czwartek, 26 kwiecień 2012 00:46

Prawo do patriotyzmu

Napisane przez

Patriotyzm ? o dziwo! ? ma wielu wrogów. Zarzucają oni zwolennikom patriotyzmu, że jest on na różny sposób szkodliwy do tego stopnia, że w tytule gazety, której nie zamierzam reklamować, można znaleźć twierdzenie, że ?patriotyzm to faszyzm?. A więc patriotyzm jest tu postrzegany jako jedno z większych zagrożeń i klęsk, które ludzkość przeżyła w ostatnim wieku na naszym kontynencie, pociągających za sobą niezliczone ofiary w swych totalitarnych skutkach. Patriotyzm jako zło, przedstawiane przez zagorzałych jego przeciwników, którzy nie wyjaśniają jednak swoich zarzutów. Co jest w nim tak złego, że wywołuje taki sprzeciw, a nawet agresję. Dlaczego należy go odrzucić, potępić, pokonać?

 

Kto się boi patriotyzmu?

Czemu przywiązanie do swego kraju i wspólnoty narodowej, do własnej długotrwałej tradycji, kultury, języka, wiary religijnej ma być niewłaściwe, naganne, wstydliwe, godne potępienia? W oskarżeniach przeciwników patriotyzmu pojawia się w takiej sytuacji pakiet zarzutów i grzechów, które rzekomo przeszkadzają w dalszym rozwoju kraju i dostosowaniu do nowoczesnego świata: patriotyzm ma podobno prowadzić do nacjonalizmu, ksenofobii, nietolerancji, różnego rodzaju fundamentalizmu (religijnego czy kulturowego), często w tym zestawia pojawia się także antysemityzm. Wojujący z patriotyzmem za pomocą takiego oręża nie zdają sobie oczywiście sprawy (czy też nie chcą sobie zdawać sprawy, bo to odrzucają), że to, co zwie się ogólnie i nieostro patriotyzmem, ma swoje podłoże i podstawy, które trzeba by chyba siłą wykorzeniać, razem ze wspólnym doświadczeniem historycznym, państwem i instytucjami narodowymi, których nawet zabory nie zdołały wykorzenić, ze wspólnymi symbolami, z językiem i kulturą, zapewniającymi możliwość komunikacji i organizacji społecznej, wreszcie z wiarą religijną, która zapewnia odniesienie również do porządku nadprzyrodzonego, także ponadnarodowego i ponadludzkiego. Przeciwnicy patriotyzmu, którzy widzą w nim tylko ograniczenie jednostkowej wolności, nie rozumieją złożoności uczuć i związków międzyludzkich, ludzkiej egzystencji, która nie może być abstrakcyjna i anonimowa, trwa i przejawia się w konkretnych warunkach, a narodowość i kultura to tylko ramy, w których dokonuje się indywidualnych, życiowych wyborów, zapewniające życiową treść i sens, a nie zniewalająca klatka, jak się wydaje głosicielom wolnościowej utopii.

Realność tych wspólnotowych potrzeb i instytucji ujawnia i potwierdza spontaniczna często i oddolna obrona tożsamości narodowej i narodowej kultury w sytuacjach jej zagrożenia, upadku państwa polskiego po zaborach, w powstaniach narodowych, w walce o niepodległość w I i II wojnie światowej, w konspiracji i walce z nacjonalizmem właśnie i zarazem z internacjonalizmem komunistycznym, a właściwie sowieckim po wojnie.

Przeciwnicy patriotyzmu mylą (zapewne świadomie) wspólnotę i tożsamość narodową z nacjonalizmem i jego totalitarną, niemiecką odmianą, która spowodowała hekatombę II wojny światowej, mylą poczucie określonej narodowości i zakorzenienie w poniekąd danej nam i dziedziczonej kulturze, wierze i języku z ksenofobią i szowinizmem, dbałość o tradycję, historyczny przekaz, chęć kształtowania Polaków w polskości ? z nietolerancją i brakiem poszanowania czyichś praw i obyczajów. Zarzuty te w szczegółach są raczej śmieszne i bywają raczej używane jako pałka na przeciwnika, a nie argument, bo jak np. pogodzić ksenofobię z tradycją raczej polskiej gościnności, a szowinizm z kompleksami, poczuciem niższości wobec Zachodu. Te przekonania, wyolbrzymione do absurdalnych żądań i oskarżeń, wyglądają tak, jakby żądać, żeby Niemiec przestał być Niemcem, Francuz Francuzem, a Chińczyk Chińczykiem, pomijając tu oczywiście nowe pomysły i wielokulturowe inżynierie społeczne, które niewątpliwie są wypróbowywane w globalnym świecie. U nas ta demagogia i sofistyczne argumenty żerują na naszych prozachodnich kompleksach, poczuciu zapóźnienia, nienadążania itp. w warunkach Unii Europejskiej. Tłumaczy się więc nam, że trzeba być Europejczykami (czytaj między wierszami, że nie-Polakami), jakby w Europie nie było się najpierw Niemcem, Anglikiem, Węgrem, Polakiem, a dopiero później Europejczykiem, i żadna integracja, federacja czy europejska utopia tego szybko, wbrew naturze, nie zmieni. A Europejczykami jesteśmy już dziś, tyle że na zewnątrz, dla Amerykanów, Chińczyków czy Hindusów.

Oczywiście, atak na patriotyzm jest tylko częścią walki z tradycyjną hierarchią wartości, z pewnym etosem, właśnie europejskim i chrześcijańskim, jako zasobem podstawowych praw i norm etycznych ukształtowanych w ciągłości cywilizacyjnej i kulturowej dla osoby ludzkiej jako pewien typ człowieczeństwa, właśnie europejskiego, ale w swych narodowych odmianach i w takim historycznym, kulturowym zróżnicowaniu. Walka z patriotyzmem nie jest wcale nowa, ma w Polsce swą długą, kilkuwiekową historię. Wystarczy jednak przypomnieć ostatnie stulecie, choćby głosy władców na początku PRL, takich jak Anatol Fejgin, dyrektor X Departamentu MBP, który mawiał:  zabić polską dumę, rozstrzelać patriotyzm, czy Włodzimierz Sokorski: kto nie pod komendą PPR, ten jest faszystą. Za nimi stali sowieccy mocodawcy, a za nimi internacjonalizm i ideologia komunistyczna jeszcze z czasów Lenina i Róży Luksemburg. Państwa narodowe miały być zniesione, zlikwidowane, ?przezwyciężone? na rzecz światowego systemu komunistycznego. Po rewolucji bolszewickiej spór toczył się tylko wokół taktyki i przebiegu tego procesu: czy ten system miał powstać pod wodzą jednego państwa (czyli ZSRR), co sprzeciwiało się właśnie internacjonalizmowi i z czym nie zgadzała się Róża Luksemburg. Rzeczywistość była bardziej przyziemna i praktyczna. W Polsce międzywojennej Komunistyczna Partia Polski chciała ten plan wesprzeć, zakładając w swym programie politycznym oddanie Kresów Wschodnich państwu Lenina i Stalina, a Śląsk i Pomorze Niemcom. Walka z patriotyzmem, czyli tożsamością narodową i jej instytucjami, przybierała różny zakres i charakter w zależności od sytuacji historycznej i politycznej. Komunizm nie został rozliczony i potępiony jak zbrodniczy nacjonalizm niemiecki, a jego wpływy mimo oczywistych, choć stopniowo uznawanych zbrodni wcale nie upadły. Internacjonalizm komunistyczny nie został potępiony i odrzucony tak jak nacjonalizm niemiecki. Wciąż trwa walka z patriotyzmem, to znaczy propaganda antynarodowa, dezawuowanie więzi i tożsamości narodowej, mająca na celu rozkład społeczeństw narodowych, tyle że pod szyldem walki z nacjonalizmem. Nowa ideologia internacjonalizmu wiąże się z faktycznym, ale i ideowym globalizmem, z siecią ponadnarodowych i ponadpaństwowych powiązań finansowych, ekonomicznych, technologicznych. Tyle że już z doświadczenia historycznego wiemy, iż internacjonalizm jest równie groźny, a może groźniejszy niż nacjonalizm, dawno zresztą pokonany.

(?)

Czytany 3040 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.