niedziela, 29 styczeń 2012 21:52

RAF: reaktywacja. Lewicowa ekstrema w Niemczech i UE

Napisane przez

Protest jest wtedy, gdy mówię, że dłużej tego nie zniosę. Opór jest wtedy, gdy kończę z tym, czego nie mogę znieść. Protest jest wtedy, gdy nie godzę się więcej na to. Opór jest wtedy, gdy nie pozwalam na to godzić się innym

Ulrike Meinhof, RAF

 

W latach 70. i 80. ubiegłego wieku przez Europę przetoczyła się fala lewicowego terroryzmu. Różne lewackie ugrupowania, jak włoskie Czerwone Brygady, niemiecka Frakcja Czerwonej Armii czy francuska Action Directe chciały w imię światowego ładu proletariackiego, ogniem i mieczem wprowadzić nową rzeczywistość. Wydarzenia ostatnich miesięcy prowokują do zadania pytania ? czy dziś grozi nam powtórka z tamtych wydarzeń?  

Mimo gorzkiej lekcji historii z okresu działalności RAF, kiedy to na ulicach regularnie wybuchały bomby, a człowiek mógł zostać porwany, wychodząc do sklepu po mleko, lewicowy ekstremizm nadal cieszy się w Niemczech dużym przyzwoleniem społecznym i uchodzi za nieszkodliwą zabawę, romantyczną przygodę w stylu Robin Hooda ? zabieramy bogatym, oddajemy biednym, przy tym walczymy ze złym szeryfem (państwem). Dla wielu, głównie wykształconych ludzi, bycie lewakiem to cześć image'u, to coś, co ekscytuje, popycha do działania, daje poczucie spełnienia.

Nieskrępowany rozwój ideologii komunistycznej w krajach Europy Zachodniej, wynika z lekceważącego jej traktowania, zarówno przez polityków, jak i służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo państwa. Koncentrowano się głównie na ruchach neonazistowskich, na dalszy plan odsuwając ugrupowania lewackie. Przynosi to dziś katastrofalne skutki, gdyż środowiska anarchistyczne i antyfaszystowskie, skuszone dotychczasową bezkarnością czy wręcz ochroną niektórych partii politycznych, wykazują się coraz większą agresją.

Dla nas, Polaków, Niemcy to nie tylko najważniejszy sąsiad, to także największy partner gospodarczy, który odgrywa wiodącą rolę w obecnym porządku geopolitycznym czy strukturach Unii Europejskiej. Szeroko rozumiana i wielopłaszczyznowa współpraca naszego kraju z RFN od lat zajmuje czołowe miejsce w rodzimej polityce zagranicznej. Dlatego też, uważnie powinniśmy przyglądać się temu, co się dzieje na niemieckiej lewackiej scenie politycznej.

Zrób sobie bombę

A dzieje się dużo: pobicia, podpalenia, dewastacje. Niemieccy lewacy, wkraczając na drogę miejskiej partyzantki i bezpośredniej konfrontacji z państwem, stają się równie groźni jak neonaziści. Jednym z drogowskazów tej działalności jest gazetka ?Prisma?, ważne czasopismo dzisiejszej lewicowej subkultury w Niemczech. Lewacy, wzywając w niej do zmiany systemu, ukazują zarazem kierunek działania, dzięki któremu taką zmianę się osiągnie. Można w niej np. przeczytać, jak skonstruować koktajl Mołotowa, a nawet bombę z zapalnikiem czasowym.

Z raportu Federalnego Urzędu Ochrony Konstytucji wynika, że w Niemczech przybywa skłonnych do przemocy lewicowych ekstremistów, dziś jest ich już 6,8 tys. W roku 2010 po raz pierwszy więcej osób ucierpiało w wyniku rozrób lewaków (855) niż neonazistów (824).

Skąd biorą się wojujący lewacy? Otóż uważają oni, że zło tkwi w instytucjach życia politycznego i gospodarczego, że celem lewaka jest walka z przymusem politycznym ?państwem, z przymusem ekonomicznym ? kapitałem, oraz z przymusem moralnym ? religią (Król, Kapitał, Kościół). Sądzą, że wartością najwyższą jest indywidualna wolność każdego człowieka, a ostatecznym celem walki stworzenie społeczeństwa nieużywającego siły i przymusu, w którym wszyscy ludzie będą równi, nie będzie żadnego rządu, a stabilność osiągnie się dzięki porozumieniu między komunami terytorialnymi i zawodowymi.

Z kim walczy skrajna lewica w Niemczech? Konfrontuje się głównie z ?faszystami?. Faszystą jest policjant czy pracownik socjalny, który, zdaniem lewaków, wypłaca za niski zasiłek dla bezrobotnych, oraz chadek, liberał czy socjaldemokrata. Faszystą z zasady, jako tryb w machinie reżimu, jest również każdy inny urzędnik państwowy. Lewicowi ekstremiści potrafią rozciągnąć pojęcie faszyzmu w nieskończoność.

Czerwona falanga najczęściej atakuje policjantów i neonazistów. Zasadniczo jest to działanie logiczne, gdyż policja obrywa od lewaków podczas zapewniania prawa do demonstracji, reagując na blokowanie marszów skrajnej prawicy przez lewackie organizacje. Wtedy to właśnie dochodzi do kuriozalnych sytuacji, w których ostrzyżeni na łyso spadkobiercy Adolfa Hitlera maszerują przez miasto w otoczeniu stróżów prawa, a równocześnie ich koledzy z innych oddziałów, ganiają po mieście lewackich zwolenników ?pokoju? i ?wolności?, próbujących taką demonstrację przerwać. Niestety, policjanci nie mają innego wyjścia, gdyż w tym wypadku to czerwoni łamią prawo, a nie brunatni.

Lewacy jako ugrupowanie nie są scentralizowani i nie mają jasno określonej hierarchii. Zamiast prezesa i członkowskich legitymacji istnieją małe komórki, oparte na zaufaniu i osobistych znajomościach, które często zmieniają nazwy, ażeby utrudnić inwigilację służb specjalnych. Dzięki temu potrafią uderzyć i błyskawicznie zapaść się pod ziemię.

Lewica przeciwko zwykłym ludziom

Jednakże celem lewicowych ekstremistów są dziś nie tylko neonaziści, lecz także struktury państwa. Przykładem jest akcja z 23 maja 2011 r., podczas której lewacy podpalili kable w pobliżu berlińskiego węzła kolejowego Ostkreuz. Setki tysięcy pasażerów utknęło na peronach, internauci zostali odcięci od sieci, a wiele osób nie mogło skorzystać z telefonów komórkowych. Cztery dni zajęło przywrócenie w Berlinie i Brandenburgii normalnego ruchu kolejowego.

Akcja ta uświadomiła lewakom, że przy użyciu niewielkich środków można uzyskać spory efekt propagandowy. Fora internetowe pełne były dyskusji o kolejnych zamachach i aktach sabotażu, a rozmowy ukierunkowane były na trzy pytania: co, gdzie i przede wszystkim ? kiedy. Pojawiały się nawet mapki z możliwymi celami. Natomiast sprawcy majowego paraliżu opublikowali w sieci pismo, w którym winą za zamach oskarżyli eksporterów broni i lobby atomowe. Wobec zbrodni, jakich dopuszcza się przemysł atomowy, uprawnione są również drastyczne środki ? twierdzi Luca Köppen z radykalnego Plenum Antyatomowego w Berlinie.

Wszystkie te spekulacje zostały potwierdzone w październiku 2011 r., kiedy ekstremistyczna grupa ?Hekla ? Inicjatywa dla Rozkwitu Społecznych Erupcji? wzięła na siebie odpowiedzialność za 17 ataków dokonanych za pomocą czasowego urządzenia zapalającego na niemiecką infrastrukturę kolejową. Tego ranka zwolniliśmy obroty niemieckiej stolicy, także jego funkcję globalnego gracza w eksporcie zbrojeń! Akty sabotażu w miejscach strategicznego okablowania odpowiadającego między innymi za sygnalizację świetlną i zwrotnice, zmusiły Berlin do zrobienia sobie przerwy. Praca ciągów komunikacyjnych została zakłócona. Wiele regionalnych i długodystansowych pociągów miało opóźnienia bądź w ogóle nie kursowało? ? chwalą się lewicowi aktywiści.

Na liście wrogów lewackich bojówek znajduje się nie tylko kolej, ale też Siemens, koncerny energetyczne, banki, firmy telekomunikacyjne i transportowe, takie jak DHL, którą lewacy nazywają częścią niemieckiej machiny wojennej. Przeciętnemu człowiekowi DHL kojarzy się z doręczaniem przesyłek kurierskich, ale firma zajmuje się także transportem sprzętu wojskowego do Afganistanu. To zresztą nie koniec. Na forach internetowych lewacy wzywają do ataków na żołnierzy i policjantów lub przynajmniej na ich sprzęt. Wezwania owe nie padają na jałowy grunt. W kwietniu 2011 roku koktajlami Mołotowa obrzucono posterunek policji przy Wedekindstrasse w berlińskiej dzielnicy Friedrichshain. Natomiast na YouTube można zobaczyć dwuminutowy filmik Bau was (Zmontuj coś!), wprost nawołujący do czynnej przemocy wobec władzy. Obejrzymy tam m.in. płonące policyjne samochody. Tylko w Berlinie spaliły się w 2010 r. 53 auta. Jest to znikoma liczba, jeżeli po uwagę weźmiemy fakt, że od końca sierpnia tego roku mamy do czynienia ze swoistą plagą podpaleń, gdyż prawie każdej nocy w Berlinie płonie kilkanaście samochodów. Celem stają się zwłaszcza bmw, mercedesy i audi ? auta sektora premium, a zarazem symbole niemieckiego kapitalizmu. Jednak problem ma nie tylko Berlin. W przeliczeniu na mieszkańca najwięcej przestępstw motywowanych lewicową ideologią było w ubiegłym roku w Bremie i Saksonii.

Pobłażliwość władzy

Działo się tek dlatego, że ostrzeżenia przed wzrostem lewicowej działalności były masowo ignorowane. Standardowo lewicowa przestępczość była w Niemczech traktowana o wiele bardziej pobłażliwie, niż przemoc spod znaku swastyki ? to jednak zaczyna się zmieniać. Thomas de Maizi?re (były minister spraw wewnętrznych, a dziś obrony) zapowiedział, że Federalny Urząd Ochrony Konstytucji będzie bardziej baczył na działania lewicowego ekstremizmu. Wezwał też społeczeństwo, by jasno zdystansowało się nie tylko od neonazistów, lecz także od lewaków.

Nie jest to proste, gdyż o flirt z lewicowymi radykałami oskarżani są postkomuniści z Die Linke, do niedawna koalicyjny partner SPD w berlińskim ratuszu. Pod ich skrzydłami działają takie radykalne organizacje jak: Platforma Komunistyczna, Socjalistyczna Lewica czy Forum Marksistowskie, którymi nie bez powodu interesuje się Urząd Ochrony Konstytucji. Przykład: na początku 2011 r. odbyła się w Berlinie konferencja pod szyldem Róży Luksemburg, na którą to zaproszenie przyjęła Gesine Lötzsch, szefowa Die Linke, przy równoczesnym udziale lewackiej terrorystki z RAF ? Inge Viett. W trakcie dyskusji Viett dowodziła, że niszczenie sprzętu Bundeswehry to dopuszczalny wyraz pacyfizmu. Konferencję zorganizowała marksistowska gazeta ?Junge Welt?, która w czasach NRD była organem komunistycznej młodzieżówki FDJ. ?Junge Welt? jest pod stałą obserwacją Urzędu Ochrony Konstytucji, gdyż bez komentarza publikuje wezwania do przemocy.

Działalność Die Linke wspierana jest przez szerokie spektrum organizacji i partii lewicowych, które nie zawsze delikatnie to formułując, utożsamiają się z polityką rządową. Należą do nich między innymi: Antifa (Antifaschistische Linke Berlin), Anarchistische Gruppe Mannheim, AMS (Assoziation Marxistischer Studentinnen), DKP (Deutsche Kommunistische Partei), FAU (Freie Arbeiterinnen und Arbeiter Union), MLPD (Marxistisch-Leninistische Partei Deutschlands), PSG (Partei für Soziale Gleichheit), Rebell (Jugendverband der MLPD), RSB (Revolutionärer Sozialistischer Bund), Rote Hilfe, SAV (Sozialistische Alternative ? Voran), SDAJ (Sozialistische Deutsche Arbeiterjugend), ARAB (Antifaschistische Revolutionäre Aktion Berlin), Revolutionäre Aktion Stuttgart, Rote Antifa Duisburg, SoL (Sozialistische Linke), Zusammen Kämpfen (Zusammenschluss mehrerer linker Gruppen in Magdeburg). Jak widać, jest z czego wybierać, a co za tym idzie, i na kim się oprzeć.

Niemieckie media zastanawiają się, czy coraz większy radykalizm lewaków nie jest wstępem do nowej fali terroryzmu, takiej samej jak w latach 70. i 80., którą wywołała Frakcja Czerwonej Armii (RAF). Jej działacze napadali na banki, porywali zakładników, przeprowadzali zamachy na biznesmenów, urzędników i polityków. Dziś służby specjalne przypominają, że granica między pobiciami i podpaleniami a godzeniem się na ofiary śmiertelne jest bardzo płynna.

(...)

Czytany 3000 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.