi lewackimi harcownikami z „Krytyki Politycznej” zrobi wszystko, by zepsuć Polakom święto niepodległości. Choć jedną z grup uczestniczących w zamieszkach byli piłkarscy pseudokibice, pełna odpowiedzialność za wydarzenia 11 listopada w Warszawie spada na „antyfaszystowskie” Porozumienie 11 Listopada (jego głównym sygnatariuszem jest środowisko dowodzone przez Sławomira Sierakowskiego) i lewicowo-liberalne media, szczujące uczestników Marszu i wyzywające ich od faszystów. Nie bez winy są też stołeczne władze i policja, które nie potrafiły lub nie chciały zapewnić bezpieczeństwa uczestnikom patriotycznej demonstracji.

 

Zanik polskiego ducha

Gdyby nie doszło do próby blokowania Marszu („Blokowaliśmy, blokujemy, blokować będziemy”, „Faszyzm nie przejdzie”, „No pasaran”), gdyby nie prowadzono na jej uczestników nieustannej medialnej nagonki, wreszcie gdyby nie wezwano wsparcia lewackich bojówek z Niemiec, mielibyśmy wspaniały pokaz miłości Polaków do Ojczyzny i przywiązania do narodowych wartości. Na to jednak establishment III RP nie mógł pozwolić. Nie po to przez ponad dwadzieścia lat istnienia wolnej Polski środowiska lewicowo-liberalno-postkomunistyczne obrzydzały Polakom polskość, żeby teraz bezczynnie przyglądać się formułowaniu oddolnej inicjatywy, jednoczącej wokół wartości patriotycznych ludzi o różnych poglądach.

W eseju Patriotyzm a racja stanu prof. Arkady Rzegocki przekonywał, że jednym z największych wrogów polskiego patriotyzmu jest kondycja naszego państwa oraz zanik „ducha polskiego”, a więc świadomości tego, czym polskość jest, z jakich tradycji i doświadczeń się wywodzi, oraz czym charakteryzuje się polska specyficzna wizja świata. Tymczasem bez odbudowania świadomości polskości nie tylko wszelkie próby poprawy instytucji, prawa, wreszcie państwa zakończą się niepowodzeniem, ale także życie Polaków pozostanie w jakiejś mierze niepełne, pozbawione afirmacji i pełnego przeżywania. Te argumenty nie przekonują jednak „elit” III RP. Wprost przeciwnie, wartości narodowe, patriotyczne, religijne, tradycja i tożsamość czerpiąca z historycznych korzeni polskości są dla nich źródłem zarówno kompleksów, jak i powodem wybuchów nieukrywanej niechęci i nienawiści. Polacy, ich zdaniem, muszą w końcu dorosnąć do nowoczesności, europejskości, a to nie idzie w parze z afiszowaniem się z biało-czerwonymi flagami, z oddawaniem czci postaciom zasłużonym dla niepodległości czy głębokim, publicznym przeżywaniem religii.

Europeizacyjny knut

Wojujący neokomuniści, pierwszy szereg międzynarodowego ruchu rewolucyjnego, wychwalani przez mainstreamowe media, hołubieni w światku artystycznym warszawki – środowisko „Krytyki Politycznej”, skrajna lewica – stara się znaleźć odpowiedzi na problemy świata, po raz kolejny odczytując „Kapitał” Marksa. Korzystają też z rad włoskiego komunisty Antonio Gramsciego, który deklarował konieczność poprzedzenia dominacji politycznej hegemonią kulturową. Ich kanon lektur uzupełniają dzieła postmodernistów, różnych „filozofek”-feministek czy gejowskich bądź proaborcyjnych lobbystów. Stąd też wynika współpraca ze środowiskami artystycznymi, z którymi ręka w rękę „zbuntowani” aktywiści i działacze starają się przekształcać „zacofane” polskie społeczeństwo na wzór zachodni. Z tego też powodu wspierają wszelkie inicjatywy mniejszości seksualnych i prowadzą walkę z rzekomo szeroko rozpowszechnionym w naszym kraju rasizmem, antysemityzmem i ksenofobią. Pomimo deklarowanego zwalczania „systemu”, środowisku temu nie przeszkadza sowite wsparcie z budżetu państwa i wynajmowanie za pół darmo lokalu („Nowy Wspaniały Świat”) w bardzo atrakcyjnej lokalizacji w Warszawie.

Ta kawiorowa lewica sama siebie uważa za tamę, która nie dopuszcza do zwycięstwa faszyzmu w Polsce. W tym celu tworzy wirtualną, nieistniejącą rzeczywistość, z której wynika, że tylko jeden krok dzieli nasze społeczeństwo od erupcji niepohamowanego prawicowego terroru. Sygnałem rzekomego odradzania się faszyzmu ma być nawiązywanie do patriotyzmu, dumy narodowej, a także „gorące” przeżywanie wiary katolickiej. Taki pogląd łączy wszystkie lewicowo-liberalne środowiska III RP, od homoseksualnego przez proaborcyjne, na postkomunistycznym kończąc. Różnice zachodzą jedynie w obrębie języka i w formie przekazu. Stąd też wynika propagandowe wsparcie dla „antyfaszystów”, udzielone przez m.in „Gazetę Wyborczą”, „Politykę” i TVN. Dziś, ręka w rękę, starzy czerwoni i reprezentanci lewicy laickiej – Żakowski z Blumsztajnem – wraz z ich młodszymi odpowiednikami – Sutkowski z Sierakowskim – oklaskiwani przez Palikota i Kalisza oraz dyskretnie wspierani przez szacowne autorytety moralne, zbierają siły do kolejnego boju z ciemnogrodem.

Wspólnota wahań i wątpliwości

Przedstawienie Polakom różnych pozytywnych propozycji świętowania niepodległości może być najlepszym sposobem na wymuszenie na tych, którzy 11 listopada krzyczą hasła rasistowskie, ksenofobiczne lub homofobiczne, żeby zrezygnowali z mowy nienawiści – tak tłumaczył blokowanie legalnego Marszu Niepodległości lider „Krytyki Politycznej” Sławomir Sierakowski. Co ciekawe, po raz kolejny dowiódł tym samym, że rzeczywistość sobie, a lewacka gadanina sobie. Chociaż kamery telewizyjne nie zarejestrowały w trakcie Marszu żadnych przejawów wyczekiwanej przez Salon „mowy nienawiści”, to i tak nie ma co liczyć, że uda się przekonać bojowników „antyfaszystowskiej” krucjaty do zmiany sposobu myślenia. Dariusz Gawin pisał w eseju „Blask i gorycz wolności”, że postawa heroicznego, radykalnie etycznego krytycyzmu zaczęła wychowywać coraz szersze rzesze inteligencji do krytycyzmu automatycznego, mimowolnego. Radykalny krytycyzm stał się intelektualnym nałogiem, mentalną dyspozycją wyprzedzającą wszelkie wyobrażenia. W efekcie zaczęto podważać wszystkie niepasujące do modelu nowoczesnego Polaka wyobrażenia, prowadzić walkę o odbrązowienie polskiej historii i tożsamości. Konsekwencją tego jest, zdaniem Gawina, to, że wspólnota pewników miała zostać przekształcona we wspólnotę wahań i wątpliwości; wspólnota dumy we wspólnotę wstydu.

Ten zabieg demitologizacji narodowej tradycji i pamięci prowadzony jest na tyle skutecznie, że niewiele już zostało łączników, tworzących model zbiorowej tożsamości Polaków. Widać to w szczególności na przykładzie stopniowego podważania fenomenów, jakimi są m.in Jan Paweł II i pierwsza Solidarność. Zabiegi te powodują, że wciąż zwiększa się w społeczeństwie procent osób, dla których zjawiska te tracą pozytywny bagaż emocji na rzecz chłodnej obojętności, a czasem i niechęci. W miejsce tego promuje się bezmyślny konsumpcjonizm, hedonizm, egoizm, atomizację społeczną i dobrowolną rezygnację z uczestniczenia w procesach politycznych. Dobry Polak to taki, który w czasie wyborów „da głos” na Jedyną Normalną Partię i... to by było na tyle, jeśli chodzi o wypełnianie obowiązków obywatelskich. Pozostaje mu więc grillowanie, cieszenie się ciepłą wodą z kranu i naśladowanie najbardziej postępowych wzorców płynących z Zachodu, które są mu dostarczane przez Jedynie Słuszne Media. A historia, pamięć, tożsamość narodowa? Toż wszyscy wiedzą, że „polskość to nienormalność”, nieprawdaż?

(...)

Czytany 2593 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.