wtorek, 28 luty 2012 02:10

Kiedy wybuchnie Rosja?

Napisane przez

Z profesorem Włodzimierzem Marciniakiem z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk, członkiem Polsko-Rosyjskiej Grupy do Spraw Trudnych, rozmawia Petar Petrović (Polskie Radio)

 

Dziesiątki tysięcy zwolenników opozycji, a może lepiej mówić, przeciwników Władimira Putina, przyszło 4 grudnia na Plac Bołotny, znajdujący się naprzeciwko Kremla i żądało dymisji rosyjskiego premiera, a także domagało się od władz przeprowadzenia uczciwych wyborów. To już kolejny wielki protest rosyjskiego społeczeństwa przeciwko rządzącym. Wydaje się, że kroplą, która przelała czarę goryczy była deklaracja Putina o zamianie funkcjami z Dmitrijem Miedwiediewem. Perspektywa jego kolejnych kadencji prezydenckich zarówno podziałała na część społeczeństwa deprymująco, jak i pobudziła wielu ludzi do działania. Kto wychodzi na ulice? Kto wznosi antyputinowskie hasła?

Stała się rzecz niezwykle interesująca, patrząc np. na tę dużą manifestację na Prospekcie Sacharowa, można było odnieść wrażenie, że to był salon. Tam przyszło wielu celebrytów, odnotowano choćby obecność żony Olega Deripaski itd., oznacza to więc, że modnie się tam było pojawić. Znana głównie z rozlicznych skandali dziennikarka Ksenia Sobczak dobrze określiła, że jest to rewolucja sytych, w innym wywiadzie użyła określenia rewolucja w norkach. Nie chcę jednak w ten sposób obrażać wszystkich uczestników protestów, ale w dużym stopniu na ulice wyszli ludzie do tej pory zadowoleni z tego, co im oferował reżim. On im niespecjalnie przeszkadzał, jakoś dawało się przy nim żyć. Podstawowym motywem protestu było pozbawienie tych ludzi nadziei, perspektyw. Rzucono im prosto w twarz, że już nigdy nie będzie inaczej. Putin i Miedwiediew zadeklarowali tym samym koniec marzeń i poinformowali społeczeństwo, że w Rosji nic się nie zmieni. To ich przygniotło, perspektywa, że Putin będzie rządził jeszcze przez tyle lat okazała się mobilizująca.

A co z tymi młodymi, którzy piszą o kolejnych przekłamaniach władzy i publikują filmiki obrazujące skalę wyborczych fałszerstw? Na wielu z nich nie działa zdominowana przez ludzi Putina telewizja, oni korzystają z Internetu i starają się omijać rządową propagandę.

W tych protestach bierze też udział bardzo aktywny segment ludzi młodych, w dużym stopniu związanych z działalnością zarobkową realizowaną w sieci. Niektórzy socjologowie rosyjscy używają wobec nich określenia nowy proletariat. Pod względem stylu życia i wartości to jest klasa średnia, ale oni są w gruncie rzeczy niezbyt zamożnymi ludźmi. Powstanie takiego bardzo specyficznego konglomeratu tworzy potencjalnie bardzo wybuchową, rewolucyjną mieszankę. Są to ludzie, którym zabrano nadzieję na zmiany.

Przeciwko czemu protestuje więc nowy proletariat? Do tej pory wydawało się, że rosyjski premier cieszy się w społeczeństwie rosyjskim dużą popularnością. Także w polskich mediach mogliśmy zobaczyć go polującego na tygrysy, paradującego z nagą klatą i dowiedzieć się, że dla wielu Rosjanek jest on synonimem mężczyzny. Dziś okazuje się, że to już nie Putin opowiada najlepsze dowcipy, które rozbawiają cały naród. Teraz to on stał się ich celem, jak w tym: Premier Władimir Władimirowicz Putin spotkał się z szefem CKW. Przykazał mu, by wybory były uczciwe i przejrzyste oraz by zakończyły się już w pierwszej turze.

Wielu Rosjan śmieszył i oburzał ten obnażony tors Putina. Teraz złości ich w jeszcze większym stopniu, gdyż władzy nie udaje się przykryć tak dokładnie, jak do tej pory, fali kłamstw i manipulacji. Po kryzysie finansowym z 1998 roku Rosja wchodzi w dziesięcioletni okres wyraźnej poprawy sytuacji gospodarczej i ewidentnego zadowolenia. Po długotrwałym kryzysie ciągnącym się od lat 80., z niewielkimi wahnięciami aż do lat 90., kraj ten wszedł w fazę mniej więcej dobrej koniunktury gospodarczej i poprawy materialnej sytuacji ludności. Należy pamiętać, że jest to czas, gdy płace realne rosną, i to dosyć znacznie. Zadowolenie z poprawy jakości życia przelało się na tego, kto sprawuje rządy, bez zastanawiania się, czy to ma jakikolwiek związek, czy też nie. Po ?98 roku weszła w Rosjan nadzieja na lepszą sytuację kraju i stąd wzięło się ich przyzwolenie na autorytarne rządy Putina. Mniej więcej do Pomarańczowej Rewolucji reżim ten nie był tak bardzo dolegliwy. Na większą skalę ograniczanie swobód politycznych nastąpiło później, jako reakcja na to, co się działo na Ukrainie. Była to więc systemowa kontrrewolucja. Z badań socjologicznych wynika, że w tym czasie zaczął zanikać społeczny entuzjazm.

Socjologowie z Centrum Lewady przeprowadzili sondaż, z którego wynika, że aż dla 70 procent Rosjan przedstawiciele władzy działają na szkodę państwa. Dowiedzieliśmy się też, że z każdym rokiem zmniejsza się liczba obywateli wierzących w uczciwość urzędników. Aż połowa respondentów przyznała, że Korupcja i złodziejstwo wśród elit władzy są znacznie wyższe niż 10-12 lat temu. Czyli, że jest gorzej niż w początku lat 90., które do dziś dla wielu mieszkańców tego kraju są synonimem chaosu. Co ciekawe, wielu ekspertów do tej pory podkreślało, że rządy Putina czerpią swoją legitymizację przede wszystkim z obietnicy stabilności systemu, w opozycji do demokratycznych eksperymentów z czasów Borysa Jelcyna.

Od 2005 roku nie podaje się, jako statystycznie istotnej, grupy przekonanych czy entuzjastycznych zwolenników Putina; raczej jest to akceptacja z mniejszym lub większym sceptycyzmem, na zasadzie, że jak nie ma alternatywy, to trudno, niech będzie, kiedyś to się skończy itd. Pierwsza połowa 2010 roku pełna była sygnałów wysyłanych głównie z otoczenia Miedwiediewa o konieczności przeprowadzenia różnych reform politycznych, zwiększenia pluralizmu, dopuszczenia większej liczby partii do efektywnego uczestnictwa w wyborach i udziału w Dumie, wykreowania jakiegoś nowego lidera politycznego (wtedy zaczęły się te wszystkie zabiegi z Michaiłem Prochorowem), one zostały nagle przecięte i zakończono etap zmian. To wtedy część dzisiejszych protestujących zrozumiała, że na długi czas nie ma co liczyć, że ekipa rządząca będzie dążyła do rzeczywistej modernizacji kraju. Do tego doszły fałszerstwa na niebywałą skalę, które były rejestrowane i później publikowane w Internecie. Warto zauważyć, że Zachód bardzo źle przyjął decyzję o kandydowaniu Putina na prezydenta. Wiadomo, wynika to z jego interesów ekonomicznych w tym kraju, który traktuje jako rynek zbytu i dostarczyciela taniej energii i surowców. I chociaż przywódca ten był dla zachodniej Europy nawet znośny i robienie z nim biznesu całkiem opłacalne, to jednak czuć, że coś się zmieniło w odbiorze jego osoby. Wydaje się, że nie tylko wielu Rosjan ma go już serdecznie dość, ale także Zachód oczekuje zmian na Kremlu.

(?)

Czytany 2674 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.