środa, 28 marzec 2012 23:19

Piramida emerytalna sypie się

Napisał

Piramida finansowa, jaką jest polski system emerytalny, sypie się jak domek z kart. W związku z tym wśród polityków pojawiają się coraz ciekawsze pomysły, by ten skonstruowany w PRL-u skansen nadal utrzymywać przy życiu. Jednak nie licząc niedawnej wypowiedzi wicepremiera Waldemara Pawlaka, nikt nie chce otwarcie przyznać, że system ten od dawna jest bankrutem, niepotrafiącym utrzymać się ze zbieranych i tak wysokich składek i do którego co roku trzeba dopłacać miliardy z pieniędzy podatników.

 

Łączne wydatki na emerytury i renty w Polsce w 2012 roku wynoszą gigantyczną kwotę 191,4 mld zł, w tym Fundusz Ubezpieczeń Społecznych ? 176,2 mld zł, KRUS-owski Fundusz Emerytalno-Rentowy ? 15 mld zł oraz Fundusz Emerytur Pomostowych ? 240 mln zł. Jak wynika z ustawy budżetowej, składki emerytalne tylko w 68 procentach pokrywają wydatki na emerytury. Dlatego coroczne dotacje budżetowe do ZUS-owskiego Funduszu Ubezpieczeń Społecznych są bardzo duże i stanowią największą pozycję w polskim budżecie państwa. W 2011 roku dotacja z budżetu do ZUS-u wyniosła ponad 44,5 mld zł, a zgodnie z ustawą budżetową, w 2012 roku dotacje i subwencje do obowiązkowych ubezpieczeń społecznych przekroczą 55 mld zł. To niemal piąta część wydatków budżetu. Mimo tego, a także pomimo faktu, że emerytury są głodowe, i tak brakuje pieniędzy. Według prognozy wpływów i wydatków Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, w latach 2013-17 na wypłatę wszystkich świadczeń zabraknie w ZUS 325,7 mld zł. Już nawet Waldemar Pawlak, wicepremier i minister gospodarki z PSL, powiedział otwarcie (co spotkało się z konsternacją niektórych), że nie ma co liczyć na emerytury z państwowego systemu.

W związku z tym pojawiają się coraz nowsze i bardziej oryginalne pomysły, by jakoś ?ratować? ZUS, cały system emerytalny, a tym samym budżet państwa i całe finanse publiczne przed nieuchronnym bankructwem w sytuacji coraz mniejszej dzietności Polek. Za czasów reform premiera Jerzego Buzka remedium na niewydolność ZUS-u miały być teoretycznie prywatne, ale mocno przeregulowane Otwarte Fundusze Emerytalne (tzw. drugi filar) oraz ? jako tzw. trzeci filar ? niewiele mniej przeregulowane Indywidualne Konta Emerytalne, do których niedawno dołączyły Indywidualne Konta Zabezpieczenia Emerytalnego. W 1999 roku utworzono też Fundusz Rezerwy Demograficznej, który miał gromadzić pieniądze na kompensację tzw. powojennego wyżu demograficznego. Jednak z chwilą ?reformy? rządu premiera Donalda Tuska z 2011 roku, która polegała na zmniejszeniu składki na OFE z 7,3 procenta do 2,5 procenta płacy (by przekazać więcej pieniędzy ZUS-owi), fundusze te praktycznie straciły większe znaczenie. Niestety, obecne władze przywłaszczyły sobie też środki finansowe z FRD na bieżące wypłaty rent i emerytur (14,5 mld zł w ciągu trzech lat). Mimo że ten pierwszy krok ma pozwolić do 2020 roku na zmniejszenie potrzeb pożyczkowych państwa o 190 mld zł, to i tak nadal brakuje pieniędzy.

Praca do śmierci

Dlatego rząd Tuska, wzorem innych państw europejskich, proponuje kolejną reformę: podwyżkę wieku emerytalnego do 67. roku życia w tempie trzech miesięcy rocznie. Należy zauważyć, że ta reforma podnosi wiek emerytalny o dwa lata tylko w przypadku mężczyzn, bo odnośnie do kobiet wiek emerytalny ma zostać podniesiony z 60. do 67. roku życia, czyli aż o siedem lat (przynajmniej feministki powinny być z tego powodu zadowolone, bo to one najgłośniej domagają się równouprawnienia). Pomysł szefa rządu popiera Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, która jednocześnie mówi o konieczności stworzenia możliwości odejścia na emeryturę w wieku 65 lat osobom, które pracowały i płaciły składki na ubezpieczenie przez co najmniej 40 lat. Równocześnie przedsiębiorcy zalecają zmiany, które spowodują, ich zdaniem, możliwości tworzenia miejsc pracy dla tych osób, które później będą przechodzić na emeryturę. Proponują oni między innymi ograniczenie dopłat do emerytur uprzywilejowanych i przeznaczenie części odzyskanych w ten sposób pieniędzy na aktywizację zawodową i poprawę opieki zdrowotnej, zmniejszenie obciążeń najniższych wynagrodzeń podatkami i składkami, dofinansowanie i zwiększenie efektywności publicznych służb zatrudnienia, kontraktowanie usług firm zajmujących się aktywizacją zawodową oraz zniesienie przedemerytalnego okresu ochronnego, który zniechęca do zatrudniania osób starszych.

Jednak pojawia się ogromny sprzeciw społeczeństwa wobec tego pomysłu. Za utrzymaniem aktualnego wieku emerytalnego opowiedział się Jarosław Kaczyński, prezes PiS. Przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego protestowały między innymi pielęgniarki, a związki zawodowe sprzeciwiają się temu, gdyż ich zdaniem doprowadzi to do wzrostu bezrobocia. W związku z tym NSZZ ?Solidarność? w stosunkowo krótkim czasie zebrał ponad półtora miliona podpisów pod wnioskiem o referendum w tej sprawie. Związkowcy zapowiadają też duże demonstracje na wiosnę i podczas mistrzostw Europy w piłce nożnej Euro 2012. ? Fora internetowe czy sondaże jednoznacznie mówią że Polki i Polacy nie godzą się na podwyższenie wieku emerytalnego ? powiedział Piotr Duda, przewodniczący NSZZ ?Solidarność?. ? Platforma Obywatelska oszukała społeczeństwo, bo mogli o tym mówić w kampanii wyborczej. Rządzący po wyborach zapominają, kto ich wybiera, mają patent na mądrość, ignorują dialog społeczny ? dodał.

Podobnego zdania jest konkurencyjna organizacja zawodowa o pochodzeniu PRL-owskim, OPZZ, która popierana przez SLD w zamian proponuje, by wprowadzić możliwości przejścia na emeryturę po przepracowaniu 35 lat przez kobiety i 40 lat w przypadku mężczyzn. Sam premier Tusk szczerze powiedział, że nie zamierza podawać projektu podwyżki wieku emerytalnego pod referendum, bo zostałoby przez niego przegrane. Zaszantażował nawet, że jeśli jego pomysł nie przejdzie, to będzie trzeba radykalnie podnieść podatki: VAT do absurdalnej wysokości 31 procent, a składkę emerytalną z 19,5 procenta do 30 procent pensji oraz obniżyć wypłacane przez ZUS świadczenia o połowę. Z kolei sam ZUS, aby przekonać Polaków do podniesienia wieku emerytalnego, ma przeprowadzić kampanię propagandową o czekających głodowych emeryturach w przypadku nieprzyjęcia reformy. Z kolei, jak informuje ?Rzeczpospolita?, urzędnicy Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej ruszą w teren i na specjalnych konferencjach zorganizowanych w kliku dużych polskich miastach będą przekonywać Polaków do konieczności zmian w systemie emerytalnym.

Fikcyjna reforma

Tymczasem problem wieku emerytalnego jest wtórny. Gdyby system został skonstruowany na zdrowych zasadach, tzn. gdyby każdy pracownik miał swoje konto emerytalne, to mógłby w każdej chwili przechodzić na emeryturę i żadne państwowe regulacje w tej kwestii nie byłyby potrzebne. Gdyby zrobił to zbyt szybko, to jedynym skutkiem, byłyby niskie świadczenia. Z kolei ktoś, kto wolałby pracować dłużej, emerytury pobierałby wyższe (jeśli dożyje). Po prostu każdy miałby wypłacane tyle, ile zaoszczędził w czasie pracy. Jednak w obecnym chorym systemie, odziedziczonym po Polsce Ludowej, kiedy wpływy do FUS są wydawane na bieżące emerytury, taka opcja nie jest możliwa.

(?)

Czytany 2954 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.